• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Nagrania na pełnym bezwstydzie

Marcel

Nowicjusz
Jestem dorosłym facetem, który od lat nagrywa, jak się masturbuje, i jest z tego cholernie dumny.

Od kilkunastu lat żona nagrywa, jak się masturbuję. Mamy już ponad dwieście filmów. Nie chowam twarzy, nie udaję, że to „artystyczne”. Leżę nago, z szeroko rozłożonymi nogami, często rano przy dziennym świetle, bo wtedy najlepiej widać wszystko. Czasem stoję albo klęczę. Walę konia, edguję, opisuję na głos, co czuję, i oglądam to potem z przyjemnością.

Zaczęło się jeszcze na analogu. Fantazjowałem, żeby żona mnie nagrała, ale długo nie potrafiłem tego zaproponować. W końcu się przełamałem i powiedziałem: „A może nagraj, jak tryskam?”. Jej się to od razu bardzo spodobało. Mnie po nagraniu zalał wstyd. Bałem się, że kaseta gdzieś wypłynie, więc skasowałem. Kiedy pojawiły się kamery cyfrowe, a później smartfony, zaproponowałem znowu. Zaczęliśmy nagrywać regularniej, ale kasowałem filmy zaraz po wytrysku, bo wstyd wracał. W końcu postanowiłem się przemóc – nie kasować od razu, tylko zostawić do następnego dnia. Kiedy obejrzałem je na spokojnie, spodobały mi się i wreszcie przestałem je kasować.

Kiedyś trzymałem pliki zaszyfrowane. Teraz mam je po prostu na pendrivie i już ich nie szyfruję. Mieszkamy we dwoje, więc jest względnie bezpiecznie. A nawet gdyby wypłynęło – nie jestem nauczycielem, nie piastuję żadnego newralgicznego stanowiska, więc w jakimś sensie byłoby mi nawet przyjemnie, gdyby znajomi zobaczyli, jakim jestem bezwstydnym onanistą.

Najstarsze nagrania są jeszcze „grzeczne”. Onanizuję się, w trakcie orgazmu cicho jęczę i tyle. Ale właśnie dlatego je lubię – pamiętam, jak mocno się wtedy wstydziłem. Z czasem zacząłem mówić: „Proszę zobaczyć, jaki jestem podniecony”, „Patrzcie, jak sobie dogadzam”. Dziś bywa, że zaczynam od: „Nazywam się Marcel ... i zaraz doprowadzę się do wytrysku” albo wprost: „Ludzie, patrzcie, jakim jestem bezwstydnym onanistą”. Opisuję, jak wolno ruszam ręką, jak jestem tuż przed orgazmem, jak świadomie przerywam stymulację, żeby dłużej się delektować. Czasem żona dokłada swoje: „Wyobraź sobie, że Twoi koledzy z pracy to oglądają”, „Pomyśl, że klasa z liceum widzi, jak się brandzlujesz”, „I znowu się spuściłeś, koniowalu”. Ja to przyjmuję i rozwijam. Podnieca mnie to.

Na wyjazdach nagrywamy obowiązkowo. Każdy nocleg poza domem = nowe nagranie. To jednocześnie pamiątka z miejsc, które odwiedzamy. Żona mówi, że imponuje jej moja bezwstydność. Mnie to buduje. Im więcej się wystawiam, im bardziej wprost nazywam to, co robię, tym większą osiągam pewność siebie. Regularnie też te nagrania oglądamy. Czasem robimy sobie sesje, podczas których odpalamy pięć, dziesięć filmików. Podobam się sobie na nich. Widzę faceta, który nie udaje, nie zasłania się, nie ucieka wzrokiem. I z każdym kolejnym obejrzeniem napawa mnie duma.

Kiedy mam kilka dni przerwy, lubię długi edging. Doprowadzać się na samą krawędź, zatrzymywać, czekać, aż podniecenie trochę opadnie. Potem delikatnie podrażniać żołądź tak, żeby nie trysnąć w pełni. Udaje się wtedy niepełny orgazm – jeden albo dwa skurcze, ale nie cały ładunek. Po takim niepełnym wytrysku nadal jestem mocno podniecony, więc od razu mogę zacząć od nowa i po minucie trysnąć drugi raz. To bardzo bezwstydne. Długo zbierałem się, żeby to nagrać i jednocześnie opowiadać. W końcu się udało. Na filmie mówię mniej więcej: „Teraz znowu dochodzę do krawędzi… czuję, że zaraz przyjdzie skurcz, ale chcę go zatrzymać…”. Żona jest tym zachwycona. Mówi, że jest dumna ze mnie, że przekroczyłem siebie. Kiedy byłem nastolatkiem, masturbacja była czymś wstydliwym i upokarzającym. Koledzy udawali, że mają już bogate życie seksualne, więc konia walą tylko przegrywy. Dziś często mówię żonie, że chciałbym, żeby mnie teraz zobaczyli.

Uważam, że te nagrania są znacznie bardziej hardcore niż typowe amatorskie filmy z klasycznym seksem. W seksie partnerskim zawsze jest jakieś „my”, zawsze można się trochę schować za partnerką. Ja leżę sam, nago, z rozwalonymi nogami, patrzę prosto w kamerę i mówię: „Patrzcie, jakim jestem koniowalem”. Wątpię, żeby wielu facetów robiło to z takim bezwstydem – z pełną twarzą, z narracją i z wyraźną dumą z tego, że się wystawiam. Większość amatorskich nagrań to albo sam kutas, albo para w akcji. Wiem też, że sporo osób nagrywa swoją masturbację. Ale zazwyczaj to sam członek, bez twarzy, bez głosu, bez kontekstu.

Mam też mocniejszą fantazję. Marzę, żeby zrobić pokaz wśród znajomych lub wyjść na scenę w teatrze i zwalić konia w obecności kilkuset patrzących osób. Wiem, że to niemożliwe, ale sama myśl o tym daje ogromne podniecenie. I właśnie to pokonywanie wstydu – świadomość, że naprawdę gotów jestem to zrobić – jest dla mnie niewyobrażalnie przyjemne.

Oglądam te filmy, podobam się sobie na nich, buduję dzięki nim ogromną pewność siebie i z każdym kolejnym nagraniem zostawiam za sobą kolejną warstwę wstydu. Jestem z tego niesamowicie dumny. Jestem dorosłym, doświadczonym, bezwstydnym onanistą. I właśnie tak to ma wyglądać.
 
Ostatnia edycja:

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry