Nie wiem jak ująć. Każdy normalny facet rozwinięty seksualnie spojrzy na porno. Taka natura, że trzeba obejrzeć.
Nic nie "trzeba"

Co natura ma tu do rzeczy? To Twój wybór - oglądasz albo nie oglądasz.
Koleżance zapewne chodzi bardziej o uzaleznienie od porno i onanizmu.... jeśli dobrze zrozumiałem.
Porno to takie "lizanie lizaka przez szybę". Pewnie na przykład dla jakichś par może służyć jako swego rodzaju inspiracja czy "stymulacja" przed aktem seksualnym. Kwestia taka, żeby zachować umiar, zeby sam film nie zastąpił normalnego seksu, co niestety - jak widzę choćby tutaj - jest chyba dość częste. Ale każdy niech sobie orze jak może. nie ma co osądzać
Osobiście - mam i tak łeb mocno zajęty innymi rzeczami, co w zasadzie wyklucza bawienie się jeszcze w namiętne oglądanie "fikołków" - a to niestety "ryje beret". A ja lubię mieć "beret nie poryty".... No i przedkładam realną zabawę ze wszystkimi jej plusami - a nie oglądanie z ekranu.
Libido mam chyba na poziomie, w normie - nie mam problemów mimo, że "czwarty krzyżyk" trwa.
Jeszcze dawniej nie powiem, byłem młody - sięgałem do pornoli - ale i tak oglądałem tylko grę wstępną czyli te pierwsze kilka minut bo chyba tą grę najbardziej lubię w seksie w ogóle
