Jest taki jeden mężczyzna, który mieszka w mojej okolicy i wydaje mi się, że jest mężczyzną, a nie chłopcem, a poza tym wydaje mi się, że może cierpieć na jakieś zaburzenia psychiczne, bo przejawia bardzo dziwne zachowania i raz zdarzyło mi się ujrzeć go w sytuacji, w której publicznie, na środku ulicy, rugała go własna matka (tak mi się wydaje, że matka - przecież żadna inna dorosła kobieta nie rugała by go na środku ulicy). Nie wiem z czego to wynikało, ale mam podejrzenia, że chodziło o używki, bo on chyba był wtedy trochę wcięty.
No i dzisiaj rano włączam komputer i myślę sobie - a, obejrzę z odtworzenia mecz San Antonio Spurs - Minnesota Timberwolves. San Antonio prowadziło 3-2 w serii do czterech zwycięstw, więc ten mecz wydawał się być "być albo nie być" dla leśnych wilków. Sęk w tym, że Anthony Edwards w tej serii gra z urazem, a Minnesota na długi czas straciła Donte DiVincenzo, który jest świetnym role playerem. Było więc dość oczywiste, że gracze Ostróg wezmą ten mecz i całą serię już dziś - zwłaszcza po tym, jak Victor Wembanyama wkroczył na wyższy poziom rozjuszony tym, jak w czwartym meczu serii wyrzucono go z boiska. Mecz był pokazem siły, dominacji. W następnej rundzie, tj. w finałach konferencji, Spurs zmierzą się z Okhahomą City Thunder - faworytem do zwycięstwa, więc zapowiada się fantastyczny pojedynek. Przed nami dwie drużyny, które mogą zdominować ligę na długie lata.
A co do tego gościa, to notorycznie mnie pozdrawia, gdy mnie widzi, i mówi "Siema" - wynika to najprawdopodobniej z tego, że noszę Jordany na nogach i on chyba też jest fanem tej marki. Powstała w jego umyśle między nami jakaś więź, jakaś wspólnota - jakbyśmy byli częścią czegoś, czego inni nie są. Sęk w tym, że to on tak czuje, a ja się wcale z nim nie utożsamiam tylko dlatego, że reprezentujemy tę samą markę ubrań. Może wyolbrzymiam, może myślę o tym za dużo - może on po prostu chce mnie wyruchać?