Leżał nago na hotelowym łóżku, z szeroko rozłożonymi nogami i świeżo ogolonym kutasem. Poranne światło padało prosto na jego ciało. Za oknem było obce miasto. Telefon żony skierowany był prosto w niego.
To była ich żelazna zasada: każda pierwsza noc poza domem kończyła się rano tym samym. On rozwalał się nago i walił konia do kamery.
Żona siedziała w fotelu obok, w samej koszuli, i uśmiechała się swoim spokojnym, prawie czułym uśmiechem, który zawsze poprzedzał najostrzejsze słowa.
– No i znowu – powiedziała. – Pięćdziesięcioletni onan w kolejnym hotelu. Ogoliłeś się specjalnie, żeby było lepiej widać, jaki jesteś bezwstydny. Gładki kutas, gładki worek. Patrzcie na niego. Stary, napalony knur, który od lat nie potrafi skończyć dnia bez walenia konia do kamery.
Mieli już ponad sto takich filmów. Zaczęło się jeszcze na analogowych kasetach. Wtedy po akcie kasował wszystko ze wstydu. W końcu przestał kasować. Zostawiał. Oglądał. I z każdym kolejnym nagraniem wstyd odpływał, a pojawiała się coraz większa, niemal obsesyjna duma. Dziś uważał to za jedno z najważniejszych osiągnięć swojego życia. Był bezwstydnym onanem i chciał, żeby świat o tym wiedział. Albo przynajmniej żona i kamera.
Zaczął się poruszać wolno, demonstracyjnie.
– Powiedz głośno, kim jesteś.
– Jestem bezwstydnym onanem.
– Głośniej. I dokładniej.
– Jestem bezwstydnym onanem, który lubi walić konia do kamery i dozować sobie rozkosz.
Żona skinęła głową.
– Tak. I nie masz zamiaru przestać. Bo nic innego cię tak nie jara. Rozłożyć się, ogolić kutasa, patrzeć w obiektyw i brandzlować się do spuszczenia przy świadkach.
Robił edging. Zbliżał się, cofał, zbliżał znowu. Oddychał ciężko, ale nie przestawał mówić.
– Już jestem blisko… ale cofam się. Patrzcie, jak dozuję sobie rozkosz. Onan, który nie może się doczekać, a jednak się powstrzymuje.
Żona wstała i podeszła bliżej, żeby kadr był jeszcze bardziej intymny.
– Już drżysz. Już Ci się nogi trzęsą. Ale nie dojdziesz. Znowu się zatrzymasz. Lubisz, jak wszyscy widzą, jaki jesteś opętany. Jeden skurcz… drugi…
Zrobił ruined orgasm. Jeden, drugi słaby skurcz, odrobina spermy wypłynęła na gładką skórę żołędzi. Spojrzał w kamerę.
– Trysnąłem tylko trochę – powiedział ochryple. – Nadal chce mi się walić. To jest właśnie onan. Niedosycony, wciąż głodny.
Żona uśmiechnęła się szerzej.
– I oni to wszystko widzą. Twoi koledzy. Klasa z liceum. Wszyscy. Twój niepełny wytrysk, twoją minę. Chcesz, żeby wiedzieli, jakim jesteś koniowalem?
– Marzę o tym.
Zaczął znowu. Szybciej. Tym razem nie zatrzymywał się. Kiedy dochodził, patrzył żonie prosto w oczy, a nie w kamerę.
– No dawaj – powiedziała głośniej. – Spuszczaj się. Pokaż wszystkim, jak koniowal kończy swój występ. Jęcz. Tryskaj. Niech leci po brzuchu, po jajach, po gładkim kutasie. To jest Twoja duma? To jest to, z czego jesteś taki zajebiście dumny? Że potrafisz się spuścić, onanisto?
Orgazm był mocny. Sperma trysnęła w kilku impulsach, spłynęła po brzuchu, po dłoni, po ogolonej skórze. Kiedy skończył, leżał dalej, ciężko oddychając, i wpatrywał się w obiektyw.
Żona uklękła przy łóżku, zbliżyła telefon i powiedziała już ciszej, ale bardzo wyraźnie:
– Leżysz. Nogi nadal szeroko. Sperma wszędzie. I nadal gapisz się w kamerę. Nadal chcesz, żeby patrzono. Jesteś tak zajebiście z siebie dumny, że nawet po spuszczeniu nie potrafisz się zasłonić. Stary, ogolony, napalony onanista, który za największe osiągnięcie życia uważa to, że potrafi walić konia na oczach żony i jeszcze o tym opowiadać.
Podniosła jego dłoń, na której była sperma, i przybliżyła mu ją do ust.
– Zliż. Pokaż, jakim jesteś bezwstydnym spermojadem.
Posłusznie wciągnął do ust spermę z palców. Żona obserwowała to z mieszaniną dumy i pogardy.
– Właśnie dlatego to robisz – powiedziała na koniec. – Bo nic innego nie daje Ci takiej satysfakcji? A ja to wszystko nagrywam. Jestem z Ciebie dumna.
Bo to było dokładnie to, czego chciał.
To była ich żelazna zasada: każda pierwsza noc poza domem kończyła się rano tym samym. On rozwalał się nago i walił konia do kamery.
Żona siedziała w fotelu obok, w samej koszuli, i uśmiechała się swoim spokojnym, prawie czułym uśmiechem, który zawsze poprzedzał najostrzejsze słowa.
– No i znowu – powiedziała. – Pięćdziesięcioletni onan w kolejnym hotelu. Ogoliłeś się specjalnie, żeby było lepiej widać, jaki jesteś bezwstydny. Gładki kutas, gładki worek. Patrzcie na niego. Stary, napalony knur, który od lat nie potrafi skończyć dnia bez walenia konia do kamery.
Mieli już ponad sto takich filmów. Zaczęło się jeszcze na analogowych kasetach. Wtedy po akcie kasował wszystko ze wstydu. W końcu przestał kasować. Zostawiał. Oglądał. I z każdym kolejnym nagraniem wstyd odpływał, a pojawiała się coraz większa, niemal obsesyjna duma. Dziś uważał to za jedno z najważniejszych osiągnięć swojego życia. Był bezwstydnym onanem i chciał, żeby świat o tym wiedział. Albo przynajmniej żona i kamera.
Zaczął się poruszać wolno, demonstracyjnie.
– Powiedz głośno, kim jesteś.
– Jestem bezwstydnym onanem.
– Głośniej. I dokładniej.
– Jestem bezwstydnym onanem, który lubi walić konia do kamery i dozować sobie rozkosz.
Żona skinęła głową.
– Tak. I nie masz zamiaru przestać. Bo nic innego cię tak nie jara. Rozłożyć się, ogolić kutasa, patrzeć w obiektyw i brandzlować się do spuszczenia przy świadkach.
Robił edging. Zbliżał się, cofał, zbliżał znowu. Oddychał ciężko, ale nie przestawał mówić.
– Już jestem blisko… ale cofam się. Patrzcie, jak dozuję sobie rozkosz. Onan, który nie może się doczekać, a jednak się powstrzymuje.
Żona wstała i podeszła bliżej, żeby kadr był jeszcze bardziej intymny.
– Już drżysz. Już Ci się nogi trzęsą. Ale nie dojdziesz. Znowu się zatrzymasz. Lubisz, jak wszyscy widzą, jaki jesteś opętany. Jeden skurcz… drugi…
Zrobił ruined orgasm. Jeden, drugi słaby skurcz, odrobina spermy wypłynęła na gładką skórę żołędzi. Spojrzał w kamerę.
– Trysnąłem tylko trochę – powiedział ochryple. – Nadal chce mi się walić. To jest właśnie onan. Niedosycony, wciąż głodny.
Żona uśmiechnęła się szerzej.
– I oni to wszystko widzą. Twoi koledzy. Klasa z liceum. Wszyscy. Twój niepełny wytrysk, twoją minę. Chcesz, żeby wiedzieli, jakim jesteś koniowalem?
– Marzę o tym.
Zaczął znowu. Szybciej. Tym razem nie zatrzymywał się. Kiedy dochodził, patrzył żonie prosto w oczy, a nie w kamerę.
– No dawaj – powiedziała głośniej. – Spuszczaj się. Pokaż wszystkim, jak koniowal kończy swój występ. Jęcz. Tryskaj. Niech leci po brzuchu, po jajach, po gładkim kutasie. To jest Twoja duma? To jest to, z czego jesteś taki zajebiście dumny? Że potrafisz się spuścić, onanisto?
Orgazm był mocny. Sperma trysnęła w kilku impulsach, spłynęła po brzuchu, po dłoni, po ogolonej skórze. Kiedy skończył, leżał dalej, ciężko oddychając, i wpatrywał się w obiektyw.
Żona uklękła przy łóżku, zbliżyła telefon i powiedziała już ciszej, ale bardzo wyraźnie:
– Leżysz. Nogi nadal szeroko. Sperma wszędzie. I nadal gapisz się w kamerę. Nadal chcesz, żeby patrzono. Jesteś tak zajebiście z siebie dumny, że nawet po spuszczeniu nie potrafisz się zasłonić. Stary, ogolony, napalony onanista, który za największe osiągnięcie życia uważa to, że potrafi walić konia na oczach żony i jeszcze o tym opowiadać.
Podniosła jego dłoń, na której była sperma, i przybliżyła mu ją do ust.
– Zliż. Pokaż, jakim jesteś bezwstydnym spermojadem.
Posłusznie wciągnął do ust spermę z palców. Żona obserwowała to z mieszaniną dumy i pogardy.
– Właśnie dlatego to robisz – powiedziała na koniec. – Bo nic innego nie daje Ci takiej satysfakcji? A ja to wszystko nagrywam. Jestem z Ciebie dumna.
Bo to było dokładnie to, czego chciał.

