• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Lubieżnicy (I)

Mężczyzna

jammer106

Cichy Podglądacz
Dziewiętnastoletnia Ania, absolwentka liceum ogólnokształcącego o profilu biologiczno-chemicznym wracała do domu. Zasmucona i zapłakana siedziała w osobowym pociągu, który niesamowicie wolno toczył się w kierunku podbeskidzkiej wsi.

Nie udało jej się dostać na wymarzoną medycynę w Krakowie. Co prawda zdała egzaminy wstępne ze wszystkich przedmiotów, jednak, jak to bywało w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, odpadła z powodu braku dodatkowych punktów, a owe można było zdobyć, odbywając praktyki w placówkach służby zdrowia, o czym młoda dziewczyna nie pomyślała. Wierzyła, że bonus za pochodzenie wystarczy. W końcu, w tamtych czasach promowano młodzież z rodzin chłopskich i robotniczych. Biła się z myślami, nie wiedziała co począć. Stracony rok, siedzenie na głowie rodzicom, którzy prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne – to nie napawało nastolatki optymizmem.

Gdyby miała jakieś „plecy”, kogoś na wysokim stanowisku w PZPR, ojca sekretarza lub matkę w egzekutywie, z pewnością byłoby inaczej. Pluła sobie w brodę, że nie zapisała się do ZSMP. Widziała spojrzenie swojej koleżanki z klasy, niezbyt lotnej Renaty, która, o dziwo, dostała się na pierwszy rok medycyny. Ojciec Renaty był sekretarzem POP w dużym zakładzie produkcyjnym, a matka lekarką w pobliskim szpitalu. Musieli posmarować i szepnąć tu i tam, żeby ta niezbyt rozgarnięta blondynka mogła rozpocząć studia na akademii medycznej.

Ania była na liście dodatkowej i mogła starać się o przeniesienie do innej uczelni o podobnym profilu, pod warunkiem, że byłyby tam wolne miejsca, lecz wizja nauki w odległym mieście ją przerażała. Pozostawał jedynie łut szczęścia, że ktoś się wykruszy, zmieni zdanie i ona wskoczy na to miejsce. Było to jednak tak mało prawdopodobne, że dziewczyna nie liczyła na taki szczęśliwy zbieg okoliczności.

Na jednej ze stacji dosiadła się do niej starsza kobieta. Widząc zapłakaną dziewczynę, zapytała, co się stało. Ania otworzyła się przed zupełnie obcą osobą i wyrzuciła z siebie to, co wcześniej tłumiła.

– Nic straconego, nie martw się, nie trać tylko teraz czasu – próbowała ją pocieszać współpasażerka.

Łatwo było powiedzieć. Rozbita emocjonalnie nastolatka nie wiedziała, co począć. Wizja straconego roku bardzo ją przerażała.

– Słuchaj, moja znajoma pracuje w szpitalu uzdrowiskowym w Krynicy. Porozmawiam z nią, może mogłabyś zrobić tam staż czy praktykę i zdobyć te cholerne punkty – usłyszała propozycję pomocy od zupełnie obcej osoby.

Ania podniosła swoje zapłakane, duże brązowe oczy i spojrzała na siedzącą obok kobietę.

– Naprawdę mogłaby mi pani pomóc? – zapytała nieśmiało.

– Oczywiście, dobrze ci z oczu patrzy i widzę, że jesteś miłą osobą. Trzeba sobie w życiu pomagać, może ty kiedyś pomożesz komuś, karma wraca.

Wymieniły się adresami i numerami telefonów. Kobieta obiecała odezwać się niebawem. Annie zrobiło się jakoś raźniej. Rozmawiały przez całą resztę drogi.

– Dziękuję pani, czekam na telefon – rzuciła, wychodząc z przedziału.

– Zadzwonię na pewno, nie martw się, głowa do góry.



+++++​



Dwa tygodnie później wystrojona kierowała swe kroki w stronę uzdrowiskowego szpitala MSW w Krynicy. Kobieta z pociągu jej nie zawiodła. Zadzwoniła dwa dni temu, informując nastolatkę, że ma stawić się na rozmowę wstępną.

Dziewczyna z duszą na ramieniu właśnie przekraczała bramę szpitala. Przy drzwiach wejściowych zatrzymał ją cywilny wartownik. Podała personalia i wręczyła dowód osobisty. Kazał jej chwilę poczekać. Była sporo przed czasem.

Poprawiła krótką letnią spódniczkę i przejrzała się w lusterku. Wszystko wydawało się w najlepszym porządku. Ubrana była schludnie. Nigdy nie przesadzała z makijażem. Miała śliczną, dziewczęcą twarz o subtelnych i delikatnych rysach. Była drobnej budowy ciała i nie wyglądała na swój wiek. Szczupła, drobna brunetka o prostych, kruczoczarnych włosach sięgających do łopatek. Krągła, nieduża pupa, zgrabne nogi i niewielkie, jędrne piersi sprawiały, że nieraz młodsi i starsi mężczyźni oglądali się za nią na ulicy.

– Zapraszam – usłyszała od wartownika i weszła do budynku.

Drugi ze strażników, siedzący w pomieszczeniu, wystawił jej przepustkę.

– Drugie piętro, pokój 201, to będzie na lewo. Przy wyjściu zdać przepustkę, podpisaną i podbitą w sekretariacie – poinformował, wręczając blankiet.

Nabrała powietrza w płuca i ruszyła schodami do góry. Była zestresowana i spanikowana. Bez problemu odnalazła wskazany pokój. Delikatnie zapukała i usłyszała głośne „wejść” zza drzwi. Nacisnęła klamkę i znalazła się w sekretariacie. Za biurkiem siedziała tęgawa sekretarka w wieku jej matki. Podniosła wzrok znad szpargałów i przyglądnęła się dziewczynie.

– Dzień dobry, Anna Lesień – przedstawiła się, dygając.

– Poczeka, usiądzie tam, komendant zaraz zaprosi – rzuciła tamta z wiejskim akcentem.

Ania przycupnęła na wskazanym krześle i dłońmi poprawiła spódnicę. Denerwowała się, czuła, że się poci ze strachu. Sekretarka wstała i zniknęła za drzwiami z napisem „Komendant”.

– Pan komendant zaprasza – rzuciła sucho, wychodząc po chwili.

Nastolatka poderwała się szybko i skierowała się do wskazanej kancelarii. Gdy zamknęła za sobą drzwi, dygnęła grzecznie i przedstawiła się. Za ciężkim hebanowym biurkiem siedział grubawy jegomość w stopniu podpułkownika.

– Proszę usiąść – usłyszała i usiadła naprzeciw wojskowego.

– Tutaj, proszę pana mam swoje dokumenty i świadectwa, jeżeli pan pozwoli – zaczęła, podnosząc się z krzesła i kładąc na biurku wszystkie dokumenty, jakie zdołała zebrać.

Mężczyzna pobieżnie przejrzał to, co mu przedstawiła i uśmiechnął się pod wąsem. Zdawał sobie chyba sprawę, że to dziewczę jest tak zestresowane, że nie będzie przez chwilę w stanie wydobyć z siebie słowa.

– Droga Anno, bo chyba tak mogę się zwracać – zaczął, a ona kiwnęła głową, przystając na taką formę zwracania się do niej – Jest to szpital uzdrowiskowy, takie sanatorium. Podlegamy pod MSW, ale mamy tu też pacjentów i kuracjuszy z wojska, więziennictwa i wysokich dygnitarzy partyjnych. Nie zatrudniamy byle kogo, każdy jest sprawdzony przez SB, nim tu zacznie pracować, dlatego też tak pobieżnie przepatrzyłem twoje dokumenty – kontynuował, a Anna czuła jak jej nogi stają się jakby z waty.

– Mam tu opinie z WUSW, jest pozytywna. Szpital jest jednostką zmilitaryzowaną, dlatego obowiązują tu wojskowe kanony, pełna dyscyplina i podporządkowanie. Poleciła cię nasza księgowa, chodzi o zdobycie punktów na studia medyczne. Brawo, podziwiam upór i chęć walki. Przestrzegam jednak, że to, co dzieje się w szpitalu, w szpitalu pozostaje. Będziesz miała swoją przełożoną i z wszelakimi problemami zgłaszaj się do niej – kolejne zdania docierały do dziewczyny, a ta była coraz bardziej przerażona.

Otarła pot z czoła. Patrzyła na mundurowego ze strachem w oczach.

Dostrzegł to. Wstał i zbliżył się do dziewczyny i położył dłoń na jej barku a ta podniosła głowę, patrząc mu prosto w oczy.

– Nie bój się, nic złego cię tu nie spotka. Uprzedzam cię po prostu, jak jest – powiedział spokojnym tonem i zabrał dłoń z ramienia dziewczyny.

Uspokoiła się nieco. Pułkownik wrócił za biurko i spoczął wygodnie na fotelu.

– Praktyka miesięczna, płatna, stawka najniższa na etacie personelu pomocniczego służby zdrowia. Zadania jak każdej salowej. Gwarantuję ci, że dostaniesz więcej punktów niż w zwykłym szpitalu, a pacjenci to nie prostacy, tylko szanowani towarzysze. Jest sezon urlopowy, a mój personel też pragnie wypocząć. Słowem, spadłaś mi jak z nieba – zakończył.

Ania nie wiedziała, co odpowiedzieć. Otworzyła usta z wrażenia i patrzyła na mundurowego, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Nie wierzyła, że została przyjęta. Jeszcze to do niej nie docierało.

– No powiedz coś wreszcie, nie bój się – dobrodusznie poprosił komendant, uśmiechając się.

Widział stres i przerażenie tej drobniutkiej istotki. Wstał i podsunął Annie do podpisania dwa dokumenty. Pierwszym była umowa o pracę, drugim oświadczenie o zachowaniu poufności na temat działalności szpitala. Dziewczyna bez namysłu złożyła autograf we wskazanych miejscach.

– Witamy na pokładzie Aniu, załatw dzisiaj zdjęcia do przepustki, trzy sztuki, fotograf jest kilkaset metrów stąd. Będziesz dojeżdżać, czy potrzebujesz miejsca w internacie pielęgniarskim, bo jest taka możliwość? – zadawał pytania, na które nie wiedziała, jak ma odpowiedzieć.

– Przepraszam, nie wiem, jak panu podziękować – powiedziała cichy głosem i się rozpłakała.

Komendant podniósł się momentalnie zza biurka i szybko znalazł się przy nastolatce. Objął ją dłońmi, niczym ojciec i mocno przytulił.

– Podziękujesz dobrą i sumienną pracą, a teraz uspokój się, to rozkaz – wyrzucił z siebie, choć to stwierdzenie o rozkazie było wypowiedziane z uśmiechem na twarzy.

Anna otarła łzy z policzków i wstawszy nieśmiało objęła pułkownika swoimi drobnymi ramionami. Ten klepnął ją lekko po plecach i zwolnił uścisk dłoni. W ich przytuleniach nie było nic zdrożnego. Ot, starszy facet, widząc rozdygotaną dziewuszkę, przytulił ją, jak ojciec córkę.

Uspokojona usiadła ponownie na krześle, a komendant wrócił za biurko.

– Widzimy się pierwszego o siódmej trzydzieści. Twoją przełożoną będzie pani chorąży Barbara Chudzik, a na dyżurach nocnych siostra oddziałowa. Teraz udaj się do kadrowej, pokój 211, a potem do oficera bezpieczeństwa, gdy już będziesz miała zdjęcia. Masz jakieś pytania? – usłyszała na koniec.

Miała w głowie taki mętlik, że nie była w stanie zadać żadnego pytania. Wstała zza stołu, dziękując za wszystko. Z wypiekami na twarzy opuściła kancelarię.

– Da przepustkę, to podpiszę i podbiję, że była – rzuciła sekretarka a Anna podała jej zmiętolony blankiet przepustki.

Po wyjściu z sekretariatu skierowała się do działu kadr. Szybko załatwiła tam swoje sprawy, a gdy nieco ochłonęła, udała się do fotografa.

– Da radę na dzisiaj, proszę – poprosiła, robiąc błagalną minę. Starszy mężczyzna zlitował się nad nią, ale za swoją usługę policzył dodatkowo. Miała wrócić za trzy godziny. Wałęsając się po beskidzkim kurorcie, znalazła kameralną restaurację i wysupławszy zaskórniaki, zamówiła sporą porcję lodów.

Dochodziła do siebie po tej rozmowie. Była szczęśliwa, a poziom zadowolenia wzrósł, gdy przeczytała umowę o pracę. Oprócz konkretnej podstawy, miała zagwarantowaną premię uznaniową w wysokości sięgającej do czterdziestu procent pensji zasadniczej.

„Boże, ja takich pieniędzy nie widziałam w życiu”

Przez chwilę zastanawiała się, czy nie poprosić o przedłużenie umowy o kolejne miesiące. Odciążyłaby rodziców.

„Zobaczę, jak będzie, i zdecyduję później” – postanowiła, pochłaniając dużą porcję lodów.



+++++​



Pierwszy dzień stażu przeleciał tak szybko, że nawet się nie zorientowała. Szkolenie z BHP, zapoznanie ze specyfiką zadań na stanowisku, obchód po salach i wprowadzenie w to, kto jest kim w szpitalu. Pochłaniała tę wiedzę, jak tylko najlepiej umiała. Jej mentorką była starsza, dobiegającą pięćdziesiątki kobieta. Nieco oschła, ale konkretna.

– Uważaj, co mówisz, tu są różni ludzie. Bądź miła i uczynna, ale bez przesady. Nie poruszamy tematów politycznych i broń Boże nie chwal tych z Solidarności, bo wylecisz z wilczym biletem – ostrzegła.

Nie w głowie było młodej dziewczynie poruszanie tematów politycznych. Powoli zdawała sobie sprawę, w jak specyficznym środowisku wylądowała.

Na koniec dnia pobrała z magazynu mundurowego służbowy uniform: różową koszulkę kroju polo, białe cieniutkie spodnie i kremowy fartuch sięgający jej do kolan oraz niezbyt atrakcyjne drewniane białe pielęgniarskie chodaki.

– Dawaj do kasy, tam dostaniesz bon na białe rajstopy, kupisz je w sklepiku w piwnicy – usłyszała od magazynierki.

Była zdziwiona, że jest tu jakiś sklepik. Dopiero gdy zeszła do piwnicy, zorientowała się, że to wewnętrzna, dość dobrze zaopatrzona placówka z dobrami, o jakich w tych czasach można było sobie pomarzyć, dostępna tylko dla personelu szpitala i pacjentów.

Pochłaniała wzrokiem widok czekolad, czekoladopodobnych produktów, ciastek, rajstop, pomarańczy, konserw i innych niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika w tamtych czasach produktów. Ceny wcale nie były zaporowe. Gdyby mogła, wykupiłaby dla rodziny prawie cały asortyment, który tam się znajdował. Szeroki wybór wódek, peerelowskich perfum, kremów, mydeł, szamponów. Istny sezam.

– Co podać? – zapytała pracująca tam kobieta.

Mając rozdziawioną buzię, Ania podała sprzedawczyni talon na trzy pary białych rajstop.

– Dwójki? – usłyszała pytanie.

Skinęła głową, lustrując nadal towar na półkach. To był inny świat.

– Jedna para będzie cielista, chyba że chcesz trójki.

– Tak, niech będzie – rzuciła, nadal nie wierząc w to, co widzi.

Na stole wylądowały trzy opakowania rajstop marki „Feniks”. Nie musiała płacić, były wydane w ramach odzieży służbowej.

– Coś jeszcze?

– Nie, dziękuję – odparła, wychodząc ze sklepiku.

Nie zdecydowała się na pokój w internacie, musiałaby go dzielić z inną osobą. Wolała dojeżdżać. Praca w reżimie dwunastogodzinnym: od 06:00 do 18:00, dwadzieścia cztery godziny wolne, a potem od 18:00 do 06:00 i czterdzieści osiem godzin przerwy. Jeżeli dyżur wypadał w niedzielę lub święto, należał się dodatek, podobnie za pracę w godzinach nocnych.

Wróciła do swojej przełożonej, trzymając w dłoniach otrzymane umundurowanie, a ta zaprowadziła ją do szatni i wręczyła klucz do metalowej szafki ubraniowej.

Schowała służbowe ciuchy i nie zapominając o zamknięciu. Wzięła ze sobą parę cielistych rajstop. Te pasowały do wszystkiego. Grzechem byłoby przy takich brakach nosić je tutaj. Wszak w tamtych latach królowały jeszcze punkty repasacji pończoch i rajstop.

– Przejmujesz pacjentów na drugim piętrze: czterech panów i jedną kobietę. Pani to emerytowana sędzina sądu garnizonowego, panowie to emerytowani oficerowie z SB, WUSW i MON. Jutro poznasz podopiecznych, na dzisiaj jesteś wolna – poinformowała ją przełożona.

– Dziękuję pani Barbaro – to mówiąc wyciągnęła dłoń na pożegnanie.

Kobieta uścisnęła drobną prawicę nastolatki i uśmiechnęła się ciepło.

– Zalecam do pracy zakładać spodnie, nie fartuszek. – To stwierdzenie zaskoczyło nieco Anię.

Postanowiła się dostosować do podpowiedzi starszej, doświadczonej pielęgniarki. Była jej przełożoną, a przełożonych należało słuchać.



+++++​



Pierwszy dyżur dzienny Anny wypadł w sobotę. Nie było etatowej przełożonej, więc zadanie to przejęła jedna z dyżurujących pielęgniarek.

– Przedstawiam państwu naszą nową praktykantkę, Annę Lesień. Od dzisiaj zajmie się czynnościami pomocniczymi na drugim piętrze – oznajmiła jej chwilowa mentorka, zebranym na śniadaniu kuracjuszom.

Ania dygnęła nieśmiało, lustrując przebywające na śniadaniu osoby. Nie za bardzo wiedziała, którymi konkretnie ma się opiekować. Pacjentów było blisko dwudziestu. Odrzuciła czwórkę, może piątkę osób poniżej czterdziestego roku życia.

– Pani Sylwio, a którzy to są moi podopieczni? – zapytała szeptem.

– Dwa ostatnie stoliki pod oknem, tych czterech starszych panów i starsza kobieta – usłyszała odpowiedź.

Pobieżnie przyjrzała się tej grupie. Wszyscy w wieku około sześćdziesięciu lat. Zauważyła, że te osoby również jej się przyglądają, i poczuła się nieco zakłopotana, gdy dojrzała uśmieszki na twarzy mężczyzn.

– Ale nam pan komendant ładną dziewczynę przydzielił – rzucił wyglądający na najstarszego, łysiejący, przyprószony siwizną facet. a ona zarumieniła się po tym komplemencie.

Wyszły z pielęgniarką ze stołówki i udały się do recepcji. Usiadły za szerokim biurkiem.

– Co mam robić? – zapytała Sylwię, poprawiając przypięty do koszulki identyfikator.

– Na razie zrób nam kawę, potem pójdziesz wymienić pościel. Pamiętaj, wszystkie czynności w pokojach wykonujesz w obecności pacjentów. Nie wchodzisz do pokoi, gdy ich nie ma. Unikniesz posądzenia o kradzież lub grzebanie w ich rzeczach osobistych – usłyszała cenną uwagę.

Nastolatka zagotowała wodę na kawę i przygotowała dwie szklanki. Po chwili obie kobiety delektowały się aromatycznym napojem. Ania, ciekawa swoich podopiecznych, rozpoczęła rozmowę.

– Ten, który zabrał głos, to emerytowany pułkownik SB, pan Tadeusz. Był szychą w Krakowie, chyba zastępcą naczelnika tamtejszego wydziału. Bywa u nas dwa razy do roku. Rozwodnik, miał chyba ze dwie żony – zaczęła informować ją Sylwia, popijając kawę.

Ania dobrze go zapamiętała. Łysiejący starszy pan miał włosy tylko na tylnej części głowy i po bokach, a jego czarne brwi były dość bujne.

– Ta kobieta to sędzina sądu garnizonowego, Małgorzata. Kawał zołzy. Stara panna dochrapała się chyba majora. Wyniosła prostaczka.

Ania nie miała problemu z zapamiętaniem owej, była jedyną kobietą na śniadaniu. Siwiejąca pani w okularach, z krótkimi włosami. Rzeczywiście, nie patrzyło jej dobrze z oczu.

Pozostałymi mężczyznami byli: pan Roman, podpułkownik z MON-u, pan Stanisław, podpułkownik z SB, oraz pan Władek, kapitan z WUSW. Wszyscy szanowani emeryci służb mundurowych. Z opisu skojarzyła pana Władka – grubawy jegomość, prawie łysy, z pojedynczymi siwymi kosmykami i nalaną twarzą.

Dopiły kawę. Kuracjusze zakończyli posiłek i udawali się do swoich pokoi. Ania podniosła się i skierowała do magazynu z pościelą, zabierając stamtąd pięć kompletów na zmianę.

Postanowiła rozpocząć wymianę od pokoju kobiety. Była nauczona pracy w domu, więc typowe „babskie” zajęcia, takie jak pranie, prasowanie czy zmiana pościeli, nie były jej obce. Delikatnie zapukała.

– Wejść – usłyszała zza drzwi i po chwili była w środku. Niewysoka emerytka omiotła ją chłodnym wzrokiem.

– Dzień dobry pani – przywitała się a tamta nic nie odpowiedziała. – Chciałam wymienić pościel – oznajmiła starszej osobie cel przybycia.

– Przecież wiem i widzę, zawsze jest to robione w sobotę – burknęła, siadając na fotelu po drugiej stronie tapczanu.

Jak tylko najlepiej potrafiła, przebrała komplet pościelowy na nowy. Zostawiając otwarte drzwi od łazienki, wymieniła ręczniki, pamiętając ostrzeżenia od Sylwii.

– Czy coś pani potrzeba, w czymś mogę pomóc? – zapytała na koniec.

– Nie – usłyszała oschłe stwierdzenie.

Jednoznacznie oceniła kobietę, zgadzając się w stu procentach z uwagami Sylwii. Pozostało jej wymienić pościel u czterech starszych panów, a ci zaś zaskoczyli ją przesadną uprzejmością. Rzucali miłe komplementy, dopytywali, skąd jest i co robi, uśmiechając się w dziwny sposób, w szczególności gdy lustrowali jej sylwetkę wzrokiem. Czuła te spojrzenia, które wędrowały w wiadome miejsca, będąc speszoną i nieco zawstydzoną.

Wszystko przez te spodnie. Były dopasowane i wykonane z dość cienkiego materiału i jasnym było, że widać było pod nimi zarys majtek, białych fig. Tam też najczęściej patrzyli staruszkowie, szczególnie gdy wyginała się, nakładając prześcieradła na tapczany.

– Ależ masz figurę – usłyszała od pana Tadeusza.

– Oj dziewczyno, gdybym był młodszy – rzucił pan Roman.

– Takiej piękności nam było trzeba – stwierdził pan Stanisław.

Jedynie pan Władek milczał, cmokając, gdy widział, jak wykonuje wygibasy, męcząc się z pościelą.

Zbywała te komplementy zdawkowym „Ależ co pan mówi” i czuła, jak się rumieni. Wprowadzali ją w zakłopotanie, ale z drugiej strony łechtali kobiece ego. Dawno nie słyszała tak miłych słów. W przeciwieństwie do tego babsztyla starali się być szarmanccy, przymilając się do młodej osoby.

– I jak? – zapytała ją przełożona po skończonej pracy.

– Ta kobieta, szkoda mówić, ale ci panowie to bardzo mili ludzie – podzieliła się swoimi spostrzeżeniami, a pielęgniarka uśmiechnęła się dziwnie.

– Sondują cię, dostałaś specyficzną grupę.

– Ale o co chodzi, powiedz?

– Sama zobaczysz – odparła Sylwia, zasiewając w głowie nastolatki ziarno niepokoju.

Dzień przeleciał jej w miarę szybko. Sprzątnęła korytarz oraz ogólnodostępne natryski i toalety. Pomogła Sylwii w uzupełnianiu „papierologii”, doprowadziła do ładu salę telewizyjną i zaprowadzała swoich podopiecznych na przepisane zabiegi lecznicze do drugiego budynku.

Kiedy prowadziła pana Tadeusza, który poruszał się o lasce, poczuła, jak ten dotyka jej pośladka, gdyż niby mu się ręka omsknęła. Nie zareagowała, biorąc to za przypadkowe muśnięcie, ponieważ ten szybko zabrał dłoń z pupy. Gdy po zabiegu prowadziła go do pokoju, jakoś zbyt mocno chwycił ją w okolicach talii.

– Oj, przepraszam, o mało się nie potknąłem – rzucił, widząc spojrzenie dziewczyny.

Pomogła mu położyć się do łóżka. Gdy chciała wyjść, poprosił, by chwilę poczekała.

– Dla słodkiej młodej osóbki, malutkie słodkości – powiedział, wyciągając z szufladki przy łóżku prawdziwą tabliczkę wedlowskiej czekolady.

– Nie, ja nie mogę – bąknęła, widząc, że podaje jej łakoć.

– Bo się na ciebie Aniu pogniewam – zagroził, uśmiechając się do niej.

Wzięła czekoladę, nie chcąc zrobić przykrości staruszkowi i schowawszy ją do kieszeni spodni podziękowała. Pozwalała mówić sobie na „ty”, wszak dzieliło ich prawie czterdzieści lat.

Po osiemnastej, pożegnawszy się z Sylwią, założyła letnią zwiewną sukienkę i skierowała się na dworzec kolejowy. W torebce miała podarowaną jej czekoladę, którą postanowiła dać najmłodszej siostrze.



+++++​



W poniedziałek stawiła się na nocną zmianę. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła pryszczatego nastolatka.

– To Damian, podobnie jak ty jest praktykantem, za rok kończy ogólniak i chce podobnie jak ty zdobyć u nas punkty – przedstawiła chłopaka Marta, kolejna pielęgniarka mająca z nimi dyżur.

Chłopakowi przydzielono część sal na pierwszym piętrze. Tam standard pokoi był niższy i zajmowali je mniej dystyngowani funkcjonariusze i żołnierze.

Chłopak wyciągnął dłoń na powitanie i przedstawili się sobie. Szczupły, wysoki szatyn lustrował ją wzrokiem. Był ubrany podobnie jak ona, z tą różnicą, że miał białą koszulkę polo i spodnie o męskim kroju. Żadne z nich nie ryzykowało użytkowania szpitalnych drewnianych chodaków. Ania nosiła damskie białe tenisówki, on „adidasy” – made in Poland.

– Fajnie cię poznać, może po robocie umówimy się na jakąś kawę? – rzucił bezpośrednio.

Zaskoczył ją. Ledwo, co się poznali, a ten już zapraszał na kawę.

„Chyba za bardzo się rozpędziłeś” – pomyślała. Chłopak nie był zbyt urodziwy, a na dodatek młodszy od niej. Nie miała zamiaru z nim się spotykać.

Na nocnym dyżurze personel medyczny i pomocniczy był okrojony do niezbędnego minimum. Jedna dyżurna pielęgniarka na dwa piętra, dwoje salowych, dyżurny lekarz, który kimał na parterze, wartownik i kierowca-sanitariusz.

Opróżniła kosze w salach, przeleciała korytarz na mokro, gdy pensjonariusze zaszyli się w pokojach, zrobiła porządek w świetlicy. Ogarnęła nawet recepcję na swoim piętrze. Pracowała sumiennie i rzetelnie, starając się jak najlepiej wykonywać nałożone obowiązki.

– Przystopuj dziewczyno – hamowała jej zapędy dyżurna pielęgniarka.

Siedziała razem z chłopakiem na dyżurce, patrząc, jak Ania pracuje w pocie czoła. Popijali kawę. Osiemnastolatek bez mydła wchodził w niewymowną część ciała przełożonej, co irytowało Anię. Ledwo się poznali, a już go nie lubiła. Plótł miłe słówka pielęgniarce, a ta nie zwracała uwagi na to, że nie wykonuje swoich zadań. Dziewczyna zacisnęła zęby i poszła posprzątać sanitariaty i prysznice. Gdy wróciła, Damiana już nie było.

– Miły chłopak, no nie? – stwierdziła pielęgniarka.

– No – odparła jej, wcale tak nie myśląc.

– Dobra, nasi podopieczni śpią, idę do lekarza na parter, leci jakaś komedia, to oglądniemy, zostawiam cię samą. Dasz radę? Jakby co, to dzwoń, numer masz na spisie – usłyszała. Skinęła głową, a Marta powstała z fotela i skierowała swe kroki do gabinetu lekarskiego, pozostawiając ją samą.

Mogła chwilę odsapnąć. Korytarz spowijał mrok, zapalona była tylko lampka przy szerokim biurku, gdzie siedziała. Rozpięła dwa guziki koszulki polo, czując, że jest nieco spocona. Włączyła stojący na biurku wentylator i skierowała jego podmuchy na siebie. Odpoczywała.

Przez chwilę zasnęła w fotelu. Obudził ją chłód wiatraka, jaki omiatał ciało. Spojrzała na gustowny, niewielki zegarek na dłoni. Dochodziła pierwsza w nocy. Przeciągnęła się, mając zamiar drzemać dalej w fotelu, lecz usłyszała jakieś odgłosy dochodzące z głębi korytarza. Nadstawiła uszu.

Ostrożnie podniosła się i skierowała kroki w miejsce, skąd dochodziły dźwięki. Przemieszczała się powoli i ostrożnie. Przez chwilę pomyślała, czy nie zadzwonić do pielęgniarki, porzuciła jednak ten zamiar, przecież nie działo się nic niepokojącego. Odgłosy najwyraźniej dochodziły z pomieszczenia, gdzie znajdowały się prysznice. Delikatnie uchyliła drzwi wejściowe do łazienki. Słyszała ciche pojękiwania i miarowe chlap-chlap. Powoli przyzwyczajała wzrok do półmroku.

W blasku świecących na zewnątrz lamp sodowych dojrzała grubawą męską, nagą sylwetkę. Ciało faceta miarowo operowało biodrami, a ten, będąc odwrócony do niej tyłem, nie mógł jej dojrzeć.

– Mocniej Włodziu, mocniej – usłyszała szept kobiety, rozpoznając po głosie panią sędzię.

Zdała sobie sprawę, że jest świadkiem kopulacji pana Włodka z panią Małgorzatą. Był najbardziej tęgi ze wszystkich emerytów na tym piętrze i kopulując sapał niczym parowóz Pieprzyli się na stojąco, w otwartej kabinie prysznicowej. Dostrzegła szeroko oparte na kafelkach drobne dłonie kobiety. Włodzimierz posuwał ją od tyłu, coraz bardziej przyspieszając ruchy bioder. Obejmował partnerkę dłońmi na wysokości piersi, przyciągając do siebie. Ciszę przerywał tylko odgłos uderzających o siebie ciał.

Dziewczyna stała jak sparaliżowana, przyglądając się tym miłosnym igraszkom. Po raz pierwszy stała się świadkiem czegoś takiego. Przez głowę jej nie przeszło, że ludzie w tym wieku mogą jeszcze uprawiać seks. Patrzyła ze swojej perspektywy, mieszkała z rodzicami, którzy byli młodsi od tych tutaj, i nigdy nie słyszała przez cienką ścianę pokoju, by ci kopulowali.

W pierwszym odruchu chciała opuścić to miejsce, jednak coś ją trzymało. Pozostawała w ukryciu, patrząc na to, co się dzieje, czując narastające podniecenie. Władysław sapał coraz mocniej, a jego ruchy stawały się szybsze. Sędzina popiskiwała, oddychając głęboko.

W końcu Władzio wydobył z siebie jęk rozkoszy i wykonując kilka mocnych pchnięć, spuścił się z pewnością do cipy pani Małgorzaty.

– Władek, ja jeszcze nie. – Nie mówiła cicho, jak wcześniej.

Pan Władek wyciągnął kutasa z piczki i wsadził tam palce. Zaczął nimi szybko operować, starając się zaspokoić kobietę.

Ania wyszła. Cała w rumieńcach, nie mogła przez chwilę dojść do siebie. Usiadła w fotelu, mając cały czas przed oczyma kopulującą parę emerytów. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła dreszczyk podniecenia. Tam na dole była lekko wilgotna. Starała się uspokoić, lecz nie było to łatwe.

Usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Najpierw jednych, a potem drugich. Kochankowie wracali po gorących uniesieniach do swych pokoi. Udawała, że śpi.



+++++​



Kolejny dzień praktyk przypadł Annie w tygodniu. Na dniu była pod dowództwem swojej mentorki – Basi. Ta nie oszczędzała dziewczyny. Nastolatka zobaczyła różnicę w podejściu do pracy tych tylko dyżurujących, a tej starszej pielęgniarki pracującej tylko i włącznie w reżimie ośmiogodzinnym. Do 14:30 biedna dziewczyna nie wiedziała, jak się nazywa. Sprzątanie toalet, korytarza, pokoi i ciągłe bieganie z jakimiś papierzyskami do kwatermistrzostwa. Do tego dochodziły zadania związane z doprowadzeniem pensjonariuszy na zabiegi i po nich. Sędzina źle się poczuła i Anna zmuszona była nakarmić ją obiadem w pokoju.

– Ostrożnie, to jest gorące! – usłyszała, gdy niechcący rozlała na jej koszulę nocną łyżkę pomidorówki. Nie było w tym winy dziewczyny. Emerytka ruszała głową na prawo i na lewo.

– Co za niezdarne dziewuszysko z ciebie – fuknęła na nią.

Przeprosiła, choć nie czuła się winna. Pamiętała jednak słowa komendanta. Zacisnęła zęby. Pragnęła tych punktów za wszelką cenę.

– Chodź, pomożesz mi się wykąpać, jestem bardzo słaba – padło z ust pani Małgorzaty.

Pomogła jej wejść do prysznicowej kabiny. Tu na drugim piętrze, każdy pokój miał swoją łazienkę. Kuracjusze nie musieli latać do tych ogólnodostępnych, gdzie pani Gosia kopulowała z panem Władkiem. Emerytka zsunęła z siebie koszulę nocną, będąc teraz całkowicie nagą i odwróciła się przodem do Ani.

Dziewczyna patrzyła na niezbyt apetyczne ciało pensjonariuszki. Obwisłe, nieduże piersi z brązowymi sutkami, pomarszczona skóra, wydatne wargi sromowe, nogi upstrzone żylakami i nieco poskręcane palce u stóp, pomalowane, jakby od niechcenia czerwonym lakierem.

– Rozbieraj się, na co czekasz? – ponagliła ją sędzina.

To zdanie zszokowało Annę. Pani Małgorzata zasiadła na plastikowym stołku znajdującym się w prysznicowej kabinie.

– Ale jak? – bąknęła zaskoczona dziewczyna.

– Normalnie, chyba nie będziesz mnie myła w ubraniu?

Przeanalizowała przez chwilę, czy nie robi nic zdrożnego i doszła do wniosku, że wszystko jest w najlepszym porządku. Przez głowę ściągnęła koszulkę polo, a potem zdjęła tenisówki, skarpetki i te nieszczęsne, białe spodnie. Pozostała tylko w figach i biustonoszu. Zrobiła krok do przodu.

– Ty chyba nienormalna jesteś, zdejmuj wszystko, co potem, będziesz łazić w mokrych majtkach i staniku? – zadała jej pytanie, uśmiechając się lekko.

Anna zastanowiła się chwilę. Jakże to tak? Ma być naga przed obcą kobietą? Czy to normalne? Nie chciała podpaść u tej zołzy. Przypomniała sobie lekcje WF-u w podstawówce, gdy naga kąpała się w obecności innych koleżanek. Przemogła się, zdjęła z siebie biustonosz i figi. Teraz obie były takie, jakie Bóg je stworzył.

– Małe masz te cycki – oceniła sędzina, choć sama nie mogła poszczycić się nie wiadomo jakim rozmiarem.

Cycuszki Ani były jędrne i sprężyste, o czym pani Małgorzata mogła już tylko pomarzyć. Dziewczyna postanowiła nic nie mówić. Wyregulowała odpowiednią temperaturę wody i puściła ją na emerytkę. Namydliła gąbkę i poczęła przesuwać ją po jej plecach, potem po biuście. Emerytka wstała, gdy dłoń dziewczyny zbliżyła się do brzucha. Obie były mokre.

– Może tam pani sama? – zapytała cicho praktykantka.

Sędzina uśmiechnęła się lubieżnie. Odwróciła się tyłem, wypinając dupę w kierunku dziewczyny.

– Od czego tutaj jesteś, namydlaj i to już! – fuknęła, zastraszając Anię.

Dziewczyna przeraziła się na dobre i posłusznie przecierała gąbką wiadome miejsca, w myślach prosząc, by zakończyć jak najszybciej. Sprawnie i szybko namydlała łono i nogi kobiety, a ta zadowolona patrzyła na klęczącą przed nią nastolatkę. Gdy Anna powstała, sędzina nie omieszkała dłonią musnąć jej piersi.

– Nie! – zaprotestowała Ania, cofając się gwałtownie, a emerytka znów uśmiechnęła się lubieżnie.

Sama umyła sobie głowę, gdy Anna wyszła spod prysznica. Dziewczyna chwyciła pierwszy z brzegu ręcznik i zaczęła nim wycierać swoje ciało.

– Co za tupet, kto pozwolił ci wycierać się moim ręcznikiem! – wrzasnęła z wściekłością Małgorzata, a Ania natychmiast odłożyła go na wieszak.

– Przepraszam – wyrzuciła.

– Wytrzyj się tymi szmatami szpitalnymi, co przyniosłaś na zmianę – usłyszała.

Sięgnęła po szpitalne ręczniki i dokończyła się wycierać. Chciało jej się płakać. Co złego zrobiła tej kobiecie, że ta zachowywała się w jej stosunku w taki sposób? Zanim sędzina zdołała wyjść z prysznicowej kabiny, ubrała się.

– Idź z szafki przynieść mój drugi ręcznik i mnie wytrzesz – padło kolejne polecenie.

Nie zamykając drzwi od łazienki, udała się do pokoju i przyniosła świeży. Najdelikatniej jak tylko umiała, wycierała ciało kobiety.

– Jesteś wolna – usłyszała po chwili.

Nie zasłużyła na tak podłe traktowanie. Zagryzła wargi i opuściła pomieszczenie, zabierając ze sobą naczynia.

Musiała dojść do siebie. To, co ją tam spotkało, było przykre. Odsapnęła chwilę.



+++++​



– Pan Tadeusz prosił, byś z nim wyszła do ogrodu na spacer, jest już gotowy – usłyszała od mentorki.

– Oczywiście, już idę – odparła, podnosząc się z fotela.

Starszy pan już czekał, ubrany w szlafrok i wsuwane buty.

– A co to moja królewna taka smutna dzisiaj? – zapytał.

Był przeciwieństwem tej starej zołzy. Uśmiechnęła się na te słowa.

– O teraz stanowczo lepiej – usłyszała.

Wyszli z pokoju. Zjechali windą na parter i wyszli z budynku bocznym wyjściem, które prowadziło do sporego przyszpitalnego ogrodu. Emeryt podpierał się drewnianą laską. Lewą rękę ułożył za plecami dziewczyny, tak że jego dłoń obejmowała jej talię. Ania podtrzymywała go swoją prawą ręką za plecami, a drobna dłoń dotykała go na wysokości pachy. Powoli pokonywali dystans dzielący ich do ogrodu, rozmawiając po drodze. Staruszek starał się ją rozweselić, opowiadając kawały z brodą, a Ania powoli zapomniała o przykrym doświadczeniu. Jakoś tak jej się fajnie rozmawiało z sędziwym panem.

– Opowiedz mi coś o sobie, śliczna istotko – rzucił nagle, gdy zniknęli z pola widzenia szpitalnych okien.

Peszył ją tymi komplementami. Nie wiadomo, dlaczego Anna otworzyła się przed zupełnie obcym mężczyzną, traktując go jak starszego wujka. Sama była zdziwiona, że opowiada o swoim życiu facetowi, którego poznała parę dni temu. Gdy szli, potknął się, tak że musiała go mocniej przytrzymać. Poczuła wtedy, jak jego dłoń z bioder zsunęła się na pośladek.

– Oj, ostrożnie – rzuciła, czując, jak sprytne palce badają jędrność pupy.

Usiedli na ławeczce w cieniu. Emeryt cały czas lustrował ją wzrokiem. Poprawiła koszulkę polo, obciągając ją ku dołowi.

– Mówisz, że nie dostałaś się na Akademię Medyczną w Krakowie? Mam w resorcie jeszcze znajomości, może udałoby się coś załatwić – rzucił, po wysłuchaniu jej zwierzeń.

Spojrzała mu prosto w oczy. Nie wierzyła w to, co usłyszała.

– Naprawdę? – zapytała cicho, a on skinął głową i z kieszeni szlafroka wyciągnął czekoladę.

– Dla mojej słodkiej opiekunki.

Poczuła się głupio.

– Nie, ja nie mogę – szepnęła, odsuwając dłoń emeryta.

– Obrażę się Aniu. Chyba, że nie chcesz, żebym zasięgnął opinii co do twoich szans? – zapytał, kładąc dłoń na kolanie dziewczyny, a jego palce po chwili delikatnie zaczęły obmacywać tę część ciała

Nastolatka poczuła, jak się czerwieni. Wizja dostania się na wymarzone studia zajęła jej umysł. Przez chwilę nie zważała na to, że ręka posuwała się wyżej. W końcu zreflektowała się i delikatnie ujęła dłoń staruszka.

– Panie Tadeuszu, ktoś zobaczy i co będzie? – szepnęła.

Nie zdawali sobie sprawy, że od pewnego czasu zza drzewa byli obserwowani przez pana Stanisława.

Porozmawiali jeszcze chwilę. Wracając, Tadeusz nie omieszkał potknąć się jeszcze dwa razy, dotykając dłońmi pośladka i piersi młodej dziewczyny.

Zaprowadziła go do pokoju. Do końca dyżuru myślała o tym, co usłyszała od emerytowanego pułkownika.



+++++​



– Tadek, co ty kurwa odpierdalasz z tą małolatą? Nie jest tylko dla ciebie, robimy tak jak rok temu – usłyszał od Staszka pułkownik SB.

Prócz nich, na świetlicy siedział Roman. Obaj mieli za złe staremu ubekowi, że ten ma zamiar zawłaszczyć filigranową kobietę tylko dla siebie. Tak im się wydawało, wszelakie działania Tadeusza na to wskazywały.

– Oj wy durne łby, odwalam za was najgorszą robotę, a wy myślicie, że się w niej może zakochałem?

Rozpracowywali dwie półlitrówki. Było grubo po dwudziestej trzeciej. Dyżurna pielęgniarka przymknęła oko na libację starych dziadków. Nie pracowała tutaj od wczoraj. Dobrze wiedziała, żeby im nie przeszkadzać. Zamknęła się w dyżurce i kimała w najlepsze.

– Starała się dostać na Akademię Medyczną w Krakowie, wszyscy w Krakowie pracowaliśmy, trzeba uruchomić stare kontakty. Ty Romek pracowałeś w kontrwywiadzie, my ze Staszkiem w SB. Załatwimy dziewczynie miejsce w drugiej turze, bo jest na liście dodatkowej i ją mamy dla siebie – kontynuował i walnęli po kieliszku.

– Jesteś pewny? – zapytał Roman.

– Człowieku, dupeczkę jej wymacałem, po kolanku posmyrałem, to taka niewinna dziewuszka, nigdy takiej nie mieliśmy.

Staszek klepnął w plecy Tadeusza.

– No, bo myślałem… – zaczął Stanisław.

– Ty Stasiu za dużo nie myśl, bo myślicielem zostaniesz – przerwał mu Tadek.

– A Władek? – zapytał Roman.

Pozostawał jeszcze Władek. Zawsze byli kompanami, tu w uzdrowisku. Trzymali się razem.

– Kurwa, Władek! Spiknął się z tą suchą pizdą sędziną i ma nas w dupie, nawet na posiłkach z nią siedzi, pies Władka na razie jebał – stwierdził Tadeusz, będący najstarszym stopniem i wiekiem wśród zebranych.

Rzeczywiście tak było. Władysław nieco się od nich odsunął, zbliżając się do sędzi. Terkotali sobie coś na ucho, razem siadali przy posiłkach. Podejrzewali, że rucha tę starą pannę, która czekała na swojego rycerza na białym koniu. Czekała, nie doczekując się ni rycerza, ni konia. Zgorzkniała kobieta, która przegrała swoje najlepsze lata.

– Dobra, o Władku pomyślimy – stwierdził Staszek.

– Panowie, jesteśmy mili. Inwestujemy w drobne prezenciki, ona biedna jak mysz kościelna. Czekolada, rajstopy, kasiora w jej kieszeń i ją mamy – rzucał konkrety Tadeusz.

Dopili resztki wódki, jaka im została i powolutku rozeszli się do swoich pokoi. Mieli wstępnie gotowy plan jak usidlić dziewczynę.



+++++​



Annie cały czas w głowie tkwiły słowa Tadeusza. Jadąc na kolejny nocny dyżur, cały czas myślała o tym, co ten miły starszy pan jej powiedział. Była szansa dostać się z listy dodatkowej, w tym roku akademickim na studia. Jej wymarzone studia.

Uwierzyła, że jest szansa, że kolejny dobry człowiek, bezinteresownie pomoże jej spełnić marzenia. Całkowicie zapomniała o przypadkowych dotknięciach w intymne miejsca. Niechże sobie tam pomaca, krzywdy przecież nie zrobi, a jej nie ubędzie. To dobry człowiek.

Jadąc pociągiem, przypomniała sobie o swoich seksualnych doświadczeniach. Dziewictwo straciła ze starszym kolegą ze wsi. Zenek – bo tak miał na imię, był solidnie zbudowanym facetem. Prawie 190 centymetrów wzrostu, krępej budowy ciała, szatyn, nijak nie pasował do niej. Inicjacja seksualna nie przebiegła tak, jak to pokazuje się w filmach. Zenek, nie czekał, nie pieścił jej w żaden subtelny sposób. Zdjął z niej sukienkę, zsunął do kostek bieliznę i ugniatając wielkim jak bochen chleba łapskiem nastoletnie piersi wsunął penisa w ciasną dziurkę. Nie była tam na dole wtedy nawet wilgotna. Czuła ból, gdy penetrował wnętrze. Płakała, tracąc dziewictwo. Poobcierana, obolała, nie zaznała ani trochę przyjemności.

Na szczęście, Zenek nie był długodystansowcem. Stosunek trwał może dwie minuty. Każde pchnięcie jej pierwszego partnera zapamiętałą jako cierpienie. Nie zważał na to, że płakała. Typowy chłopek, dla którego najważniejszym było spuścić się i poczuć rozkosz, nie zważając na to by zadowolić partnerkę.

Rozstali się po paru tygodniach, gdy kolejny stosunek z nim nie dał żadnej przyjemności. Tak po prawdzie, to Zenek nie dbał o to, by ona zaznała orgazmu. Ważne było, by on go przeżył. Mechaniczne ruchy posuwisto – zwrotne. Dodatkowo zapach alkoholu. Nie trawiła go. Pocałunki Zenona były jakieś takie bez nuty romantyzmu. Nie tak to sobie wyobrażała.

Kolejnym partnerem był o rok młodszy kolega, z którym poszła na studniówkę. Typ erotomana gawędziarza, któremu wystarczyło kilkanaście ruchów. Zapewniał, że panuje nad wszystkim i w odpowiednim momencie wycofa penisa z cipki, lecz, jak przyszło co do czego, to spuścił się do wnętrza pełnym ładunkiem. Obawiała się, czy nie zajdzie z nim w ciąże. Na szczęście tak się nie stało.

Dała sobie spokój z chłopakami. Trafiała na samych nieudaczników. Pierwszy orgazm przeżyła, kierując na cipkę mocny strumień wody z prysznicowej słuchawki. Poczuła wówczas przyjemność, przeszywającą spragnione ciało na wylot.

Wstydziła się tych praktyk. Pamiętała, jak spowiadała się z tego księdzu proboszczowi przed Wielkanocą. Była zdziwiona, że ten dopytywał ją o szczegóły.

– To wielki grzech moja córko – usłyszała i, wychowana w głębokiej wierze, postanowiła ograniczyć onanistyczne praktyki, choć nieraz ją korciło. .

Pociąg zatrzymał się na docelowej stacji. Wysiadła. Targana myślami zmierzała w kierunku swojej pracy.



+++++​



Przebierając się w szatni, z początku nie zauważyła tego pryszczatego gówniarza. Dopiero w samej bieliźnie, dojrzała go w ostatniej chwili. Stał w samych slipkach, gapiąc się na nią. Nie dało się nie zauważyć, że miał erekcję. Zbliżył się do niej.

– Odwróć się, chcę się przebrać – zwróciła mu uwagę.

– Ej, Ania, ale ty masz ciało, może się zabawimy – odparł, spoglądając na nią lubieżnie.

Cofnęła się w głąb przebieralni, widząc jak się zbliża. Wystawiła jedną z dłoni przed siebie.

– Jeszcze krok i zacznę krzyczeć!

Zatrzymał się, patrząc na jej zgrabne ciało. Gdyby tylko wykonał krok, gotowa była wrzeszczeć na całe gardło.

– Pożałujesz tego, głupia cipo – rzucił, cofając się w kierunku swojej szafki.

Szybciutko przebrała się w służbowy uniform. Nie patrząc na tego dupka, opuściła szatnię i udała się na swoje piętro.

Co on sobie myślał? Że jest pierwszą lepszą, którą posiądzie w szpitalnej przebieralni? Burak. Playboy za pięć groszy, zadufany w sobie. Uroda – poniżej przeciętnej, maniery poniżej krytyki, a ego wyjebane w kosmos.

– Słuchaj Aniu, Iwona dzisiaj nie przyjdzie, okazało się, że chwyciła od dzieciaków choróbsko i zostajesz z Damianem na piętrze, dół obstawia Mirka, bo tam więcej ludzi, musicie dać radę – usłyszała niemiłą informację.

Wspólna noc na jednym piętrze z tym chłopakiem. To nie brzmiało dobrze.

– Jest nas dwójka, kto dowodzi? – zapytała.

Agnieszka, kończąca pracę trzydziestoletnia pielęgniarka nie trawiła Damiana. Pełniły raz dyżur razem i Ania polubiła ją.

– Wiadomo, że ty. Jesteś lepsza. Weź z nim przestań, bajerant i dupek, do pięt tobie nie dorasta – usłyszała w odpowiedzi.

– To siostra mu to przekaże – poprosiła.

Pojawił się. Poprawił grzywkę i stanął przed obiema kobietami.

– Ania zarządza piętrem – usłyszał od pielęgniarki.

Skrzywił się. Nie za bardzo mu to pasowało. Poczuł się urażony.

– Ale jak to? – zapytał.

– Normalnie, jest dłużej, jest lepsza, coś jeszcze? – stwierdziła Agnieszka.

Widać było niezadowolenie na jego twarzy, grymas porażki. Nie zamierzał odpuścić.

– Jebane porozumienie macic – burknął.

W Agnieszkę, jakby piorun strzelił. Była zmęczona, lecz teraz doznała przypływu sił. Wstając zza biurka, omiotła gówniarza bazyliszkowym wzrokiem.

– Kurwa, rozmawiasz z chorążym MSW, Ruki po szwach, praktykancie. Taki w dupę śliczny jesteś cwaniak? Inni w wojsku, a ty tu kombinujesz. Oj, marzę o tym, żeby cię tu dostać jako szweja – wyrzuciła z siebie, równając go z błotem.

Ania widziała, jak się zaląkł. Agnieszka nigdy tak się nie zachowywała. Spokojna, zrównoważona kobieta. Teraz waliła językiem kawaleryjskiej stajni, sprowadzając młodziaka do parteru.

Damian stał wyprostowany. Agnieszka minęła go.

– Schodzę do Mirki, jedna uwaga i lecisz – ostrzegła młodzieńca.

Był zestrachany. To było widać po wyrazie twarzy i zachowaniu. Odczekał aż pielęgniarka wyjdzie.

– Przepraszam Aniu.

Mogła go „dojechać” na tej zmianie. Dobrze wiedziała, że Agnieszka przekaże swe uwagi koleżance. Nie była jednak tak nauczona. Nie sprawiało jej przyjemności znęcanie się nad innymi. Podzieliła zadania na pół, wskazując chłopakowi, co ma zrobić.

– Kładę się pierwsza, ty drugi – określiła czas odpoczynku, a on przyjął to bez sprzeciwu.

Około dwudziestej odwiedziła ich Mirosława. Starsza pielęgniarka z oddziału na parterze. Razem z lekarzem była jedynym fachowym personelem medycznym na nocnym dyżurze.

– Masz spokój z nim, bo mam mieć na chuja baczenie – zapytała Annę.

– Na razie potulny jak trusia i wziął się wreszcie za robotę – zgodnie z prawdą odparła dziewczyna.

Mirka zagadała z chłopakiem. Widać było, że jej słowa nie były dla niego miłe. Kiwał co chwila głową na znak, że rozumie. Stało się jasne, że Ania nie będzie miała już z nim, przynajmniej dzisiaj, żadnego problemu.

Prawie wszyscy kuracjusze z jej piętra siedzieli na świetlicy, oglądając telewizję. Brakowało tylko Romana, który nie za dobrze się czuł i pozostał w łóżku.

Anna ułożyła się wygodnie na tapczanie w dyżurce przy recepcji. Do pierwszej w nocy miała czas na odpoczynek. Długo jednak przewracała się z boku na bok, przez cały czas miała w głowie słowa pana Tadeusza. W końcu udało jej się zapaść w płytki sen.



+++++​



Obudziła się, czując pragnienie. Wstała z tapczanu, nalała sobie wody z czajnika. Piła łapczywie.. Spojrzała na zegarek – dochodziła północ. Otworzyła drzwi dyżurki prowadzące do recepcji, chcąc sprawdzić co z chłopakiem. Jakież było jej zdziwienie, gdy nie dostrzegła jego postaci.

Na korytarzu panował półmrok. Oświetlenie ewakuacyjne i zapalona lampka na biurku stanowiły jedyne źródła światła. Pomyślała, że może Damian poszedł do toalety. Na biurku leżała otwarta książka. Miała wrócić do pokoiku, gdy usłyszała odgłosy, dochodzące z okolic ogólnodostępnych toalet. Podobnie jak wtedy, były to ściszone pojękiwania.

„Pewnie ta stara baba znowu kopuluje?”

W pierwszej chwili nie chciała tam iść. Pchała ją jednak ciekawość, z kim ta zołza się pieprzy? Do myślenia dał jej fakt, że chłopaka nie było przy biurku. Cicho, niemal na palcach zbliżała się do damskiej toalety. Tym razem nie były to pojękiwania kobiety, rozpoznała męską barwę głosu. Podobnie jak ostatnio, stanęła w uchylonych drzwiach.

Otworzyła usta ze zdziwienia i szybko zasłoniła je dłonią. Opartą o parapet przy oknie Małgorzatę od tyłu posuwał Damian. Ruszał biodrami bardzo szybko, dostrzegła, że ma opuszczone spodnie i majtki do kostek.

– O, ooo, ooo – jęczał dość głośno.

Emerytka wypinała zadek, pozostając w półzgięciu. Było ich doskonale widać w świetle lamp na zewnątrz. Nie stali w kabinie prysznicowej, robili to w nieosłoniętej części łazienki. Chłopak obejmował obiema dłońmi zwisające cycki. Dochodził, gdyż jego ruchy stały się bardzo szybkie, a jęki rozkoszy coraz głośniejsze.

– Aaaaa – wyrzucił z siebie i odgiął do tyłu głowę.

Cztery, może pięć pojedynczych, głębokich pchnięć. Było jasne, że ejakulował, zalewając waginę Małgorzaty nasieniem.

– Co to miało być? – usłyszała pytanie starszej kobiety.

– No, ja już – stwierdził młodzieniec, wysuwając fujarę z cipki.

Ania zniknęła z potencjalnego pola widzenia, robiąc mały krok w tył. Przewidywała, że zaraz będą chcieli opuścić to miejsce lub przejdą do innego rodzaju pieszczot. Najwyraźniej zołza nie czuła się zaspokojona.

Dziewczyna zastanawiała się, czy nie wejść teraz nakrywając parkę na gorącym uczynku. Miałaby satysfakcję i do końca praktyki trzymałaby pryszczatego nastolatka w ryzach. Obawiała się jednak reakcji kobiety, ta mogła jej sporo zaszkodzić, a tego Ania nie chciała. Stała oparta o ścianę, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, czując, tak jak wcześniej delikatne podniecenie.

– Klękaj, i to już, co ty sobie myślisz?! – usłyszała, wypowiedziane stanowczym tonem polecenie.

– Ale proszę pani – zaskamlał Damian.

– Klękaj i liż mi cipę! No już! Na co czekasz, niedojdo?! – ponaglała.

Anna odczekała chwil, choć. ciekawość ją zżerała. Słyszała o minetce, lecz nigdy nie widziała, jak to realnie wygląda. Przykucnęła i zajrzała ponownie przez uchylone drzwi.

Damian klęczał pomiędzy szeroko rozsuniętymi nogami kobiety i uniósłszy twarz, starał się zaspokoić oralnie partnerkę.

– Nie tu debilu, nigdy nie robiłeś minety? – fuknęła niezadowolona kobieta.

„Kolejny erotoman gawędziarz, co myli cipkę z ujściem cewki moczowej i dupą” – pomyślała Ania, słysząc te słowa.

Przypomniała sobie sytuację z szatni i jego propozycję. Teraz wychodziło, jaki to z niego Casanova. Była pewna, że traci właśnie dziewictwo z tą starą babą. Szybki spust po kilkunastu pchnięciach i nieudolność w miłości oralnej. Czuła wewnętrzne zwycięstwo. Niech no jeszcze raz spróbuje rzucić jej podobne tekst, to wypali tak, że mu w pięty pójdzie!

Kucała nadal, nie chciała odejść, pragnęła pozostać do końca tego spektaklu. Mocno zaaferowana, że nie dostrzegała, co dzieje się za jej plecami. Zaciekawiona, pochłaniała wszystkimi zmysłami to, co działo się tam – w ubikacji.

Chłopak nakierowany przez partnerkę pieścił już właściwe miejsce, a emerytka zaczęła wydawać ciche jęki rozkoszy. Damian obejmował dłońmi jej nogi na wysokości ud i penetrował językiem wnętrze.

Nagle poczuła, jak jakaś dłoń zasłania jej usta. Coś dotknęło kucającej sylwetki. Oderwała spojrzenie od pary i uniosła głowę.

– Cichutko Aniu, nie bój się – usłyszała cichy szept.

Poznała ten głos. To był Tadeusz. Stał za jej plecami, patrząc na to, co dzieje się w łazience. Dziewczyna poczuła jak jej policzki stają się gorące. W głowie kotłowało się tysiące myśli.

– Nie krzycz tylko, zabiorę ci rękę z ust – szeptał, a ona skinęła głową. Mężczyzna odsunął szorstką dłoń.

Powoli podnosiła się z kucek, a ubrany w szlafrok, starszy pan stał za jej plecami. Położył swe obie dłonie na wątłych dziewczęcych barkach. Przysunął usta do jej ucha.

– Ta stara pudernica rucha się z każdym – oznajmił jej nadal szepcząc.

Była tak zaskoczona, że nie była w stanie nic odpowiedzieć. Czuła się jak nastolatka przyłapana na paleniu papierosów przez nauczyciela. Nie za bardzo wiedziała, co począć.

Stali przez chwilę, patrząc na oralne figle. Małgorzata pojękiwała coraz głośniej, a chłopak starał się za wszelką cenę doprowadzić ją na szczyt.

Tadeusz objął dłońmi smukłą talię dziewczyny i przysunął ją do ciała. Ania nie zareagowała, była jak sparaliżowana.

– Chodź, mam ci coś ważnego do powiedzenia – szepnął jej cichutko do ucha.

Sama nie wiedziała, dlaczego poddała się propozycji staruszka. Chwycił jej drobny nadgarstek i pociągnął za sobą, po chwili znaleźli się w jego pokoju.

Zapalona nocna lampka wątle oświetlała wnętrze pomieszczenia. Posadził dziewczynę na tapczanie. Rozdygotana, nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czuła się głupio.

– Zamknę drzwi, żeby nikt nam nie przerywał, dobrze – powiedział już nieco głośniej.

Skinęła głową, a on usiadł obok niej. Położył dłoń na jej kolanie. Była nadal zszokowana rozwojem wydarzeń. Nic nie zrobiła, gdy zaczął głaskać ją w tamtym miejscu, patrząc na wystraszoną twarz dziewczyny.

– Ja przepraszam, ja nie wiem, dlaczego… – wreszcie wyrzuciła z siebie, próbując przeprosić za niestosowne zachowanie.

Drugą ręką objął ją i przytulił do siebie, a ona bezwiednie poddała się, wtulając głowę w tors staruszka.

– Już dobrze Aneczko, już dobrze, nic się nie stało, nic złego nie zrobiłaś – uspokajał rozdygotane dziewczę cichym głosem, głaszcząc ją po głowie.

Siedzieli tak chwilę. Nie zaprotestowała, gdy dłoń Tadeusza z kolana przesunęła się nieco wyżej, na dolne partie zgrabnych ud. Delikatnie gładził je przez cienki materiał spodni. W końcu przestał, uniósł dłonie do jej twarzy.

– Twoja sprawa ruszyła. Mój kolega bada sytuację, są spore szanse, byś dostała się na akademię – poinformował.

Momentalnie wróciła do normalności, patrząc mu głęboko w oczy. Spontanicznie objęła go i pocałowała w policzek.

– Dziękuję. Dziękuję panu – wyrzuciła szeptem.

– To na razie tylko nic nieznacząca obietnica, ale lepsze to niż nic – usłyszała.

Tkwili na tapczanie przez minutę, może dwie w ciszy. W końcu emeryt powstał i skierował się do łazienki, skąd długo nie wychodził. Wstała i podeszła do drzwi.

– Panie Tadeuszu, wszystko w porządku? – zapytała, obawiając się, że mógł zaniemóc.

Otworzył drzwi, stając przed nią całkiem nagi. Zaskoczona, zrobiła krok w tył, dostrzegając, że on pozostał w samych kapciach. Gdy skierowała wzrok na swobodnie zwisającego penisa, mimowolnie otworzyła usta. Nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji.

– Ale… – wydukała.

– Nie bój się, nic ci złego nie zrobię – zapewnił. – Podnieciłem się, widząc to tam, muszę to jakoś rozładować – dodał, jakby paradowanie nago przed obcą kobietą było dla niego normalnością.

Zrobiła kolejny krok do tyłu i następny, gdyż Tadeusz zbliżał się do niej.

– Panie Tadku…

– Pomożesz mi? – zapytał, dochodząc do dziewczyny.

Widziała, jak penis zaczyna rosnąć. Nie osiągnął pełnej erekcji. Stał się tylko grubszy i dłuższy, to unosząc się, to opadając. Starzec ruszył w stronę szafki przyłóżkowej i wyciągnął stamtąd opakowanie niemieckich rajstop, siateczkowych, z drobnymi oczkami. Położył je na stoliku.

– To dla ciebie – szepnął, kusząc ją.

– Nie, nie mogę – wyrzuciła z siebie, patrząc na prezent, choć bardzo o takich marzyła.

– Nie bądź taka, pozwól staremu człowiekowi, by miał jeszcze coś z życia – poprosił, mierząc ją błagalnym spojrzeniem.

Setki myśli tłukło się jej w głowie, nie wiedziała, co począć. Obietnica załatwienia miejsca na uczelni była kusząca. Nie znała tylko ceny, jaką przyjdzie jej za to zapłacić. Nie wiedziała, jakie są zamiary pana Tadeusza.

– Ale co ja mam zrobić? – zapytała po chwili.

– Stój i patrz. Podnieś bluzeczkę, chcę zobaczyć twoje cycusie, mogą być nawet w biustonoszu – usłyszała.

Nie żądał dużo, najwyraźniej miał zamiar masturbować się przy niej, tylko patrząc. Nie musiała się całkowicie rozbierać, nie musiała kopulować jak Damian z tamtą kobietą. Miała tylko podnieść koszulkę polo, ukazując mu piersi, okryte zwyczajnym, białym, bawełnianym biustonoszem.

– Dobrze, ale to wszystko – zgodziła się, określając jasno granice.

Tadeusz uśmiechnął się stojąc parę kroków od niej, ujął penisa w dłoń i zaczął się onanizować. Spoglądając gdzieś w bok, obiema dłońmi uniosła koszulkę, ukazując mu niewielkie, okryte stanikiem piersi.

Poprosił, by spojrzała na to, co robi i posłusznie spełniła jego życzenie. Penis emeryta nie był w pełnym wzwodzie. Nie wiedziała, czy w tym wieku to normalne, czy też bodźce, jakie dostawał, były zbyt słabe.

– Aniu, pomóż mi, proszę – wyrzucił z siebie, potrzebując najwyraźniej silniejszych doznań.

Odwrócił się i z szafki wyciągnął bombonierkę. Położył ją na stole, tuż przy Ani.

– Panie Tadeuszu… – szepnęła, nie wiedząc, czego po niej oczekuje.

Wyciągnął jedną z dłoni i zaczął dotykać piersi przez materiał biustonosza. Najpierw palcem wskazującym, a potem całą dłonią objął od spodu miseczkę stanika. Ugniatał delikatnie cycuszek. Zgodziła się na to. Sama nie wiedziała dlaczego. Przesuwała delikatnie wyznaczone granice, mając nadzieję, że nad tym panuje.

Nigdy jeszcze nie znalazła się w takiej sytuacji. Po raz pierwszy stała się świadkiem męskiej masturbacji, służąc za podnietę dla niezaspokojonych żądzy starszego pana. Przyłapana na podglądaniu miłosnych harców tamtej pary nie wiedziała bidulka, co ma począć.

Tadeusz chciał coraz więcej. Śmiało wsunął dłoń pod miseczkę biustonosza i odnalazł sterczący sutek.

– Nie panie Tadku, proszę – błagała szeptem, podczas gdy emeryt sprawnie stymulował nabrzmiałą brodawkę.

Po chwili, bez pytania o zgodę podniósł cały stanik ku górze. Obie piersi dziewczyny były na widoku. Ania w końcu zdecydowała się na radykalny krok. Spuściła w dół koszulkę, zakrywając obnażony biust.

– Nie rób tego, dam ci pieniądze, błagam – skamlał niezadowolony i przerwał masturbację.

Znów zbliżył się do szafki, sięgnął do niej i położył na stoliku banknot o dużym nominale.

Nie wiedziała, jak się zachować. To wszystko ją przerastało. Tadeusz wziął jej drobną dłoń i skierował ku swojemu kroczu. Objęła dłonią penisa.

– Proszę, zrób to Aniu, a nie pożałujesz, postaram się uczynić wszystko – prawie błagał.

Czuła jak penis nabiera kształtów, rosnąc jej między palcami, a Tadeusz objął jej wątłą dłoń i wykonywał nią ruchy posuwisto zwrotne.

Sama nie wiedziała, dlaczego, lecz gdy mężczyzna puścił jej rękę, kontynuowała to samodzielnie. Stymulowała, czując, jak wzwiedziony, fallus twardnieje z każdym ruchem.

Wsunął rękę pod jej koszulkę i ponownie zaczął palcami stymulować sutki. Druga z dłoni buszowała w rejonie jej brzucha, by po kilku sekundach znaleźć się pomiędzy udami. Starała się odsunąć, ale nie mogła uciec zbyt daleko.

Przyśpieszyła, dobrze wiedziała, że im wcześniej doprowadzi go do wytrysku, tym lepiej dla niej.

– Oj, oj, Aniu, o tak, szybciej – wyrzucił z siebie.

Trysnęła sperma. Pierwszy ładunek wylądował na jej spodniach i częściowo w onanizującej dłoni. Czuła wcześniej pulsującego fallusa. W końcówce tego aktu Tadeusz ruszał biodrami niczym młodzian. Odgiął się w tył, nim strzelił nasieniem. Teraz dochodził do siebie.

Nie dotykał już piersi, cofnął dłoń z krocza. Był spełniony. Ledwo trzymał się na nogach. Ania pomogła mu położyć się na tapczanie. Nim doszedł do siebie po orgazmie, zdołała poprawić podniesiony biustonosz i obciągnąć koszulkę. W pospiechu zapinała rozpięte guziki .

– Dziękuję, pomogę ci, zabierz to, jest twoje – rzucił na koniec.

Wsunęła pieniądze do kieszeni spodni, w dłoniach dzierżyła opakowanie rajstop i bombonierkę. Wyszła. Cichutko jak tylko mogła, poruszała się po ciemnym korytarzu, mijając śpiącego na dwóch złączonych fotelach chłopaka. Kimał w najlepsze po miłosnych harcach z Małgorzatą.

Zeszła do szatni. Cały szpital był pogrążony we śnie. Zdjęła popaćkane nasieniem spodnie i nałożyła na siebie białe rajstopy i służbowy fartuszek. Wróciła na piętro. Dokładnie o pierwszej w nocy zmieniła chłopaka.

– O przebrałaś się – zauważył.

– Tak, ubabrałam sobie spodnie – odparła krótko.



+++++​



Zastanawiała się, czy to jest jakaś zła rzecz? Czy zrobiła coś niestosownego? Po pewnym czasie sama udzieliła sobie rozgrzeszenia. Doszła do wniosku, że to co zrobił Damian, nijak nie miało się do tego, co ona uczyniła. Była już w połowie miesięcznej praktyki. Wezwana do komendanta szpitala usłyszała na swój temat same miłe opinie.

– To był strzał w dziesiątkę, moja droga Aniu, zastanów się, czy nie chcesz zostać u nas dłużej – usłyszała.

Starała się, jak mogła, a to zaprocentowało. Zyskała sympatię większości pielęgniarek. Jedynie Marta hołubiła Damiana, a ten dał jej wreszcie spokój. Wiedziała, że pożera ją wzrokiem, jednak nie interesował ją ten młodzieniaszek.

Na spacerze w ciągu dnia mogła swobodnie porozmawiać z panem Tadkiem. Usiedli na swojej ławeczce na skraju ogrodu. Bezpretensjonalnie położył dłoń na jej kolanie.

– Panie Tadku… – Cofnęła jego rękę. Przeszedł więc do konkretów.

– Komisja to czworo ludzi, ja załatwiłem dla ciebie jeden głos na tak – rozpoczął.

Słuchała go z pełnym skupieniem. Nie zważała na to, że znów pomarszczona prawica dotknęła kolana i sukcesywnie przesuwała się ku górze. Stawał się coraz bardziej śmiały. Wsunął palce pomiędzy jej uda.

– Nie, nie teraz, proszę – wyszeptała, dając jednak staruszkowi pewną nadzieję.

– Romek, ten mój sąsiad zza ściany, ma układy w szpitalu wojskowym, a z tego, co się orientuję, to na uczelni wykłada jego dobry znajomy i on również jest w komisji – kontynuował.

Znajomy, znajomego. Nie brzmiało to dobrze. Był jakiś punkt zaczepienia, ale dość niestabilny i niepewny.

Pocałowała go w policzek. Wszak załatwił głos jednego członka komisji, wskazał, kto może pomóc. Musiała podjąć ryzyko. Gra toczyła się o wysoką stawkę…
 
Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry