Biały dostawczy samochód wolno wjechał na podwórko. Tu zatrzymał się i wysiadł z niego mężczyzna. Podszedł do kobiety, która właśnie stanęła w drzwiach domu.
– To gdzie mam zrzucić? – zapytał i rozejrzał się.
Kobieta poprowadziła mężczyznę do szopki znajdującej się po przeciwnej stronie placu.
– W tej szopce chcę trzymać drewno, więc tu będzie pasować. Mam jednak prośbę. Czy mógłby mi pan wrzucić odrazu do środka? Mam stłuczoną dłoń i pewnie jeszcze ze dwa tygodnie sama nie dam rady tego zrobić – mówiąc to odruchowo chwyciła się za zabandażowaną rękę.
W tym czasie z kabiny auta wysiadł drugi mężczyzna i podszedł otworzyć tylne drzwi samochodu. Kierowca chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. W końcu podjął decyzję.
– Przykro mi, ale nie damy rady. Prosto od pani jedziemy z bratem do domu się wyszykować, a później na rocznicę ślubu do rodziców. To już pięćdziesiąt lat, jak ślubowali. Wypada godnie to uczcić.
Na te słowa kobieta posmutniała, ale nie miała innego wyjścia, jak pogodzić się z faktem odmowy.
Cofnęła się, aby zrobić miejsce na zrzucane z paki drewniane klocki. Z jednej strony z radością patrzyła na szybko rosnącą stertę. Wiedziała, że sporo będzie potrzebować ich na ogrzanie domu przez całą zimę, aż do nastania wiosennego ciepła. Z drugiej strony martwiła się, jak z obolałą dłonią da radę ułożyć to wszystko w szopce. A czas gonił. Prognozy lada dzień zapowiadały opady; może nawet od jutra.
Wróciła do domu po pieniądze i z odliczoną kwotą zjawiła się ponownie przy aucie.
– Zapowiadają deszcze. Może nawet jutro… – powiedziała z nadzieją w głosie licząc, że może się jednak zlitują i zostaną.
Kierowca przeliczył otrzymana zapłatę i dodał tylko przed wejściem do szoferki.
– Musi pani zabezpieczyć jakąś plandeką. Szkoda byłoby, żeby zmokło. Dobrze wysuszone. Dwa lata sezonowane – pochwalił. – Trzeba poszukać kogoś, kto by wrzucił pani to drewno. To będziemy już jechać. – Uśmiechnął się do kobiety i wsiadł do środka.
Młodszy z mężczyzn zamykał jeszcze tylne drzwi. Chwilę się zatrzymał i spojrzał na kobietę. Miała wrażenie, że jego wzrok przesunął się po całej sylwetce od czubka głowy aż po stopy. Po chwili zastanowienia odezwał się.
– Niech pani nikogo nie szuka. Jutro nie, ale pojutrze mam wolne, to przyjadę i poradzimy sobie sami. – Tu uśmiechnął się do niej zalotnie, szeroko. – Dowidzenia. Za dwa dni jestem – powiedział na pożegnanie.
Spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła ósma.
– Idealny czas na poranną kawę – pomyślała, ustawiając na stole kubek ze świeżo zaparzoną kawą, której zapach rozchodził się po całej kuchni. Usiadła na krześle od strony okna. Miała z niego widok na podwórko, budynek po jego drugiej stronie i na furtkę oraz szeroką, zamknietą teraz bramę.
Właśnie po drugiej jej stronie zatrzymał się czarny samochód, z którego wysiadł poznany dwa dni temu młody mężczyzna. Otworzył bramę wjazdową i wprowadził auto na podwórko.
– Całkiem wyleciało mi z głowy, że miał dzisiaj przyjechać, a może nie do końca uwierzyłam w jego zapewnienia. – Zastanawiała się idąc do drzwi.
– Dzień dobry – przywitała się, podchodząc do gościa. – Całkiem zapomniałam, że pan dzisiaj przyjeżdża, ale miło, że się pan zjawił.
– Dzień dobry. Robert jestem. Tak chyba będzie prościej.
– Ewa. – Odruchowo odpowiedziała, wyciągając jednocześnie rękę w jego stronę.
Ujął ją mocnym uchwytem i chwilę przytrzymał. Uścisk miał silny, ale przyjemny. Wraz z nim jakieś miłe ciepło rozpłynęło się po całym ciele. Uśmiechnęła się na to niepewnie. On tymczasem zlustrował ją wzrokiem. Nie umknął mu brak makijażu, co mężczyźnie się nawet spodobało. Zauważył też drobinki kawy nad górną wargą i już niemal wyciągnął rękę, aby je strząsnąć, jednak powstrzymał się. Dojrzał nawet brak jednego guzika, co spowodowało, że koszula była mocniej rozpięta pod szyją niż pewnie kobieta by chciała. Między jej połami dało się dostrzec koronkę cielistego stanika. Widok ten wyraźnie spodobał się Robertowi.
– Pokaż mi, gdzie dokładnie mam przerzucić drewno – zwrócił się do niej, jednocześnie kierując się w stronę drzwi szopki.
Oboje podeszli do drewnianego domku i weszli do środka. Robert uważnie rozejrzał się, jakby oceniał jego przydatność.
– Tu chcesz trzymać drewno na zimę?
– Tutaj. Coś jest tu nie tak? – zapytała zaskoczona jego wątpliwością.
– Tak z ciekawości zapytałem. Mieszkasz tu chyba od niedawna i zimą cię tu jeszcze nie było. Dobrze myślę?
– Dobrze. Tylko, co to ma do rzeczy?
– Inaczej byś wiedziała, że zimą musiałabyś z drewnem przejść przez całe podwórko do domu. Może nawet przez śnieg.To nie byłoby przyjemne chodzić tak codziennie. – W jego oczach pojawiły się iskry rozbawienia.
– W sumie racja – odpowiedziała po chwili zastanowienia. – Nie pomyślałam o tym. Co zatem mi proponujesz?
– Przy samym domu zauważyłem budynek, zapewne gospodarczy. Co tam jest?
– Poprzedni właściciel miał tam chyba jakiś warsztat stolarski i sporą komórkę na różności. Chodź ze mną, to ci pokażę.
Budynek stał bokiem przy samym domu. Miał dwa pomieszczenia i do każdego osobne drzwi. Pierwsze rzeczywiście wyglądało, jakby wcześniej był tu warsztat, o czym mogła świadczyć ilość trocin upchniętych w rogu pomieszczenia. Żadnych maszyn już na szczęście nie było. Przejściem w ściance dzielącej oba pomieszczenia weszli do całkiem sporej komórki, zagraconej jednak zbędnymi rzeczami, jakimiś starymi oponami od roweru, którego nawet nie było. Na ten widok Robert uśmiechnął się.
– Co ty na to, żeby przejąć ten składzik i tu trzymać drewno? – zapytał, licząc na zgodę.
– W byłym warsztacie chciałam urządzić pomieszczenie gospodarcze, coś zamiast piwnicy, bo dom jej nie ma. Co do tego pomieszczenia nie miałam żadnego pomysłu. Chyba te rupiecie odbierały mi ochotę na cokolwiek.
– Tu miałabyś drewno pod nosem. Nie musiałabyś daleko po nie chodzić – przekonywał Ewę.
– Masz rację. Teraz jednak nie ma tu miejsca. Może na następną zimę… – Tu zawiesiła głos.
– A gdyby tak przenieść wszystko stąd do tamtej drewnianej szopki. Wtedy zwolniłoby się piękne pomieszczenie. – Głośno się zastanowił.
– Fajne te twoje pomysły, ale nie dam rady tego zrobić. Przerzucić drewno, to dla mnie problem, a co dopiero to.
– Ja to zrobię. – Zaoferował pomoc. – Daj mi tylko jakąś taczkę, żebym nie musiał w rękach tego wszystkiego nosić.
Patrzyła na niego zaskoczona tą propozycją.
– Zrobiłbyś to? A twój czas, twoja praca? Nie żartuj nawet. Poza tym, ile chciałbyś za to?
– Wystarczy, że się zgodzisz. Co do zapłaty jakoś się dogadamy. Więc?
– Zgoda – odpowiedziała bez przekonania o prawdziwości zobowiązania. – Ostatecznie przecież niczego nie ryzykuję. A taczkę widziałam zdaje się w tamtej szopie. – Wskazała na miejsce, w którym byli chwilę temu.
– W takim razie do pracy. Idę po rękawice. Mogłabyś mi zrobić kawę?
– Oczywiście. Zaraz przyniosę.
Chwilę stał i patrzył za oddalającą się kobietą. Poza koszulą miała na sobie opinające spodnie dresowe, które wyraźnie zaznaczały kształt pośladków., a każdy krok dodatkowo go podkreślał. Kiedy wróciła z dwoma kubkami aromatycznego napoju, Robert ładował kolejną taczkę. Przerwał zajęcie i zapytał z ciekawością.
– Co cię skłoniło, żeby zamieszkać tu samej z dala od miasta? Masz tu może rodzinę, znajomych?
– Mam męża, jeżeli o to pytasz – uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Mężatka? – Nawet nie starał się ukryć zaskoczenia. – Zaraz pewnie wróci z pracy i mi się dostanie, że rządzę się jak u siebie.
– Tak zaraz nie wróci. Może za jakieś dwa tygodnie. Jego firma nadzoruje składanie linii produkcyjnej w Niemczech. I nie będzie na ciebie zły. Pozostawił mi wolną rękę.
– Przyznaję. Ulżyło mi – mówiąc to mrugnął do niej porozumiewawczo. – Jego rozumiem, że tu się przeprowadził i tak pewnie więcej go w domu nie ma niż jest, a ty? Tylko dom i jeżeli lubisz, to ogród? Zajęcia tu raczej dla siebie nie znajdziesz, a do miasta za daleko codziennie dojeżdżać.
– Pracuję w domu, ale nie tak, jak to zasugerowałeś. Tłumaczę książki. Tu są do tego doskonałe warunki. Od czasu do czasu kontaktuję się z wydawnictwem. Coś omawiamy, nanosimy poprawki. Skoro już tak o sobie, to co ty tu robisz?
– Cztery lata temu skończyłem studia i jestem weterynarzem. Po sąsiedzku jest moja rodzinna wioska, do niej wróciłem i tam pracuję głównie na farmie krów, ale prowadzę też lecznicę dla okolicznych zwierząt. W wolnych chwilach czasem pomagam bratu z drewnem.
– Żona, dzieci – Ewa pociągnęła temat, chcąc dowiedzieć się o nim więcej.
– Była już nawet narzeczona na studiach. Kiedy dowiedziała się, że wracam na wieś, nie zgodziła się przyjechać tu ze mną. Nie chciała opuszczać miasta i tak się rozstaliśmy. Było, minęło. Nie ma co do tamtego wracać.
– To ja już nie przeszkadzam. Gdybyś czegoś potrzebował, to wołaj.
Zabrała puste kubki, odwróciła i ruszyła w stronę domu. Robert odprowadził ją wzrokiem. Przyłapał się na tym, że obserwował ją jak kobietę, a nie tymczasową szefową. Podczas pracy jeszcze wielokrotnie wracał myślami do rozpiętej szeroko koszuli, do skrawka koronki od biustonosza, do kształtnych pośladków rysujących się pod materiałem dresów.
Na dworze zrobił się mrok, który z każdym dniem nadchodził coraz szybciej. Na szczęście w budynku przy domu było światło i Robert mógł dokończyć porządki mimo późnej pory.
– Ewa, skończyłem na dzisiaj – zawołał od progu.
– W samą porę. Właśnie miałam wołać cię na obiad. Umyj się przedtem. Tam jest łazienka – mówiąc to wskazała mężczyźnie drzwi.
– Gdybym tak zamiast umyć same ręce wziął szybki prysznic. Co ty na to? – zapytał wyglądając zza otwartych drzwi.
– Jeżeli szybki, to zgoda. Jeszcze chwila i będę podawać do stołu. – Dopiero po tych słowach zastanowiła się czy powinna była się zgodzić. Na wycofanie się było już jednak za późno. – Nic się przecież nie stanie, jak się wykąpie po pracy. Przynajmniej tyle.
Robert tymczasem wybiegł na zewnątrz do samochodu i na zdziwiony, pytający wzrok odpowiedział tylko.
– Po prysznicu założę czyste ciuchy. Mam w aucie. – I po chwili już wracał niosąc wszystko w rękach.
Tymczasem kobieta wyjęła z szafy świeży ręcznik kąpielowy i podeszła z nim do drzwi łazienki. Były uchylone; może celowo tak zostawione. Przez szparę wyraźnie słyszała lecącą i rozbryzgującą się o dno wodę. Lekko pchnęła drzwi, a one cicho szeroko się otworzyły. Weszła do środka sama nie do końca wiedząc dlaczego. Podeszła blisko kabiny, a przez jej przeźroczyste szklane ściany wyraźnie widziała nagie ciało. Wysoki, dobrze zbudowany, z ciałem nadal opalonym, z kroplami wody ściekającymi z włosów na plecy, pośladki, wyglądał znakomicie, niczym posąg starożytnego bóstwa. Chwilę tak stała oczarowana widokiem.
Wtedy przekręcił kurek, woda przestała lecieć, a on odwrócił się i rozejrzał w poszukiwaniu ręcznika. Teraz miała możliwość zobaczenia go przodem. Jej wzrok szybko przeniósł się niżej. Patrzyła z zainteresowaniem na uśpionego penisa.
– Podoba się? – zapytał niespeszony jej obecnością.
W tym momencie przeniosła wzrok na twarz, bez uczucia wstydu, że podziwia jego nagie ciało.
– Przyniosłam czysty ręcznik, żebyś miał się czym wytrzeć. Pośpiesz się. Zaraz podaję do stołu.
Już miała odwrócić się i wyjść, ale drzwi kabiny się otworzyły, a Robert złapał ja za rękę i przytrzymał.
– Nie odchodź jeszcze – powiedział ściszonym głosem.
Stanął tuż przy niej i mocno przyciągnął do siebie. Pochylił głowę i zaczął całować czoło, językiem sunąć po policzku w dół. Dotarł do ust, które usłużnie się otworzyły. Początkowo ssał kolejno górną i dolną wargę. Kiedy tego było mało wdarł się językiem w głąb ust. Chłonął zachłannie ich smak. Oplatał język swoim. Zasysał go, by po chwili odsunąć usta i dać jej złapać oddech. Nie czując sprzeciwu z jej strony, zaczął rozpinać guziki koszuli. Rozchylił poły i dłońmi uwolnił piersi z miseczek stanika. Nachylił się i teraz je całował zachłannie. Przyssał się po kolei do sterczących sutków. Prawą rękę opuścił i wsunął pod gumkę spodni. Pod materiałem majtek wyczuł interesujący go rowek. Wzdłuż niego przesuwał palce coraz to głębiej, aż zaczęły się ślizgać po coraz bardziej mokrej tkaninie. Wtedy chwyciła jego rękę i przytrzymała zdecydowanie.
– Wystarczy – powiedziała stanowczo. – Wytrzyj się i chodź do kuchni – mówiąc to podała mu ręcznik, który ciągle trzymała w dłoniach.
Już na miejscu poprawiła na sobie rozpiętą koszulę, przeczesała palcami zmierzwione włosy i ponownie związała je w koński ogon.
Wszedł, kiedy nakrywała do stołu. Zajął miejsce i czekał, aż nałoży na talerze.
– Pochwalę ci się – zagaił rozmowę. – Uprzątnąłem wszystko. Przy okazji znalazłem tam trochę rzeczy, które się przydadzą, bo mam pomysł, jak zorganizuję ułożenie klocków.
– To trzeba aż w specjalny sposób układać? Nie wiedziałam.
– Dzisiaj jest już późno, ale jutro ci wszystko wytłumaczę. Teraz już będę się zbierać. Obiad był bardzo smaczny. Byłbym zapomniał podziękować.
Po tych słowach wstał i ruszył w stronę drzwi. Też wstała i odprowadziła go zatrzymując się w progu.
– To do jutra. Będę tak, jak dzisiaj. – Uśmiechnął się i wyszedł.
Żadne z nich nie nawiązało do tego, co zaszło.
Wróciła do kuchni i dopiero sprzątając zaczęła analizować wydarzenie.
Widzieli się dopiero pierwszy raz, bo trudno powiedzieć, że poprzedni raz można nazwać pierwszym. Co ją pchnęło, żeby wejść do łazienki? Chęć zobaczenia jego nago, a może ogólnie mężczyzny? Stęskniła się już za takim widokiem. Była sama od przeszło trzech miesięcy, a to jeszcze nie koniec. Wcześniej też nie było lepiej. A on tak patrzył na nią… Można powiedzieć, że zachłannie. Z jednej strony to ją bawiło, ale z drugiej… Musiała przyznać, że dla niej, jako kobiety, było miłe. Wracając do samego zdarzenia. A gdyby tak on nie posłuchał jej, nie cofnął ręki. Szarpałaby się z nim czy jednak nie? Może poddałaby się i to chętnie?
Następnego ranka, chociaż nie chciała się do tego przyznać nawet przed sobą, niecierpliwie wyglądała przez okno, wypatrując Roberta. Tak jak zapowiedział, zjawił się tuż po ósmej. Zaparkował samochód na podwórku i wszedł do domu się przywitać. Po chwili oglądali już efekt wczorajszej pracy w budynku.
– Na samym końcu pod ścianą znalazłem kilka długich rur. Zrobię z nich dzisiaj przegrody. Dzięki temu kolejne dostawy drewna nie będą się ze sobą mieszać. Sama się przekonasz, jakie to dobre rozwiązanie.
– Ależ wierzę. Znasz się na tym, a ja dopiero zaczynam przygodę z paleniem drewnem. – Śmiejąc się poklepała go po ramieniu. Zaraz jednak cofnęła rękę trochę speszona. – Zgadzam się na wszystkie twoje pomysły.
Wróciła do domu i zajęła swoimi zajęciami. Kiedy kupili ten dom, wymagał on małego remontu. Tym zajął się mąż jeszcze przed wyjazdem. Teraz ona starała się urządzić go tak, aby oboje czuli się w nim dobrze, aby był ich miejscem na ziemi.
Stała pochylona przy stole w salonie, kiedy Adam wszedł do środka. Początkowo chciał ją zawołać. Ciekawiło go jednak czym jest tak bardzo zajęta, że nawet nie usłyszała jego wejścia. Z jeszcze większą ciekawością patrzył na wypięte pośladki skierowane wprost na niego.
Podejść blisko, ująć oba w dłonie i poczuć ich ciepło. Później okrężnymi ruchami zacząć masować, pieścić. Przysunąć się blisko. – Rozmarzył się na ten widok. – O tak. Jędrne pośladki były zdecydowanie tym, co kręciło go bardzo.
Nerwowo przełknął ślinę i wyczuł niezamierzone pulsowanie w kroczu. Szybko, przez spodnie, poprawił penis, aby niczego nie zauważyła i nie domyśliła się, jak silnie na niego działa. Podszedł blisko, niemal jej dotykając. Pochylił się, zaglądając kobiecie przez ramię. Na stole miała rozłożone luźne kartki z jakimiś rysunkami, inne z wyliczeniami. Z boku leżała linijka, taśma miernicza i kilka ołówków. Przyglądał się temu z wielką ciekawością. Ona tymczasem tak była zajęta tym, co robi, że dopiero jego oddech na policzku przywrócił ją do rzeczywistości. Odwróciła twarz w jego stronę. Nie poczuł się tym speszony czy zawstydzony. Przeciwnie. Ucieszyła go ta niesamowita bliskość ich twarzy. Nie zastanawiając się przybliżył swoje usta do jej i zaczął zachłannie całować. Odwzajemniała te namiętne pocałunki, co początkowo go zaskoczyło, ale też pchnęło do dalszego działania. Szybkimi ruchami rozpiął guziki koszuli i niemal zerwał ją z Ewy. Stała przed nim w staniku, który już dobrze znał. Zsunął ramiączka, odhaczył haftki i rzucił go na leżącą na podłodze koszulę. Chwilę się zastanawiał, czy zedrzeć z kobiety dresy, czy na początek zająć się odsłoniętym biustem. Zdecydował się na spodnie, następnie majtki i już po chwili Ewa stała przed nim naga.
– Podoba ci się mój rewanż za wczorajszy prysznic? – zapytał z przekąsem.
Trochę krępowała ją ta niespodziewana nagość przed młodym, wysportowanym mężczyzną. Z drugiej jednak strony pobudzało ją to i to mocno. Sutki wyraźnie stwardniały stając się bardziej widoczne. W kroku poczuła znajome pulsowanie towarzyszące silnemu podnieceniu. Dodatkowo pojawiła się wilgoć, która dyskretnie zwilżyła jej dolne wargi. Nie była w stanie zaprzeczyć przed sobą, że ten mężczyzna silnie na nią działa.
Robert wyciągną rękę i samymi opuszkami zaczął drażnić sutki, które z każdą chwilą stawały się coraz twardsze i coraz bardziej wrażliwe na dotyk. Nachylił się i wziął jedną z nich w usta. Ssał zachłannie. Ewa miała wielką ochotę zatopić palce w jego włosach, chwycić je mocno i szarpnięciami sterować ruchy głowy.Jednak nie zrobiła tego. Całą inicjatywę oddała Robertowi.
– Rozepnij mi spodnie – nakazał. – Teraz sprawdź czy jest wystarczająco gotowy.
Mówiąc to patrzył jej prosto w oczy, jakby sprawdzając, czy jest już gotowa stać się posłuszną.
Na początek rozpięła guzik, później wolnym ruchem przesunęła suwak w zamku. W rozchylonych spodniach odznaczało się wyraźne wybrzuszenie.
Złapał ją za rękę i naciskając, przyłożył ją do niego.
– Jak uważasz, jest wystarczająco przygotowany na to, co go czeka?
– Tak – odpowiedziała.
– I takiego go chcesz? – zadał kolejne pytanie.
– Tak. – Ponownie potwierdziła.
Na te słowa zdjął z siebie trykotową koszulkę, zsunął spodnie, a po nich bokserki, które razem opadły na podłogę przy stole.
Patrzyła z podziwem na wzwiedziony organ.
– Zwilż go dokładnie.
Nie zrozumiała, o co mu dokładnie chodzi. Ma wodę przynieść i go nią skropić?
– Nie patrz z takim zdziwieniem. Nie mów, że nigdy nie brałaś go w usta – zaśmiał się szyderczo przy tych słowach.
Pochyliła się i zaczęła naślinionym językiem przesuwać po całym trzonie. Na koniec włożyła głęboko, pieszcząc jednocześnie dłońmi jądra.
– Dobrze ci idzie. Teraz oprzyj się o stół, połóż na niego łokcie i wypnij kusząco.
Kiedy usłużnie wykonała polecenie zaszedł od tyłu i wymierzył kilka siarczystych klapsów, aż cicho jęknęła.
– Dobra jesteś. Nadajesz się do solidnego rżnięcia.
Plunął na sterczącego penisa, rozchylił pośladki, aby ułatwić sobie dotarcie do dziurki. Chwilę zwilżał ją mokrym czubkiem, by zaraz naprzeć delikatnie. Kolejny ruch był już coraz silniejszy, coraz głębszy.
Ewa instynktownie rozstawiła szerzej nogi, aby umożliwić jak najgłębszą penetrację. Jęczała przy tym coraz to głośniej.
Adam wyraźnie przyśpieszył. Ścianki pochwy coraz bardziej się zaciskały, będąc dodatkowym źródłem podniecenia. Wtedy chwycił ją za biodra i mocno przyciągnął, nadziewając kobietę jeszcze bardziej. Jeszcze kilka ruchów i wycofał się w ostatniej chwili. Ciepła, mleczna struga wytrysnęła wprost na plecy Ewy. Poczekał, aż ostatnie krople nasienia wylądują na pośladkach. Przywarł mocno do kobiety.
– Zadowolona?
– Tego chciałam – odpowiedziała.
– To teraz pod prysznic. Trzeba zmyć z siebie oznaki rozpusty – zażartował.
Już wykąpani zasiedli w kuchni do stołu i zjedli ugotowany wcześniej obiad.
– Skończyłem dzisiaj montować wszystkie przegrody. Dzisiaj już na to za późno, ale jutro ci wszystko pokażę. Teraz zostało tylko ułożyć drewno i można czekać na chłody.
– Zatem do jutra. Przyjadę tak jak dzisiaj. – Zapowiedział, wstając od stołu.
Już miał wyjść na zewnątrz, ale zatrzymał się przy samych drzwiach i odwrócił do Ewy.
– Jutro, kiedy przyjadę, masz nago klęczeć przy drzwiach i grzecznie czekać, aż wejdę. Zrozumiałaś?
Popatrzył jej głęboko w oczy zastanawiając się czy się zbuntuje, czy zgodzi.
Ewa odwzajemniła odważne spojrzenie. Burza myśli przetoczyła się przez jej głowę. Na koniec odpowiedziała:
– Będzie, jak chcesz.
Po tych słowach uśmiechnął się tylko, wyszedł na podwórko, wsiadł do auta i odjechał.
– To gdzie mam zrzucić? – zapytał i rozejrzał się.
Kobieta poprowadziła mężczyznę do szopki znajdującej się po przeciwnej stronie placu.
– W tej szopce chcę trzymać drewno, więc tu będzie pasować. Mam jednak prośbę. Czy mógłby mi pan wrzucić odrazu do środka? Mam stłuczoną dłoń i pewnie jeszcze ze dwa tygodnie sama nie dam rady tego zrobić – mówiąc to odruchowo chwyciła się za zabandażowaną rękę.
W tym czasie z kabiny auta wysiadł drugi mężczyzna i podszedł otworzyć tylne drzwi samochodu. Kierowca chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. W końcu podjął decyzję.
– Przykro mi, ale nie damy rady. Prosto od pani jedziemy z bratem do domu się wyszykować, a później na rocznicę ślubu do rodziców. To już pięćdziesiąt lat, jak ślubowali. Wypada godnie to uczcić.
Na te słowa kobieta posmutniała, ale nie miała innego wyjścia, jak pogodzić się z faktem odmowy.
Cofnęła się, aby zrobić miejsce na zrzucane z paki drewniane klocki. Z jednej strony z radością patrzyła na szybko rosnącą stertę. Wiedziała, że sporo będzie potrzebować ich na ogrzanie domu przez całą zimę, aż do nastania wiosennego ciepła. Z drugiej strony martwiła się, jak z obolałą dłonią da radę ułożyć to wszystko w szopce. A czas gonił. Prognozy lada dzień zapowiadały opady; może nawet od jutra.
Wróciła do domu po pieniądze i z odliczoną kwotą zjawiła się ponownie przy aucie.
– Zapowiadają deszcze. Może nawet jutro… – powiedziała z nadzieją w głosie licząc, że może się jednak zlitują i zostaną.
Kierowca przeliczył otrzymana zapłatę i dodał tylko przed wejściem do szoferki.
– Musi pani zabezpieczyć jakąś plandeką. Szkoda byłoby, żeby zmokło. Dobrze wysuszone. Dwa lata sezonowane – pochwalił. – Trzeba poszukać kogoś, kto by wrzucił pani to drewno. To będziemy już jechać. – Uśmiechnął się do kobiety i wsiadł do środka.
Młodszy z mężczyzn zamykał jeszcze tylne drzwi. Chwilę się zatrzymał i spojrzał na kobietę. Miała wrażenie, że jego wzrok przesunął się po całej sylwetce od czubka głowy aż po stopy. Po chwili zastanowienia odezwał się.
– Niech pani nikogo nie szuka. Jutro nie, ale pojutrze mam wolne, to przyjadę i poradzimy sobie sami. – Tu uśmiechnął się do niej zalotnie, szeroko. – Dowidzenia. Za dwa dni jestem – powiedział na pożegnanie.
Spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła ósma.
– Idealny czas na poranną kawę – pomyślała, ustawiając na stole kubek ze świeżo zaparzoną kawą, której zapach rozchodził się po całej kuchni. Usiadła na krześle od strony okna. Miała z niego widok na podwórko, budynek po jego drugiej stronie i na furtkę oraz szeroką, zamknietą teraz bramę.
Właśnie po drugiej jej stronie zatrzymał się czarny samochód, z którego wysiadł poznany dwa dni temu młody mężczyzna. Otworzył bramę wjazdową i wprowadził auto na podwórko.
– Całkiem wyleciało mi z głowy, że miał dzisiaj przyjechać, a może nie do końca uwierzyłam w jego zapewnienia. – Zastanawiała się idąc do drzwi.
– Dzień dobry – przywitała się, podchodząc do gościa. – Całkiem zapomniałam, że pan dzisiaj przyjeżdża, ale miło, że się pan zjawił.
– Dzień dobry. Robert jestem. Tak chyba będzie prościej.
– Ewa. – Odruchowo odpowiedziała, wyciągając jednocześnie rękę w jego stronę.
Ujął ją mocnym uchwytem i chwilę przytrzymał. Uścisk miał silny, ale przyjemny. Wraz z nim jakieś miłe ciepło rozpłynęło się po całym ciele. Uśmiechnęła się na to niepewnie. On tymczasem zlustrował ją wzrokiem. Nie umknął mu brak makijażu, co mężczyźnie się nawet spodobało. Zauważył też drobinki kawy nad górną wargą i już niemal wyciągnął rękę, aby je strząsnąć, jednak powstrzymał się. Dojrzał nawet brak jednego guzika, co spowodowało, że koszula była mocniej rozpięta pod szyją niż pewnie kobieta by chciała. Między jej połami dało się dostrzec koronkę cielistego stanika. Widok ten wyraźnie spodobał się Robertowi.
– Pokaż mi, gdzie dokładnie mam przerzucić drewno – zwrócił się do niej, jednocześnie kierując się w stronę drzwi szopki.
Oboje podeszli do drewnianego domku i weszli do środka. Robert uważnie rozejrzał się, jakby oceniał jego przydatność.
– Tu chcesz trzymać drewno na zimę?
– Tutaj. Coś jest tu nie tak? – zapytała zaskoczona jego wątpliwością.
– Tak z ciekawości zapytałem. Mieszkasz tu chyba od niedawna i zimą cię tu jeszcze nie było. Dobrze myślę?
– Dobrze. Tylko, co to ma do rzeczy?
– Inaczej byś wiedziała, że zimą musiałabyś z drewnem przejść przez całe podwórko do domu. Może nawet przez śnieg.To nie byłoby przyjemne chodzić tak codziennie. – W jego oczach pojawiły się iskry rozbawienia.
– W sumie racja – odpowiedziała po chwili zastanowienia. – Nie pomyślałam o tym. Co zatem mi proponujesz?
– Przy samym domu zauważyłem budynek, zapewne gospodarczy. Co tam jest?
– Poprzedni właściciel miał tam chyba jakiś warsztat stolarski i sporą komórkę na różności. Chodź ze mną, to ci pokażę.
Budynek stał bokiem przy samym domu. Miał dwa pomieszczenia i do każdego osobne drzwi. Pierwsze rzeczywiście wyglądało, jakby wcześniej był tu warsztat, o czym mogła świadczyć ilość trocin upchniętych w rogu pomieszczenia. Żadnych maszyn już na szczęście nie było. Przejściem w ściance dzielącej oba pomieszczenia weszli do całkiem sporej komórki, zagraconej jednak zbędnymi rzeczami, jakimiś starymi oponami od roweru, którego nawet nie było. Na ten widok Robert uśmiechnął się.
– Co ty na to, żeby przejąć ten składzik i tu trzymać drewno? – zapytał, licząc na zgodę.
– W byłym warsztacie chciałam urządzić pomieszczenie gospodarcze, coś zamiast piwnicy, bo dom jej nie ma. Co do tego pomieszczenia nie miałam żadnego pomysłu. Chyba te rupiecie odbierały mi ochotę na cokolwiek.
– Tu miałabyś drewno pod nosem. Nie musiałabyś daleko po nie chodzić – przekonywał Ewę.
– Masz rację. Teraz jednak nie ma tu miejsca. Może na następną zimę… – Tu zawiesiła głos.
– A gdyby tak przenieść wszystko stąd do tamtej drewnianej szopki. Wtedy zwolniłoby się piękne pomieszczenie. – Głośno się zastanowił.
– Fajne te twoje pomysły, ale nie dam rady tego zrobić. Przerzucić drewno, to dla mnie problem, a co dopiero to.
– Ja to zrobię. – Zaoferował pomoc. – Daj mi tylko jakąś taczkę, żebym nie musiał w rękach tego wszystkiego nosić.
Patrzyła na niego zaskoczona tą propozycją.
– Zrobiłbyś to? A twój czas, twoja praca? Nie żartuj nawet. Poza tym, ile chciałbyś za to?
– Wystarczy, że się zgodzisz. Co do zapłaty jakoś się dogadamy. Więc?
– Zgoda – odpowiedziała bez przekonania o prawdziwości zobowiązania. – Ostatecznie przecież niczego nie ryzykuję. A taczkę widziałam zdaje się w tamtej szopie. – Wskazała na miejsce, w którym byli chwilę temu.
– W takim razie do pracy. Idę po rękawice. Mogłabyś mi zrobić kawę?
– Oczywiście. Zaraz przyniosę.
Chwilę stał i patrzył za oddalającą się kobietą. Poza koszulą miała na sobie opinające spodnie dresowe, które wyraźnie zaznaczały kształt pośladków., a każdy krok dodatkowo go podkreślał. Kiedy wróciła z dwoma kubkami aromatycznego napoju, Robert ładował kolejną taczkę. Przerwał zajęcie i zapytał z ciekawością.
– Co cię skłoniło, żeby zamieszkać tu samej z dala od miasta? Masz tu może rodzinę, znajomych?
– Mam męża, jeżeli o to pytasz – uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Mężatka? – Nawet nie starał się ukryć zaskoczenia. – Zaraz pewnie wróci z pracy i mi się dostanie, że rządzę się jak u siebie.
– Tak zaraz nie wróci. Może za jakieś dwa tygodnie. Jego firma nadzoruje składanie linii produkcyjnej w Niemczech. I nie będzie na ciebie zły. Pozostawił mi wolną rękę.
– Przyznaję. Ulżyło mi – mówiąc to mrugnął do niej porozumiewawczo. – Jego rozumiem, że tu się przeprowadził i tak pewnie więcej go w domu nie ma niż jest, a ty? Tylko dom i jeżeli lubisz, to ogród? Zajęcia tu raczej dla siebie nie znajdziesz, a do miasta za daleko codziennie dojeżdżać.
– Pracuję w domu, ale nie tak, jak to zasugerowałeś. Tłumaczę książki. Tu są do tego doskonałe warunki. Od czasu do czasu kontaktuję się z wydawnictwem. Coś omawiamy, nanosimy poprawki. Skoro już tak o sobie, to co ty tu robisz?
– Cztery lata temu skończyłem studia i jestem weterynarzem. Po sąsiedzku jest moja rodzinna wioska, do niej wróciłem i tam pracuję głównie na farmie krów, ale prowadzę też lecznicę dla okolicznych zwierząt. W wolnych chwilach czasem pomagam bratu z drewnem.
– Żona, dzieci – Ewa pociągnęła temat, chcąc dowiedzieć się o nim więcej.
– Była już nawet narzeczona na studiach. Kiedy dowiedziała się, że wracam na wieś, nie zgodziła się przyjechać tu ze mną. Nie chciała opuszczać miasta i tak się rozstaliśmy. Było, minęło. Nie ma co do tamtego wracać.
– To ja już nie przeszkadzam. Gdybyś czegoś potrzebował, to wołaj.
Zabrała puste kubki, odwróciła i ruszyła w stronę domu. Robert odprowadził ją wzrokiem. Przyłapał się na tym, że obserwował ją jak kobietę, a nie tymczasową szefową. Podczas pracy jeszcze wielokrotnie wracał myślami do rozpiętej szeroko koszuli, do skrawka koronki od biustonosza, do kształtnych pośladków rysujących się pod materiałem dresów.
Na dworze zrobił się mrok, który z każdym dniem nadchodził coraz szybciej. Na szczęście w budynku przy domu było światło i Robert mógł dokończyć porządki mimo późnej pory.
– Ewa, skończyłem na dzisiaj – zawołał od progu.
– W samą porę. Właśnie miałam wołać cię na obiad. Umyj się przedtem. Tam jest łazienka – mówiąc to wskazała mężczyźnie drzwi.
– Gdybym tak zamiast umyć same ręce wziął szybki prysznic. Co ty na to? – zapytał wyglądając zza otwartych drzwi.
– Jeżeli szybki, to zgoda. Jeszcze chwila i będę podawać do stołu. – Dopiero po tych słowach zastanowiła się czy powinna była się zgodzić. Na wycofanie się było już jednak za późno. – Nic się przecież nie stanie, jak się wykąpie po pracy. Przynajmniej tyle.
Robert tymczasem wybiegł na zewnątrz do samochodu i na zdziwiony, pytający wzrok odpowiedział tylko.
– Po prysznicu założę czyste ciuchy. Mam w aucie. – I po chwili już wracał niosąc wszystko w rękach.
Tymczasem kobieta wyjęła z szafy świeży ręcznik kąpielowy i podeszła z nim do drzwi łazienki. Były uchylone; może celowo tak zostawione. Przez szparę wyraźnie słyszała lecącą i rozbryzgującą się o dno wodę. Lekko pchnęła drzwi, a one cicho szeroko się otworzyły. Weszła do środka sama nie do końca wiedząc dlaczego. Podeszła blisko kabiny, a przez jej przeźroczyste szklane ściany wyraźnie widziała nagie ciało. Wysoki, dobrze zbudowany, z ciałem nadal opalonym, z kroplami wody ściekającymi z włosów na plecy, pośladki, wyglądał znakomicie, niczym posąg starożytnego bóstwa. Chwilę tak stała oczarowana widokiem.
Wtedy przekręcił kurek, woda przestała lecieć, a on odwrócił się i rozejrzał w poszukiwaniu ręcznika. Teraz miała możliwość zobaczenia go przodem. Jej wzrok szybko przeniósł się niżej. Patrzyła z zainteresowaniem na uśpionego penisa.
– Podoba się? – zapytał niespeszony jej obecnością.
W tym momencie przeniosła wzrok na twarz, bez uczucia wstydu, że podziwia jego nagie ciało.
– Przyniosłam czysty ręcznik, żebyś miał się czym wytrzeć. Pośpiesz się. Zaraz podaję do stołu.
Już miała odwrócić się i wyjść, ale drzwi kabiny się otworzyły, a Robert złapał ja za rękę i przytrzymał.
– Nie odchodź jeszcze – powiedział ściszonym głosem.
Stanął tuż przy niej i mocno przyciągnął do siebie. Pochylił głowę i zaczął całować czoło, językiem sunąć po policzku w dół. Dotarł do ust, które usłużnie się otworzyły. Początkowo ssał kolejno górną i dolną wargę. Kiedy tego było mało wdarł się językiem w głąb ust. Chłonął zachłannie ich smak. Oplatał język swoim. Zasysał go, by po chwili odsunąć usta i dać jej złapać oddech. Nie czując sprzeciwu z jej strony, zaczął rozpinać guziki koszuli. Rozchylił poły i dłońmi uwolnił piersi z miseczek stanika. Nachylił się i teraz je całował zachłannie. Przyssał się po kolei do sterczących sutków. Prawą rękę opuścił i wsunął pod gumkę spodni. Pod materiałem majtek wyczuł interesujący go rowek. Wzdłuż niego przesuwał palce coraz to głębiej, aż zaczęły się ślizgać po coraz bardziej mokrej tkaninie. Wtedy chwyciła jego rękę i przytrzymała zdecydowanie.
– Wystarczy – powiedziała stanowczo. – Wytrzyj się i chodź do kuchni – mówiąc to podała mu ręcznik, który ciągle trzymała w dłoniach.
Już na miejscu poprawiła na sobie rozpiętą koszulę, przeczesała palcami zmierzwione włosy i ponownie związała je w koński ogon.
Wszedł, kiedy nakrywała do stołu. Zajął miejsce i czekał, aż nałoży na talerze.
– Pochwalę ci się – zagaił rozmowę. – Uprzątnąłem wszystko. Przy okazji znalazłem tam trochę rzeczy, które się przydadzą, bo mam pomysł, jak zorganizuję ułożenie klocków.
– To trzeba aż w specjalny sposób układać? Nie wiedziałam.
– Dzisiaj jest już późno, ale jutro ci wszystko wytłumaczę. Teraz już będę się zbierać. Obiad był bardzo smaczny. Byłbym zapomniał podziękować.
Po tych słowach wstał i ruszył w stronę drzwi. Też wstała i odprowadziła go zatrzymując się w progu.
– To do jutra. Będę tak, jak dzisiaj. – Uśmiechnął się i wyszedł.
Żadne z nich nie nawiązało do tego, co zaszło.
Wróciła do kuchni i dopiero sprzątając zaczęła analizować wydarzenie.
Widzieli się dopiero pierwszy raz, bo trudno powiedzieć, że poprzedni raz można nazwać pierwszym. Co ją pchnęło, żeby wejść do łazienki? Chęć zobaczenia jego nago, a może ogólnie mężczyzny? Stęskniła się już za takim widokiem. Była sama od przeszło trzech miesięcy, a to jeszcze nie koniec. Wcześniej też nie było lepiej. A on tak patrzył na nią… Można powiedzieć, że zachłannie. Z jednej strony to ją bawiło, ale z drugiej… Musiała przyznać, że dla niej, jako kobiety, było miłe. Wracając do samego zdarzenia. A gdyby tak on nie posłuchał jej, nie cofnął ręki. Szarpałaby się z nim czy jednak nie? Może poddałaby się i to chętnie?
Następnego ranka, chociaż nie chciała się do tego przyznać nawet przed sobą, niecierpliwie wyglądała przez okno, wypatrując Roberta. Tak jak zapowiedział, zjawił się tuż po ósmej. Zaparkował samochód na podwórku i wszedł do domu się przywitać. Po chwili oglądali już efekt wczorajszej pracy w budynku.
– Na samym końcu pod ścianą znalazłem kilka długich rur. Zrobię z nich dzisiaj przegrody. Dzięki temu kolejne dostawy drewna nie będą się ze sobą mieszać. Sama się przekonasz, jakie to dobre rozwiązanie.
– Ależ wierzę. Znasz się na tym, a ja dopiero zaczynam przygodę z paleniem drewnem. – Śmiejąc się poklepała go po ramieniu. Zaraz jednak cofnęła rękę trochę speszona. – Zgadzam się na wszystkie twoje pomysły.
Wróciła do domu i zajęła swoimi zajęciami. Kiedy kupili ten dom, wymagał on małego remontu. Tym zajął się mąż jeszcze przed wyjazdem. Teraz ona starała się urządzić go tak, aby oboje czuli się w nim dobrze, aby był ich miejscem na ziemi.
Stała pochylona przy stole w salonie, kiedy Adam wszedł do środka. Początkowo chciał ją zawołać. Ciekawiło go jednak czym jest tak bardzo zajęta, że nawet nie usłyszała jego wejścia. Z jeszcze większą ciekawością patrzył na wypięte pośladki skierowane wprost na niego.
Podejść blisko, ująć oba w dłonie i poczuć ich ciepło. Później okrężnymi ruchami zacząć masować, pieścić. Przysunąć się blisko. – Rozmarzył się na ten widok. – O tak. Jędrne pośladki były zdecydowanie tym, co kręciło go bardzo.
Nerwowo przełknął ślinę i wyczuł niezamierzone pulsowanie w kroczu. Szybko, przez spodnie, poprawił penis, aby niczego nie zauważyła i nie domyśliła się, jak silnie na niego działa. Podszedł blisko, niemal jej dotykając. Pochylił się, zaglądając kobiecie przez ramię. Na stole miała rozłożone luźne kartki z jakimiś rysunkami, inne z wyliczeniami. Z boku leżała linijka, taśma miernicza i kilka ołówków. Przyglądał się temu z wielką ciekawością. Ona tymczasem tak była zajęta tym, co robi, że dopiero jego oddech na policzku przywrócił ją do rzeczywistości. Odwróciła twarz w jego stronę. Nie poczuł się tym speszony czy zawstydzony. Przeciwnie. Ucieszyła go ta niesamowita bliskość ich twarzy. Nie zastanawiając się przybliżył swoje usta do jej i zaczął zachłannie całować. Odwzajemniała te namiętne pocałunki, co początkowo go zaskoczyło, ale też pchnęło do dalszego działania. Szybkimi ruchami rozpiął guziki koszuli i niemal zerwał ją z Ewy. Stała przed nim w staniku, który już dobrze znał. Zsunął ramiączka, odhaczył haftki i rzucił go na leżącą na podłodze koszulę. Chwilę się zastanawiał, czy zedrzeć z kobiety dresy, czy na początek zająć się odsłoniętym biustem. Zdecydował się na spodnie, następnie majtki i już po chwili Ewa stała przed nim naga.
– Podoba ci się mój rewanż za wczorajszy prysznic? – zapytał z przekąsem.
Trochę krępowała ją ta niespodziewana nagość przed młodym, wysportowanym mężczyzną. Z drugiej jednak strony pobudzało ją to i to mocno. Sutki wyraźnie stwardniały stając się bardziej widoczne. W kroku poczuła znajome pulsowanie towarzyszące silnemu podnieceniu. Dodatkowo pojawiła się wilgoć, która dyskretnie zwilżyła jej dolne wargi. Nie była w stanie zaprzeczyć przed sobą, że ten mężczyzna silnie na nią działa.
Robert wyciągną rękę i samymi opuszkami zaczął drażnić sutki, które z każdą chwilą stawały się coraz twardsze i coraz bardziej wrażliwe na dotyk. Nachylił się i wziął jedną z nich w usta. Ssał zachłannie. Ewa miała wielką ochotę zatopić palce w jego włosach, chwycić je mocno i szarpnięciami sterować ruchy głowy.Jednak nie zrobiła tego. Całą inicjatywę oddała Robertowi.
– Rozepnij mi spodnie – nakazał. – Teraz sprawdź czy jest wystarczająco gotowy.
Mówiąc to patrzył jej prosto w oczy, jakby sprawdzając, czy jest już gotowa stać się posłuszną.
Na początek rozpięła guzik, później wolnym ruchem przesunęła suwak w zamku. W rozchylonych spodniach odznaczało się wyraźne wybrzuszenie.
Złapał ją za rękę i naciskając, przyłożył ją do niego.
– Jak uważasz, jest wystarczająco przygotowany na to, co go czeka?
– Tak – odpowiedziała.
– I takiego go chcesz? – zadał kolejne pytanie.
– Tak. – Ponownie potwierdziła.
Na te słowa zdjął z siebie trykotową koszulkę, zsunął spodnie, a po nich bokserki, które razem opadły na podłogę przy stole.
Patrzyła z podziwem na wzwiedziony organ.
– Zwilż go dokładnie.
Nie zrozumiała, o co mu dokładnie chodzi. Ma wodę przynieść i go nią skropić?
– Nie patrz z takim zdziwieniem. Nie mów, że nigdy nie brałaś go w usta – zaśmiał się szyderczo przy tych słowach.
Pochyliła się i zaczęła naślinionym językiem przesuwać po całym trzonie. Na koniec włożyła głęboko, pieszcząc jednocześnie dłońmi jądra.
– Dobrze ci idzie. Teraz oprzyj się o stół, połóż na niego łokcie i wypnij kusząco.
Kiedy usłużnie wykonała polecenie zaszedł od tyłu i wymierzył kilka siarczystych klapsów, aż cicho jęknęła.
– Dobra jesteś. Nadajesz się do solidnego rżnięcia.
Plunął na sterczącego penisa, rozchylił pośladki, aby ułatwić sobie dotarcie do dziurki. Chwilę zwilżał ją mokrym czubkiem, by zaraz naprzeć delikatnie. Kolejny ruch był już coraz silniejszy, coraz głębszy.
Ewa instynktownie rozstawiła szerzej nogi, aby umożliwić jak najgłębszą penetrację. Jęczała przy tym coraz to głośniej.
Adam wyraźnie przyśpieszył. Ścianki pochwy coraz bardziej się zaciskały, będąc dodatkowym źródłem podniecenia. Wtedy chwycił ją za biodra i mocno przyciągnął, nadziewając kobietę jeszcze bardziej. Jeszcze kilka ruchów i wycofał się w ostatniej chwili. Ciepła, mleczna struga wytrysnęła wprost na plecy Ewy. Poczekał, aż ostatnie krople nasienia wylądują na pośladkach. Przywarł mocno do kobiety.
– Zadowolona?
– Tego chciałam – odpowiedziała.
– To teraz pod prysznic. Trzeba zmyć z siebie oznaki rozpusty – zażartował.
Już wykąpani zasiedli w kuchni do stołu i zjedli ugotowany wcześniej obiad.
– Skończyłem dzisiaj montować wszystkie przegrody. Dzisiaj już na to za późno, ale jutro ci wszystko pokażę. Teraz zostało tylko ułożyć drewno i można czekać na chłody.
– Zatem do jutra. Przyjadę tak jak dzisiaj. – Zapowiedział, wstając od stołu.
Już miał wyjść na zewnątrz, ale zatrzymał się przy samych drzwiach i odwrócił do Ewy.
– Jutro, kiedy przyjadę, masz nago klęczeć przy drzwiach i grzecznie czekać, aż wejdę. Zrozumiałaś?
Popatrzył jej głęboko w oczy zastanawiając się czy się zbuntuje, czy zgodzi.
Ewa odwzajemniła odważne spojrzenie. Burza myśli przetoczyła się przez jej głowę. Na koniec odpowiedziała:
– Będzie, jak chcesz.
Po tych słowach uśmiechnął się tylko, wyszedł na podwórko, wsiadł do auta i odjechał.
Ostatnia edycja:

