To prawda, Ty tego nie powiedziałeś. Ale wystarczy poczytać trochę wypowiedzi tutaj, żeby zobaczyć, jak to wygląda. Chociażby kilka postów wyżej.
Tu się zgodzę w całej rozciągłości. Ale ekstrema nie muszą wcale implikować deprecjonowania. Są ludzie, którzy odjeżdżają ekstremalnie w sport i nie są z tego powodu ostracyzowani.
No właśnie, a dlaczego? Osobiście uważam, że taka żona to skarb. Jest fantastyczna zarówno w łóżku, jak i poza nim.
Nie chodzi o wyrzuty sumienia. Po prostu dotychczasowe próby mnie nie przekonały.
Dzieciaki zawlokły nas kiedyś do tzw. parku atrakcji. Była tam jakaś kolejka, do której można było wejść tylko z osobą dorosłą. Moja żona, skądinąd kobieta prawie idealna, obdarzona została nad wyraz czułym błędnikiem i nawet na zwykłej karuzeli czy huśtawce odczuwa mdłości, więc musiałem wsiąść do tego cholernego wagonika i pojechać. Było bardzo intensywnie. Do dzisiaj to wspominam. Czasem obejrzę sobie na YT filmik z tej kolejki, ale nie ma siły, która zmusiłaby mnie do tego, żeby do niej wsiąść jeszcze raz.
Ona się go po prostu przestraszyła. Zafundował jej bardzo intensywne orgazmy – po wszystkim leżała drżąca na mokrym łóżku. Może to było dla niej za dużo? Powiedziała mi, że lubi do tego wracać w fantazjach, ale nie chce już tego powtarzać.
Zmieniło się dlatego, że Covid nie dość, że zamroził naszą aktywność na ponad dwa lata, to jeszcze na długi czas zepchnął ją do roli matki i pani domu. Nie chcę tu wnikać w szczegóły, ale ona jest perfekcjonistką i całą swoją energię władowała w dom, a potem walczyła z poczuciem winy, spowodowanym nieosiąganiem wyśrubowanych przez nią samą standardów. Kilka lat zabrało nam odkręcenie tego.
A, niech stracę – opowiem Ci o fantazji, o której nie chciała mi mówić, a jej wydobycie zajęło mi dwa dni. Oto jej treść: jest strasznie gorąco, a jakiś mężczyzna, któremu muszę być posłuszna, każe mi nosić na sobie ubranie z gryzącej wełny.
Kurtyna.
To był "wypadek przy pracy", który wydarzył się prawie dziesięć lat temu. Poznała kogoś do seksu, ale w pewnym momencie sama powiedziała, że to zaczyna jakoś dziwnie iskrzyć – co zresztą było już poniekąd widać po sposobie, w jaki o nim mówiła. Jednak o żadnym zagrożeniu dla naszego związku nie było mowy, ponieważ ona otwarcie powiedziała, że wystarczy jedno moje słowo, żeby natychmiast ucięła tę relację, bo jakkolwiek jest to dla niej źródło motylków w brzuszku, to jednak wspólne życie ze mną jest dla niej daleko ważniejsze.
Seks, w którym kobieta jest maksymalnie uprzedmiotowiona.
Ale ona sobie te doznania zapewnia w fantazjach i tam może sobie przekraczać wszelkie granice. Rozmawialiśmy kiedyś o tym i ona wyraźnie powiedziała, że w żadnym wypadku nie chce poczuć, jak to jest, kiedy np. faceci rozpychają jej tyłek, żeby wsadzić tam dwa fiuty. Ale lubi sobie wyobrażać, że jest tak traktowana.
O matko, uwielbiam to pytanie. Była taka impreza, na którą zgłosiło się 24 panów, ale koniec końców myślę, że nie więcej niż dwunastu faktycznie wystąpiło w akcji.
Nie, to nie jest kwestia rywalizacji z kimkolwiek. Nie chce być lepsza od innych, chce być doceniana i upragniona. Robi to sama dla siebie.
Ja to po części rozumiem. Przypomina mi się ten stary dowcip:
– Pan to musi kochać swoją żonę!
– Oj, muszę, muszę...
Mąż wybrał, więc musi się teraz męczyć, bo co ma powiedzieć? A jak taki byczek z klubu po wszystkim będzie piał peany na jej cześć – o, to jest zupełnie inna sprawa. Powiedziała mi otwarcie: wiem, że to jest głupie, ale mam to gdzieś w sobie. Ale to też nie jest tak, że ta myśl ją codziennie prześladuje.
Do tego dochodzi jej ulubiona fantazja, czyli uległość wobec obcego mężczyzny.
Nie, nie powiedziała, że nie będę jej wystarczał. Byłem jej pierwszym partnerem, ale ona nie była moją pierwszą partnerką. Chciała wiedzieć, jak to jest z innym. To wynikło z rozmowy o moich wcześniejszych doświadczeniach seksualnych. Nie sądzę, żeby myślała wtedy o realizacji tego zamierzenia, bo to był okres, kiedy dopiero odkrywała seks i w wielu kwestiach była wciąż dość naiwna.
Zaczęliśmy od tego, że w naszych zabawach czasem pojawiał się jakiś inny mężczyzna. Jeden z nich był bywalcem takich klubów i zasugerował nam, żebyśmy kiedyś spróbowali. Był w tych kwestiach naszym przewodnikiem i zapewnił nam łagodny start. Wspominałem już, że te imprezy – o ile tylko kobieta jawnie nie określi, że interesuje ją ostra jazda – są przeprowadzane całkowicie pod dyktando kobiety: "czy mogę?", "a to przepraszam", "jak sobie życzysz" i tego typu sprawy.
Ze względów logistycznych na pewno, ale z czego wynika cięższy kaliber gangbangu, w porównaniu ze "zwykłym" trójkątem z innym mężczyzną?
Z jej strony jak najbardziej, ale wszelkie decyzje podejmujemy razem. Umowa jest taka, że gdybym był z jakiegoś powodu nieuchwytny, to ona ma zielone światło, ale o wszystkim mnie informuje po fakcie. W ciągu dwudziestu pięciu lat zdarzyło się to może ze trzy razy.
Tu masz rację. Ja sobie tego nigdy nie życzyłem, bo – mówiąc szczerze – nie przypuszczałem, że może być tak fajnie. W poprzednim związku byłem wręcz chorobliwie zazdrosny o moją dziewczynę. O żonę nie jestem, bo nie mam powodu. Jestem szczęśliwy w takiej formule, codziennie powtarzam żonie, że ją kocham i słyszę to od niej. W ciągu tych wszystkich lat mieliśmy trzy poważne kłótnie – jedna wynikała z naszej (podówczas) tragicznej sytuacji finansowej, istoty drugiej nie pamiętamy (ale nie było to nic związanego z seksem), a z trzeciej się śmiejemy. Jeśli ceną za to wszystko jest fakt, że ona rżnie się z innymi, kiedy ma na to ochotę (albo kiedy ulegnie moim namowom) – nie widzę w tym żadnego problemu.