Brak chętnych, to ja coś opowiem.
Z niedawno poznaną dziewczyną wybraliśmy się na wycieczkę. To był jej pierwszy raz w charakterze plecaczka. Czułem mocno zaciśnięte ręce na moim pasie. Po jakimś czasie rączki zaczęły jej opadać. Pomyślałem, że biedulce zdrętwiały rączęta (w końcu nie była przyzwyczajona...), ale nie. Opadały coraz mocniej, aż opadły na sam dół i tam spryciula znalazła sobie uchwyt, który z każdą sekundą używania robił się coraz większy...
Pomyślałem sobie, że muszę delikatnie operować rolgazem, żeby mi dziewczę z uchwytem w ręku nie sfrunęło z motocykla. Było całkiem milutko, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że siedzi mi się niewygodnie, drogę widzę jakby przez mgłę - czas na pit stop.
Znaleźliśmy uroczą polankę, wystarczył jeden ruch ręką i już była z przodu. Potem trochę zamieszania - kaski na głowach - i objawił się pierwszy (a także jedyny) minus jeżdżenia na motocyklu. Miała spodnie

Poradziliśmy sobie z tym problemem.
Do dziś, jak przypominam sobie jej smukłe ciało wyprężone łukiem na zbiorniku paliwa, to mi rośnie ... uchwyt.

Dodam tylko, że w dalszą drogę ruszyłem po zdjęciu żółwia - nareszcie poczułem piersi na plecach!