Opowiadanie bazuje na kontrowersyjnym fetyszu consensual non consent i zawiera treść obfitą w przemoc. Czerpie trochę inspiracji z moich doświadczeń, fantazji, jak i rozmów z niektórymi koleżankami z forum jakiś czas temu. Przedstawiona tu historia jest dziełem fikcji i moim pierwszym opowiadaniem erotycznym, napisanym spontanicznie w dzisiejszej popołudnie. Miłego (lub nie) czytania.
Nieprzenikniona ciemność spowijała wizję. Powieki mimowolnie drżały, jakby próbowały ochronić wzrok przed bezkresną pustką. Jedynie zarys materiału otulającego głowę stanowił punkt odniesienia, subtelne zakotwiczenie w rzeczywistości. Pomagał w tym również ból. Ręce brutalnie wykręcone do tyłu i unieruchomione taśmą pulsowały odrętwieniem, a napięte barki domagały się ulgi. Klęczała na zimnym podłożu, oparta o coś przypominającego biurko. Chłód i niewygodna pozycja potęgowały napięcie, a w tle, niczym cichy szept, tlił się narastający strach. Słyszała, jak jądra obijają się o jej tyłek rumieniący się barwą purpury. Czuła, jak nabrzmiałe przyrodzenie penetrowało jej wnętrze, a opuszki palców owiniętych wokół chudej szyi, jak imadło trzymały ją w niezłomnym uścisku. Mleczna feeria barw rozlewała się potokiem migoczących mroczek, gdy przytomność gasła, ustępując niedotlenieniu. Na krańcu świadomości, wstrząsana spazmem orgazmicznych drgawek, zdołała uchwycić ulotną myśl: jeszcze nigdy nie czuła się tak błogo…
– Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! – radosny wiwat poniósł się głośno, gdy przekroczyła próg mieszkania. W skromnej kawalerce na obrzeżach Bałut zebrała się cała rodzina, a atmosfera wręcz pulsowała ciepłem i ekscytacją. Rodzice przyjechali aż spod Wrocławia, by zaskoczyć ukochaną córeczkę i wspólnie świętować jej urodziny. Nie tak dawno wyfrunęła przecież z gniazda, a to już prawie rok, odkąd zamieszkała ze swoim chłopakiem i zaczęła studia na Politechnice Łódzkiej, na kierunku Zarządzanie.
– A kto? Justyna! – rozległ się chóralny okrzyk, a ona, jak zawsze pełna pasji i energii, wtórowała śmiechem i klaskaniem. Wśród gości było też jej rodzeństwo: starszy brat, który – jak zwykle – miał nieco błędne spojrzenie po jaraniu zioła, oraz niemal bliźniacza, choć nieco starsza siostra – rówieśniczka jej chłopaka. To właśnie on, dwudziestopięciolatek o ciepłym uśmiechu, zadbał o każdy szczegół tej niespodzianki. – Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie, kochanie – powiedział cicho, odsuwając dla niej krzesło. Gdy emocje powitalnych uścisków nieco opadły, wszyscy zajęli swoje miejsca. On jednak wciąż stał za nią, kładąc dłonie na jej ramionach w czułym geście.
Na stole czekał okazały, kilkupiętrowy tort, a jego wierzchołek zdobiły dwie świeczki układające się w liczbę 19. Gdyby nie one, można by pomyśleć, że to wypiek dla dziecka – całość utrzymano w bajkowej stylistyce, z księżniczkami Disneya w roli głównej. Może i ktoś uznałby to za dziecinne, ale Justyna nigdy nie wyrzekła się radości z małych rzeczy. Mimo swojej dojrzałości i odpowiedzialności, wciąż potrafiła zachwycić się światem jak mała dziewczynka, która pierwszy raz ogląda ulubioną bajkę.
Różnili się od siebie diametralnie. Ona była ekstrawertycznym wulkanem energii, on – spokojnym, wyważonym introwertykiem. Może faktycznie przeciwieństwa się przyciągają, bo Justyna podziwiała jego troskliwość i czułość, a on, za sprawą jej niekończącego się entuzjazmu, coraz śmielej opuszczał swoją strefę komfortu i poznawał nowych ludzi.
Pochodził z trudnego środowiska, ale wyrwał się z niego, podczas gdy jego dawni znajomi tkwili w miejscu, bez ambicji i perspektyw. To budziło podziw w Justynie, dziewczynie wychowanej w dobrym, wiejskim domu, gdzie od najmłodszych lat uczono ją szacunku do ciężkiej pracy i zarobionego pieniądza. Jej rodzina początkowo miała wątpliwości, zwłaszcza ze względu na różnicę wieku, ale ostatecznie dostrzegli w nim człowieka pełnego empatii i dobroci – kogoś, kto naprawdę był jej wart. Przychylność jej ojca zdobył w końcu podczas pierwszych odwiedzin w jej rodzinnym domu, oferując przyszłemu teściowi pomoc w naprawie przeciekającego dachu, dając popis swej spostrzegawczości i pracowitego charakteru. Choć znali się stosunkowo krótko, dla Justyny to była miłość od pierwszego wejrzenia – i jak się okazało, całkiem trafny wybór partnera, który rozumie ją bez słów w każdej sferze życia.
Impreza trwała jeszcze kilka godzin. Świętowanie, rozmowy i wymiana prezentów dobiegły końca tuż po dwudziestej pierwszej, kiedy rodzina wyruszyła w drogę powrotną. Justyna, choć cieszyła się z ich wizyty, zamykając za nimi drzwi, poczuła dziwną ekscytację i przyjemne mrowienie, tam na dole. Zbliżał się czas prezentu-niespodzianki, o której rozmawiali z chłopakiem od kilku tygodni.
Justyna miała pewną fantazję.
Chciała poczuć, jak to jest być uprowadzoną i brutalnie zeszmaconą.
Lekko otumaniona alkoholem, który piła podczas imprezy, czuła, jak narasta w niej podniecenie na myśl o zbliżającym się, długo wyczekiwanym momencie. Spojrzała zmysłowo w oczy swojego chłopaka, ubrana w niebieską sukienkę, którą założyła nieco wcześniej, jeszcze zanim razem z rodziną na dobre usiedli do stołu. Teraz zauważyła subtelną zmianę na jego twarzy, coś w tym spojrzeniu, co sprawiało, że serce biło jej szybciej, a kolana miękły. Jego dominacja nie potrzebowała słów, by wywołać w niej posłuszeństwo. Powoli podwinęła sukienkę, odsłaniając odrobinę gładkiej skóry, a palce przesunęły się po niej w delikatnym geście, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa. Drugą dłonią bawiła się kosmykiem włosów, próbując przybrać jak najbardziej niewinny wyraz twarzy, choć sama dobrze wiedziała, co kryje się za tym gestem. Ta pozorna niewinność była niczym maska, za którą krył się płomień pragnienia, przekształcający czułego i troskliwego mężczyznę w kogoś, kto nie potrzebował więcej niż jej spojrzenie, by przejąć kontrolę.
Nie był impulsywny. Panował nad sobą z niesamowitą precyzją, niemal jakby świadomie przekraczał własne granice. Justyna czuła, jak ziścił się moment ich wspólnych ustaleń, gdy jej ciało uległo wpływowi zażytego wcześniej specyfiku. Poczuła seksowny dotyk jego dłoni wodzących po jej ciele, które w mgnieniu oka znalazły się pod sukienką. Nie musiał ściągać jej majtek, by poczuć obfitą wilgoć na palcach. Masował jej krocze tylko krótką chwilę, po czym brutalnie zerwał z niej majtki, a ona jęknęła głośno z dyskomfortu. Złapał ją za brodę, patrząc w rozmyte oczy i delikatnie, acz stanowczo wymierzył jej dyscyplinujący policzek. Mokra bielizna wkrótce wypełniła jej usta, a intensywny, rozkoszny ruch palców w spragnionej cipce to ostatnia rzecz, którą wychwyciła na granicy świadomości, gdy zażyta substancja zaczęła działać.
Później był już tylko przebłysk, gdy zwisała głową w dół, przerzucona przez silne ramię. Ból wykręconych ramion, skrępowanych dłoni splecionych za plecami w ciasnym wnętrzu bagażnika. A później nie widziała już nic, czując jedynie, jak świadomość stopniowo do niej wróciła.
W dezorientacji podniecenie całkowicie uległo pierwotnym lękom. Próbowała się podnieść, lecz ktoś usadził ją siłą. Nieudolne próby wołania o pomoc były zupełnie realną reakcją. Dopiero z czasem zapach jego perfum osadził ją w rzeczywistości, choć nie rozwiał wszystkich obaw. Czym innym było snucie fantazji, a czym innym – rzeczywiste przeżycie tej sytuacji. W głębi duszy czuła obawę, że nie powinna nikogo obdarować takim zaufaniem. Strach potęgowała wszechobecna ciemność – worek na jej głowie skutecznie wyostrzał jednak inne zmysły. Momentami zdawało jej się, że jest w stanie usłyszeć bicie jego serca. Mężczyzna nie odzywał się słowem, jedynie krążył wokół niej, jak drapieżnik osaczający swoją ofiarę. Zatrzymał się – tuż za nią, siedzącą na niewygodnym krześle, od Bóg wie ilu godzin. Czuła jego oddech na ciele, gdy się nad nią nachylił i powiódł palcami po skórze. – Mam nadzieję, że podoba Ci się niespodzianka, kochanie – powiedział półszeptem, a jego podniecony głos nieco się załamał w pół zdania. Delikatne pocałunki na skórze starały się przebijać czwartą ścianę, zwracając się głęboko do jej podświadomości – to wciąż był jej kochający partner, realizujący jej upragnioną fantazję. Gęsia skórka na jej ciele zwiastowała, że był na dobrej drodze i nie trzeba było wiele, by jej krocze znów zalśniło od gęstych soków, które już po chwili ściskały na zwinny język jej partnera.
Ciche pojękiwania, stłumione kneblem z taśmy klejącej grzęzły w ustach dziewiętnastolatki. Cała drżała z podniecenia, gdy zwiększył tempo i zaczął niemalże pożerać jej ciało falą pocałunków. Wyjątkowo wrażliwe na dotyk, nabrzmiałe sutki małych piersi, w tańcu z wprawnym językiem przynosiły niewysłowioną rozkosz.
Pisnęła, gdy przygryzł jeden z nich. To bolało! – chciałaby krzyknąć, lecz nie była w stanie. Już po chwili poczuła, jak worek na głowie poluzował się w trakcie nieprzerwanych pieszczot, a mężczyzna bez zahamowań zerwał taśmę z jej ust jednym pociągnięciem. Krzyknęła, lecz jej reakcja została szybko stłumiona agresywnym pocałunkiem. Jej kobiecość niemal pulsowała, penetrowana przez zręczne palce. Łapczywie chwytając się odrobiny kontroli nad sytuacją, mocno przygryzła mu wargę, pozostawiając na języku metaliczny posmak. Nie pozostał jej dłużny i nagrodził inicjatywę kontratakiem, wieńcząc pocałunek, a worek znów przysłonił jej buzię.
A po chwili sama poczuła się jak worek ziemniaków, podniesiona gwałtownym gestem. Pikanterii dodał dźwięk przewracanego krzesła, które poleciało gdzieś na ścianę pod wpływem kopnięcia. Mężczyzna zupełnie wczuł się już w rolę, a może wcale nie musiał niczego odgrywać. Rzucił dziewczynę na kolana, a jej uszy doszedł dźwięk rozpinanego rozporka. – Twoja kolej, by mnie zaspokoić, suko – wiedział, że lubiła, gdy się tak do niej zwracał w łóżku. Jej słodka osobowość w życiu prywatnym i zaradność, które plasowały jej przyszłość na wysokich stanowiskach zawodowych, tak bardzo kontrastowały z wewnętrznym pragnieniem bycia… absolutnie podporządkowaną. – Mm, skończ gadać i daj mi go wreszcie poczuć – odpyskowała. Przestała jej przeszkadzać całkowita ciemność, w tej chwili widziała wszystko oczami wyobraźni i pozostałymi czterema zmysłami. Worek ponownie odsłonił jej usta, a dłonie, które silnym chwytem złapały ją za głowę, nakierowały ją wprost na sztywnego, nabrzmiałego kutasa. Był jej pierwszym; oddawała mu niemal nabożną cześć w łóżku, jednak teraz nie było przestrzeni na freestyle. Gwałtowne posunięcia bioder penetrowały wnętrze jej ust, a ona jak grzeczna dziewczynka starała się dzielnie znieść trudy głębokiego gardła. – Mphhmp… Mhph – próbowała coś z siebie wydusić, lecz nie dał jej dojść do słowa. Ślina ściekała jej gęsto po brodzie, a szminka już ozdobiła czerwienią jego przyrodzenie.
Posuwał ją tak dłuższą chwilę, aż zrobił przerwę na kilka łyków wody – i podał ją również partnerce, uświadamiając sobie, jak musiała być spragniona – a następnie oswobodził jej dłonie i kontynuował zabawę.
Pieprzył ją na różne sposoby i w każdej z ich ulubionych pozycji. Wielokrotnie przerywał, gdy czuł, że zbliżała się do szczytu – a znał swoją kochankę dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że wywołanie u niej orgazmu wcale nie było takie trudne. – Myślisz, że zasługujesz, by dostać swój finalny urodzinowy prezent? – spytał, dając jej kolejnego klapsa w tyłek, teraz już z wyczuciem – po takim seksie i tak będzie miała problemy z chodzeniem; nie chciał jej przeciążyć. – Mhmm, proszę, proszę, proszę – powtarzała błagalnym tonem, jęcząc głośno. Odpowiedzią było jedynie zwolnione tempo. – Byłam przecież grzeczna – powtórzyła Justyna, a w jej głosie dało się słyszeć zmęczenie. Mężczyzna zastygł, nawet na chwilę nie wychodząc z jej cipki. Po chwili warknęła jeszcze głośniej. – NO ZRÓB TO! – krzyknęła, sfrustrowana przeciąganiem orgazmu.
Po chwili zastanowienia wykręcił na powrót jej obolałe ręce. – Czekaj, co Ty… – była zdezorientowana, ten etap przecież mieli już za sobą. – To b… – Szybko zakrył jej usta dłonią, aby nie mogła nic powiedzieć. Oparł ją o stojące w rogu pomieszczenia biurko i nakazał klęknąć na kolana, wznawiając stosunek. Czuła się dziwnie, jakby scenariusz przybrał dla niej nieoczekiwany bieg zdarzeń. Jakby wyłączono powtórkę odcinka, który widziała w telewizji wiele razy i dopiero teraz nadszedł finał, jakiego jeszcze nie widziała. Nie zadawała pytań. Nie oponowała. Oddała się swojemu partnerowi bez słów w ich ulubionej pozycji, choć w niecodziennych okolicznościach. Coś potęgowało lęk, który ziścił się, gdy mężczyzna mocno chwycił ją za szyję obiema dłońmi i głęboko wchodził w nią od tyłu. Jego ręce zaciskały się na niej coraz mocniej. – N-nie mogę… – próbowała coś zakomunikować, lecz nie przestawał. Na więcej nie miała siły.
Ale czyż nie powtarzała mu wiele razy, że właśnie o tym skrycie najbardziej marzy? Aby na chwilę poczuć, jak to jest być po drugiej stronie? Czuła lęk, lecz podniecenie nie ustępowało, czuła jak wszystkie jej mięśnie się napinają, a z każdą chwilą niedotlenienia coraz bardziej zbliżała się do szczytu. Nie walczyła też z uczuciem lekkości, jakie przyniósł w końcu żelazny uścisk.
Odpłynęła, gdy jej ciałem zaczęły wzdrygać pierwsze spazmy orgazmu.
Miała drobne przebłyski drogi powrotnej na tylnym siedzeniu auta, lecz świadomość odzyskała dopiero nazajutrz. Czuwał przy niej cały czas, głaszcząc jej włosy i nagie ciało. Gdy na niego spojrzała, miała łzy w oczach. Z trudem przylgnęła bliżej i wtuliła głowę w jego klatkę piersiową, zanosząc się szlochem. – Dziękuję – powtórzyła kilka razy, gdy przecierał jej łezki kciukami i masował delikatnie obolałe mięśnie. – Już dobrze, skarbie – wyszeptał, jak zwykle cicho i czule, racząc ją delikatnym uśmiechem. – Wszystkiego najlepszego.
Nieprzenikniona ciemność spowijała wizję. Powieki mimowolnie drżały, jakby próbowały ochronić wzrok przed bezkresną pustką. Jedynie zarys materiału otulającego głowę stanowił punkt odniesienia, subtelne zakotwiczenie w rzeczywistości. Pomagał w tym również ból. Ręce brutalnie wykręcone do tyłu i unieruchomione taśmą pulsowały odrętwieniem, a napięte barki domagały się ulgi. Klęczała na zimnym podłożu, oparta o coś przypominającego biurko. Chłód i niewygodna pozycja potęgowały napięcie, a w tle, niczym cichy szept, tlił się narastający strach. Słyszała, jak jądra obijają się o jej tyłek rumieniący się barwą purpury. Czuła, jak nabrzmiałe przyrodzenie penetrowało jej wnętrze, a opuszki palców owiniętych wokół chudej szyi, jak imadło trzymały ją w niezłomnym uścisku. Mleczna feeria barw rozlewała się potokiem migoczących mroczek, gdy przytomność gasła, ustępując niedotlenieniu. Na krańcu świadomości, wstrząsana spazmem orgazmicznych drgawek, zdołała uchwycić ulotną myśl: jeszcze nigdy nie czuła się tak błogo…
– Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! – radosny wiwat poniósł się głośno, gdy przekroczyła próg mieszkania. W skromnej kawalerce na obrzeżach Bałut zebrała się cała rodzina, a atmosfera wręcz pulsowała ciepłem i ekscytacją. Rodzice przyjechali aż spod Wrocławia, by zaskoczyć ukochaną córeczkę i wspólnie świętować jej urodziny. Nie tak dawno wyfrunęła przecież z gniazda, a to już prawie rok, odkąd zamieszkała ze swoim chłopakiem i zaczęła studia na Politechnice Łódzkiej, na kierunku Zarządzanie.
– A kto? Justyna! – rozległ się chóralny okrzyk, a ona, jak zawsze pełna pasji i energii, wtórowała śmiechem i klaskaniem. Wśród gości było też jej rodzeństwo: starszy brat, który – jak zwykle – miał nieco błędne spojrzenie po jaraniu zioła, oraz niemal bliźniacza, choć nieco starsza siostra – rówieśniczka jej chłopaka. To właśnie on, dwudziestopięciolatek o ciepłym uśmiechu, zadbał o każdy szczegół tej niespodzianki. – Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie, kochanie – powiedział cicho, odsuwając dla niej krzesło. Gdy emocje powitalnych uścisków nieco opadły, wszyscy zajęli swoje miejsca. On jednak wciąż stał za nią, kładąc dłonie na jej ramionach w czułym geście.
Na stole czekał okazały, kilkupiętrowy tort, a jego wierzchołek zdobiły dwie świeczki układające się w liczbę 19. Gdyby nie one, można by pomyśleć, że to wypiek dla dziecka – całość utrzymano w bajkowej stylistyce, z księżniczkami Disneya w roli głównej. Może i ktoś uznałby to za dziecinne, ale Justyna nigdy nie wyrzekła się radości z małych rzeczy. Mimo swojej dojrzałości i odpowiedzialności, wciąż potrafiła zachwycić się światem jak mała dziewczynka, która pierwszy raz ogląda ulubioną bajkę.
Różnili się od siebie diametralnie. Ona była ekstrawertycznym wulkanem energii, on – spokojnym, wyważonym introwertykiem. Może faktycznie przeciwieństwa się przyciągają, bo Justyna podziwiała jego troskliwość i czułość, a on, za sprawą jej niekończącego się entuzjazmu, coraz śmielej opuszczał swoją strefę komfortu i poznawał nowych ludzi.
Pochodził z trudnego środowiska, ale wyrwał się z niego, podczas gdy jego dawni znajomi tkwili w miejscu, bez ambicji i perspektyw. To budziło podziw w Justynie, dziewczynie wychowanej w dobrym, wiejskim domu, gdzie od najmłodszych lat uczono ją szacunku do ciężkiej pracy i zarobionego pieniądza. Jej rodzina początkowo miała wątpliwości, zwłaszcza ze względu na różnicę wieku, ale ostatecznie dostrzegli w nim człowieka pełnego empatii i dobroci – kogoś, kto naprawdę był jej wart. Przychylność jej ojca zdobył w końcu podczas pierwszych odwiedzin w jej rodzinnym domu, oferując przyszłemu teściowi pomoc w naprawie przeciekającego dachu, dając popis swej spostrzegawczości i pracowitego charakteru. Choć znali się stosunkowo krótko, dla Justyny to była miłość od pierwszego wejrzenia – i jak się okazało, całkiem trafny wybór partnera, który rozumie ją bez słów w każdej sferze życia.
Impreza trwała jeszcze kilka godzin. Świętowanie, rozmowy i wymiana prezentów dobiegły końca tuż po dwudziestej pierwszej, kiedy rodzina wyruszyła w drogę powrotną. Justyna, choć cieszyła się z ich wizyty, zamykając za nimi drzwi, poczuła dziwną ekscytację i przyjemne mrowienie, tam na dole. Zbliżał się czas prezentu-niespodzianki, o której rozmawiali z chłopakiem od kilku tygodni.
Justyna miała pewną fantazję.
Chciała poczuć, jak to jest być uprowadzoną i brutalnie zeszmaconą.
Lekko otumaniona alkoholem, który piła podczas imprezy, czuła, jak narasta w niej podniecenie na myśl o zbliżającym się, długo wyczekiwanym momencie. Spojrzała zmysłowo w oczy swojego chłopaka, ubrana w niebieską sukienkę, którą założyła nieco wcześniej, jeszcze zanim razem z rodziną na dobre usiedli do stołu. Teraz zauważyła subtelną zmianę na jego twarzy, coś w tym spojrzeniu, co sprawiało, że serce biło jej szybciej, a kolana miękły. Jego dominacja nie potrzebowała słów, by wywołać w niej posłuszeństwo. Powoli podwinęła sukienkę, odsłaniając odrobinę gładkiej skóry, a palce przesunęły się po niej w delikatnym geście, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa. Drugą dłonią bawiła się kosmykiem włosów, próbując przybrać jak najbardziej niewinny wyraz twarzy, choć sama dobrze wiedziała, co kryje się za tym gestem. Ta pozorna niewinność była niczym maska, za którą krył się płomień pragnienia, przekształcający czułego i troskliwego mężczyznę w kogoś, kto nie potrzebował więcej niż jej spojrzenie, by przejąć kontrolę.
Nie był impulsywny. Panował nad sobą z niesamowitą precyzją, niemal jakby świadomie przekraczał własne granice. Justyna czuła, jak ziścił się moment ich wspólnych ustaleń, gdy jej ciało uległo wpływowi zażytego wcześniej specyfiku. Poczuła seksowny dotyk jego dłoni wodzących po jej ciele, które w mgnieniu oka znalazły się pod sukienką. Nie musiał ściągać jej majtek, by poczuć obfitą wilgoć na palcach. Masował jej krocze tylko krótką chwilę, po czym brutalnie zerwał z niej majtki, a ona jęknęła głośno z dyskomfortu. Złapał ją za brodę, patrząc w rozmyte oczy i delikatnie, acz stanowczo wymierzył jej dyscyplinujący policzek. Mokra bielizna wkrótce wypełniła jej usta, a intensywny, rozkoszny ruch palców w spragnionej cipce to ostatnia rzecz, którą wychwyciła na granicy świadomości, gdy zażyta substancja zaczęła działać.
Później był już tylko przebłysk, gdy zwisała głową w dół, przerzucona przez silne ramię. Ból wykręconych ramion, skrępowanych dłoni splecionych za plecami w ciasnym wnętrzu bagażnika. A później nie widziała już nic, czując jedynie, jak świadomość stopniowo do niej wróciła.
W dezorientacji podniecenie całkowicie uległo pierwotnym lękom. Próbowała się podnieść, lecz ktoś usadził ją siłą. Nieudolne próby wołania o pomoc były zupełnie realną reakcją. Dopiero z czasem zapach jego perfum osadził ją w rzeczywistości, choć nie rozwiał wszystkich obaw. Czym innym było snucie fantazji, a czym innym – rzeczywiste przeżycie tej sytuacji. W głębi duszy czuła obawę, że nie powinna nikogo obdarować takim zaufaniem. Strach potęgowała wszechobecna ciemność – worek na jej głowie skutecznie wyostrzał jednak inne zmysły. Momentami zdawało jej się, że jest w stanie usłyszeć bicie jego serca. Mężczyzna nie odzywał się słowem, jedynie krążył wokół niej, jak drapieżnik osaczający swoją ofiarę. Zatrzymał się – tuż za nią, siedzącą na niewygodnym krześle, od Bóg wie ilu godzin. Czuła jego oddech na ciele, gdy się nad nią nachylił i powiódł palcami po skórze. – Mam nadzieję, że podoba Ci się niespodzianka, kochanie – powiedział półszeptem, a jego podniecony głos nieco się załamał w pół zdania. Delikatne pocałunki na skórze starały się przebijać czwartą ścianę, zwracając się głęboko do jej podświadomości – to wciąż był jej kochający partner, realizujący jej upragnioną fantazję. Gęsia skórka na jej ciele zwiastowała, że był na dobrej drodze i nie trzeba było wiele, by jej krocze znów zalśniło od gęstych soków, które już po chwili ściskały na zwinny język jej partnera.
Ciche pojękiwania, stłumione kneblem z taśmy klejącej grzęzły w ustach dziewiętnastolatki. Cała drżała z podniecenia, gdy zwiększył tempo i zaczął niemalże pożerać jej ciało falą pocałunków. Wyjątkowo wrażliwe na dotyk, nabrzmiałe sutki małych piersi, w tańcu z wprawnym językiem przynosiły niewysłowioną rozkosz.
Pisnęła, gdy przygryzł jeden z nich. To bolało! – chciałaby krzyknąć, lecz nie była w stanie. Już po chwili poczuła, jak worek na głowie poluzował się w trakcie nieprzerwanych pieszczot, a mężczyzna bez zahamowań zerwał taśmę z jej ust jednym pociągnięciem. Krzyknęła, lecz jej reakcja została szybko stłumiona agresywnym pocałunkiem. Jej kobiecość niemal pulsowała, penetrowana przez zręczne palce. Łapczywie chwytając się odrobiny kontroli nad sytuacją, mocno przygryzła mu wargę, pozostawiając na języku metaliczny posmak. Nie pozostał jej dłużny i nagrodził inicjatywę kontratakiem, wieńcząc pocałunek, a worek znów przysłonił jej buzię.
A po chwili sama poczuła się jak worek ziemniaków, podniesiona gwałtownym gestem. Pikanterii dodał dźwięk przewracanego krzesła, które poleciało gdzieś na ścianę pod wpływem kopnięcia. Mężczyzna zupełnie wczuł się już w rolę, a może wcale nie musiał niczego odgrywać. Rzucił dziewczynę na kolana, a jej uszy doszedł dźwięk rozpinanego rozporka. – Twoja kolej, by mnie zaspokoić, suko – wiedział, że lubiła, gdy się tak do niej zwracał w łóżku. Jej słodka osobowość w życiu prywatnym i zaradność, które plasowały jej przyszłość na wysokich stanowiskach zawodowych, tak bardzo kontrastowały z wewnętrznym pragnieniem bycia… absolutnie podporządkowaną. – Mm, skończ gadać i daj mi go wreszcie poczuć – odpyskowała. Przestała jej przeszkadzać całkowita ciemność, w tej chwili widziała wszystko oczami wyobraźni i pozostałymi czterema zmysłami. Worek ponownie odsłonił jej usta, a dłonie, które silnym chwytem złapały ją za głowę, nakierowały ją wprost na sztywnego, nabrzmiałego kutasa. Był jej pierwszym; oddawała mu niemal nabożną cześć w łóżku, jednak teraz nie było przestrzeni na freestyle. Gwałtowne posunięcia bioder penetrowały wnętrze jej ust, a ona jak grzeczna dziewczynka starała się dzielnie znieść trudy głębokiego gardła. – Mphhmp… Mhph – próbowała coś z siebie wydusić, lecz nie dał jej dojść do słowa. Ślina ściekała jej gęsto po brodzie, a szminka już ozdobiła czerwienią jego przyrodzenie.
Posuwał ją tak dłuższą chwilę, aż zrobił przerwę na kilka łyków wody – i podał ją również partnerce, uświadamiając sobie, jak musiała być spragniona – a następnie oswobodził jej dłonie i kontynuował zabawę.
Pieprzył ją na różne sposoby i w każdej z ich ulubionych pozycji. Wielokrotnie przerywał, gdy czuł, że zbliżała się do szczytu – a znał swoją kochankę dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że wywołanie u niej orgazmu wcale nie było takie trudne. – Myślisz, że zasługujesz, by dostać swój finalny urodzinowy prezent? – spytał, dając jej kolejnego klapsa w tyłek, teraz już z wyczuciem – po takim seksie i tak będzie miała problemy z chodzeniem; nie chciał jej przeciążyć. – Mhmm, proszę, proszę, proszę – powtarzała błagalnym tonem, jęcząc głośno. Odpowiedzią było jedynie zwolnione tempo. – Byłam przecież grzeczna – powtórzyła Justyna, a w jej głosie dało się słyszeć zmęczenie. Mężczyzna zastygł, nawet na chwilę nie wychodząc z jej cipki. Po chwili warknęła jeszcze głośniej. – NO ZRÓB TO! – krzyknęła, sfrustrowana przeciąganiem orgazmu.
Po chwili zastanowienia wykręcił na powrót jej obolałe ręce. – Czekaj, co Ty… – była zdezorientowana, ten etap przecież mieli już za sobą. – To b… – Szybko zakrył jej usta dłonią, aby nie mogła nic powiedzieć. Oparł ją o stojące w rogu pomieszczenia biurko i nakazał klęknąć na kolana, wznawiając stosunek. Czuła się dziwnie, jakby scenariusz przybrał dla niej nieoczekiwany bieg zdarzeń. Jakby wyłączono powtórkę odcinka, który widziała w telewizji wiele razy i dopiero teraz nadszedł finał, jakiego jeszcze nie widziała. Nie zadawała pytań. Nie oponowała. Oddała się swojemu partnerowi bez słów w ich ulubionej pozycji, choć w niecodziennych okolicznościach. Coś potęgowało lęk, który ziścił się, gdy mężczyzna mocno chwycił ją za szyję obiema dłońmi i głęboko wchodził w nią od tyłu. Jego ręce zaciskały się na niej coraz mocniej. – N-nie mogę… – próbowała coś zakomunikować, lecz nie przestawał. Na więcej nie miała siły.
Ale czyż nie powtarzała mu wiele razy, że właśnie o tym skrycie najbardziej marzy? Aby na chwilę poczuć, jak to jest być po drugiej stronie? Czuła lęk, lecz podniecenie nie ustępowało, czuła jak wszystkie jej mięśnie się napinają, a z każdą chwilą niedotlenienia coraz bardziej zbliżała się do szczytu. Nie walczyła też z uczuciem lekkości, jakie przyniósł w końcu żelazny uścisk.
Odpłynęła, gdy jej ciałem zaczęły wzdrygać pierwsze spazmy orgazmu.
Miała drobne przebłyski drogi powrotnej na tylnym siedzeniu auta, lecz świadomość odzyskała dopiero nazajutrz. Czuwał przy niej cały czas, głaszcząc jej włosy i nagie ciało. Gdy na niego spojrzała, miała łzy w oczach. Z trudem przylgnęła bliżej i wtuliła głowę w jego klatkę piersiową, zanosząc się szlochem. – Dziękuję – powtórzyła kilka razy, gdy przecierał jej łezki kciukami i masował delikatnie obolałe mięśnie. – Już dobrze, skarbie – wyszeptał, jak zwykle cicho i czule, racząc ją delikatnym uśmiechem. – Wszystkiego najlepszego.