Jakiś czas temu postanowiłem samemu przyrządzić aglie, oglie e peperoncino, co (w dużym skrócie) sprowadza się do pokrojenia na drobniutkie kawałki czosnku i lekkim podgrzaniu go (nie podsmażeniu!) na oliwie, po czym dodaniu równie drobno pokrojonych ostrych papryczek. Po tym wszystkim bardzo długo i starannie umyłem ręce, które myłem jeszcze kilka razy w ciągu tego dnia, aż wreszcie wieczorem położyłem się spać. Żonie zachciało się igraszek, które u nas zazwyczaj zaczynają się od głaskania jej łechtaczki – i tu okazało się, że pomimo moich wysiłków, pewna śladowa ilość kapsaicyny została na moich palcach. Piczka pali – co robić, jak żyć? Poradziłem żonie, żeby wzięła pingwinka i zrobiła sobie dobrze sama, bo wytworzone dzięki temu soki ugaszą ten straszliwy ogień. Miała niesamowity orgazm, po którym pieczenie ustało i można było spać.
Od tej pory kroję paprykę w lateksowych rękawiczkach...