Poruszasz się między stolikami z gracją, która zdaje się przeczyć prawom fizyki. Wszystko przez Twój strój. To odzwierciedlenie minimalizmu nowoczesnej mody klubowej w charakterze kostiumu scenicznego.
Czarny, lakierowany gorset cupped overbust ściągnięty do granic możliwości, aby idealnie przylegał do Twojej talii. Góra składa się jedynie z cienkich krzyżujących się pasków materiału, które odsłaniają ramiona i połowę Twoich pleców. Na dole zamiast tradycyjnej spódnicy nosisz na biodrach pas do którego przymocowane są cienkie, opadające skórzane frędzle na całym obwodzie, które przy każdym kroku odsłaniają opinające Twoje intymne kształty; i tak już z daleka widoczne - kabaretki oraz bieliznę. Majtki to brazyliany wykonane z cienkiej mikrofibry, jeśli chodzi o bieliznę to wszystko. Całość uzupełniają lateksowe rękawiczki sięgające za łokcie. Ten sam lateks opina Twoje podudzie sięgając nad kolana. Twój całkowicie czarny image obejmujący również kolor włosów, przełamany jest jedynie przez neonowe, jaskrawozielone botki - ciężkie, na niebotycznej platformie. Wokół szyi masz zapiętą szeroką obrożę z połyskującym łańcuszkiem, który służy jako zawieszka na identyfikator na którym widnieje imię "Maja".
Zignorowałaś wszystkie osoby, które odradzały Ci wyjazd za granicę, a była ich znaczna większość. Chęć szybkiego zarobku przekrzywiła nawet trzeźwe spojrzenie na to gdzie będziesz pracować... przecież szukają kogoś tylko do podawania drinków, prawda? Plan był prosty - zarobić w 3 miesiące mnóstwo pieniędzy i wrócić na studia, a może... nie wyglądało to przypadkiem w ten sposób, że po przeczytaniu tego ogłoszenia jakaś cząstka Ciebie przejęła na sekundę całkowitą kontrolę nad Tobą i bez zawahania podjęła te decyzję? Co takiego niezwykłego było w wymogu o "eksponowanie seksownego wyglądu"? Czy gdyby ogłoszenie określało to jako "nienaganną aparycję", też by utkwiło Ci tak w pamięci? Też myślałabyś o tym chwilę przed zaśnięciem, albo czasami na jakimś bardzo nudnym wykładzie? Wszystko składa się w jedną całość, nikt Cię tu nie pozna, nikogo po powrocie do Polski drugi raz nie spotkasz, możesz być więc odważna... Właśnie to zaczęło przyciągać Cię tak, jak mitologiczne syreny biednych żeglarzy?
Ah...
to wcale nie tak?
Jesteś grzeczną dziewczynką, która podjęła zwyczają decyzję o dodatkowej pracy. Wcale się nie śmieję. Pomimo wyglądu modelki, miałaś tylko kilku chłopaków i z żadnym tego nie robiłaś. Czekasz do ślubu. Nie znam grzeczniejszej od Ciebie. Taka okazja na zarobek mogłaby się po prostu drugi raz nie przytrafić... Nieważne. Obudź się lepiej, bo ludzie czekają na drinki.
Na szczęście nikt nie zauważył, że pójście po serwetki trochę się przeciągnęło. Drinki na stolik trzeci już gotowe, zgarniasz je na tacę i wychodzisz. Wnętrze klubu wypełnia ciężki bas i zapach drogich perfum zmieszany z dymem. Balansując na swoich platformach, niesiesz tacę w stronę odpowiedniego stolika. Atmosfera wydaje się całkiem przyjemna, nie licząc trójki mężczyzn. Ślinią się do Ciebie aż nadto.
Zderzenie z rzeczywistością zaczyna weryfikować pewne rzeczy. Ten skandalicznie wyuzdany strój wcale Ci nie przeszkadzał, kiedy go zakładałaś. To przekonanie było na tyle silne; połączone z uczuciem, którego wcześniej nie znałaś, że jedynie brak świadomej akceptacji ratuje Cię przed poczuciem winy. Bo zaprzeczyć temu nie potrafisz.
W Twojej podświadomości zaczyna się wojna. Tego jak chcesz widzieć samą siebie z pokusami, które zaczynają Tobą targać. Wszystko na chwilę przerywa tylko zapamiętywanie numerów stolików i skomplikowanych zamówień na koktajle. Drugą stronę medalu opierasz na tym, że przecież nie robisz nic złego i po kilku miesiącach wrócisz do swojego starego życia. To jednak ostatnie cnotliwe myśli, których kurczowo starasz się trzymać. Wyraźne mrowienie, gdy mijasz loże gapiących się na Ciebie mężczyzn przechyla szalę zwycięstwa na drugą stronę w Twojej walce o siebie samą jaką znasz. Wysokie obcasy sprawiają, że ruchy Twoich bioder podczas roznoszenia drinków są jeszcze bardziej kocie i wyzywające. Delektujesz się poczuciem, że pochylona trochę bardziej niż to konieczne nad niskim stolikiem stawiając szklankę, karmisz głodne spojrzenia mężczyzn każdym centymetrem przesuwających się frędzli przy Twoich biodrach. Mężczyźni patrzą na Twoje pośladki jak na samo układające się do połowy puzzle z Twoją bielizną.
"Nice suit, hot stuff!" - nie sposób jest policzyć ile tekstów tego typu padło już pod Twoim adresem.
Im bardziej czujesz się rozbierana wzrokiem, tym szerzej się uśmiechasz. Mężczyźni uśmiechają się do Ciebie z kurtuazji, a kiedy się odwracasz pożarliby Cię oczami do samej kości. Do pełnego spełnienia brakuje już tylko tyle, żebyś faktycznie stała przed nimi naga... Wystarczy tylko, żeby ktoś zaczął Cię rozbierać...
...
Czerwona lampka ostrzegawcza. Czy to nie zaszło za daleko? Starasz się szybko przykryć tę myśl czymś innym... tak, za zarobione tutaj pieniądze, jak będziesz chciała możesz sobie kupić nowy samochód... i to całkiem niezły... i nie chciałbym przerywać Ci tych moralnych rozterek, ale trzeba podać kolejne zamówienie.
Trójka tych głośnych mężczyzn jest już kompletnie pijana i zaczyna zagadywać coraz śmielej.
"Hey Maya! U're from Poland, don't ya? I love Poland!" - mówi to gość, który jest zawsze najgłośniejszy, więc jest bez wątpienia liderem grupy. Zdawkowo odpowiadasz twierdząco uśmiechając się łagodnie i dochodzisz do stolika stawiając na nim tacę. Mężczyzna nachyla się w Twoim kierunku i kontynuuje:
"How about you come over here and give us a private show, hmm? We'll make it worth your while..." - jak to było... uważaj o czym marzysz, bo to może się spełnić. Niecałe dwie minuty temu fantazja o nagości był na samym szczycie Twojej piramidy Maslowa. Teraz piramida rozpadła się kompletnie po tym jak zachwiał się jej drugi szczebel. Pierwszy raz w życiu czujesz się tak doszczętnie sparaliżowana. Stres. Nadmiar kortyzolu błyskawicznie zatyka Twoje neurony, kiedy próbujesz przypomnieć sobie do kogo należał dany drink. Nie wiedząc jak je porozstawiać, patrzysz się mężczyźnie w oczy i przygryzasz dolną wargę, całkowicie zdradzając to jak jesteś pogubiona. Serio, to jest w tej chwili najważniejsze? Odnieś się lepiej do tego niestosownego pytania, które zadał mężczyzna! Zrób cokolwiek, oburz się, zaprzecz temu... Nie wiem czy Twoje milczenie jest spowodowane barierą językową, w co wątpię, mimo że nie posługujesz się płynnym angielskim... ale i tak jest już za późno. Zdradzę Ci, że dopiero po kilku dniach, analizując tę sytuację na spokojnie zrozumiesz, że wyglądało to jak podręcznikowe przyzwolenie. Będziesz do tego wracać, bo zapamiętasz ten dzień do końca życia, a to dopiero początek.
Mężczyzna analizując Twoją mowę ciała, nie czekał ani chwili dłużej. Przeciągnął w gwałtownym zrywie opuszczoną dłoń, nadając jej takiej mocy, że po klepnięciu Cię w prawy pośladek odskoczyła mu jeszcze wyżej zatrzymując się dopiero na jego ramieniu po przeciwnej stronie. Samo echo uderzenia stłumiło na moment bit muzyki grającej w tle. Wepchnięta w stolik odruchowo odskakujesz do tyłu.
"I included it to the tip, sweetie!" - rzuca piskliwie z uniesionymi brwiami do kolegów, którzy raz po raz wybuchają pijackim śmiechem.
Siła ekscytacji jaka Cię przeszywa na wskroś jest tak wielka i punktowa, że masz wrażenie jakby ktoś wcisnął Ci palec o wiele niżej pod brzuchem. Aż musisz to sprawdzić spuszczając głowę; opuszczasz ją w dół również ze wstydu. Zamiast uciec, stoisz tak jeszcze przez kilka sekund. Z premedytacją. Pozwalając im nasycić wzrok swoim zawstydzeniem. Poczuciem nagłego upokorzenia i strasznie piekącego pośladka.
Zostawiasz ich po chwili za sobą, dobrze bawiących się Twoim kosztem. Odchodzisz od nich jakby klepnięcie Cię w pośladek było tylko tekstem rzuconym na pożegnanie. Znajdujesz schronienie w kabinie toalety, siadasz przygarbiona zakrywając twarz. Nie myślisz kompletnie o niczym. To co się przed chwilą wydarzyło jest jak nieuleczalna choroba. Próbujesz jedynie zahamować jej rozwój pustką w głowie.
Po całkiem długiej chwili dociera do Ciebie, że nie będziesz w stanie od tego uciec. Prostujesz się i uderzasz pięścią w bok kabiny. Skoro wszystko o czym pomyślisz tak szybko się materializuje to wystarczy uznać to wszystko za zły sen. Chcesz, żeby to był tylko zły sen, ale tak na pewno nie jest. Bynajmniej nie musisz szczypać się w skórę, żeby się o tym przekonać. Pożar szalejący podczas zamieci śnieżnej w Twoim ciele; nabrzmiałe piersi, które uciska gorset tak jak resztę Twojego obolałego, zmęczonego ciała, to aż nadto wystarczający dowód na to że nie śnisz. Oczywiście Twój pobolewajacy pośladek też przypomina Ci... nie tylko o tym.
Nie masz ochoty ruszać się z miejsca, ale zmuszasz się żeby wyjść z kabiny i podejść do zlewu. Myślałaś o kontakcie z zimną wodą, zdjęłaś już nawet jedną ze swoich lateksowych rękawiczek, ale wielkie łazienkowe lustro za bardzo Cię przytłacza. Nie masz już jednak siły na zadawanie sobie pytań na temat tego kim jesteś, więc unikasz patrzenia na swoje odbicie.
Skoro uległość jest czymś, co tak bardzo Cię spełnia to... czy najrozsądniejszą decyzją nie wydaje się ulec temu uczuciu? Przesuwasz niewinnie frędzle swojej spódniczki. Po którymś razie śmielej. Kabaretki co chwila napinają się z boku i rozluźniają, kiedy przesuwasz ich oczka po materiale z mikrofibry.
Drzwi do łazienki rozchylają się szerzej. Ktoś pewnie wchodzi skorzystać z toalety - otrząsasz się. Zdejmujesz swoją drugą lateksową rękawiczkę zupełnie tak, jakby nic się wcześniej nie działo. Ta osoba jednak zatrzymuje się za Tobą i dociska Cię do glazurowej zabudowy umywalki. Patrzysz w lustro i doskonale wiesz, kim jest ta postać.
"Such a... nasty... little... whore..." - syczy do Twojego ucha mężczyzna. Dreszcze, które Cię przechodzą natychmiast podnoszą maksymalnie poziom tętna.
Drugi mężczyzna pojawia się znikąd. W jednej chwili obejmuje Twoją głowę ręką unieruchamiając ją; płasko i pewnie przystawiając dłoń do ust. Zgina przy tym łokieć, przyciskając Cię w ten sposób do siebie. Drugą ręką chwyta za Twoją szyję. Nie wciska w nią palców i ustawia dłoń wyżej, żeby nawet najmniejszy jęk nie wydostał się z Twoich ust, a poczucie koszmarnego dyskomfortu w żadnym stopniu nie łączyło się z utratą przytomności.
Patrzysz instynktownie w stronę wyjścia z łazienki próbując się wyrwać, ale nie zdaje się to na wiele. Widzisz tylko trzeciego mężczyznę, który całą swoją masą ciała przyciska drzwi. Mężczyzna z tyłu chwyta Cię za pośladek w który wcześniej Cię uderzył i wbija w niego palce.
"We won't stop at this one time..." - klepie go bezlitośnie jeszcze kilka kolejnych razy, a gdy mu się to w końcu nudzi zaczyna rozpinać Twój gorset. Kiedy jest już w połowie rozumiesz, że uścisk mężczyzny który Cię trzyma jest zbyt silny żeby go rozerwać, więc skupiasz się na utrudnianiu zadania mężczyźnie, który chce Cię rozebrać.
"You love being treated like this... Don't try to deny it." - mówi trzeci mężczyzna, który podchodzi teraz do Ciebie, wykrzywiając Twoje ręce do tyłu i unieruchamiając je.
"That's it... just stand there and take it..." - mówi zadowolonym głosem ich lider, który ma Cię teraz pod kontrolą. Szarpie za gorset, następnie wsuwa szorstko dłonie pod Twoje piersi pozwalając delikatnie wydostać się sutkom.
"Mmmm... Just lookit those tits men! Bet she's a wild ride, eh? I'd love to see her in action..." - mówi śliniąc się na ich widok.
"That's right! You're nothing, but a filthy little slut for use however we want." - mówi mężczyzna trzymający Cię za ręce.
"You like that, don't you? Getting used like a cheap whore's toy... what you really are!" - dodaje ten który trzyma Cię wyżej.
Ma rację – każda cząstka twojego jestestwa krzyczy z pragnienia. Gdybyś nadal uważała się za grzeczną, zostałabyś tylko oszukana przez swoje ciało, które gorliwie reaguje na ich bezpośredni dotyk i wulgarne słownictwo.
Nikt nie zauważa jak do łazienki wchodzi kobieta, która patrząc na to jak jesteś obściskiwana przez trójkę mężczyzn natychmiast wybiega. Jeden mężczyzna puszcza rękę z szyi i zajmuje się obmacywaniem Twoich piersi. Nie jest brutalny - robi to dość ostrożnie, ale na pewno nie jest przy tym delikatny. Drugi mężczyzna zmienia sposób unieruchamiania Twoich rąk na jedną rękę, by móc drugą złapać Cię bestialsko za pośladek - wpraszając się palcami pomiędzy drugi. Ich lider chwyta Cię za obrożę przy szyi i jednym ruchem szarpie w tył. Drugą ręką zmierza w rejony, którym poświęcałaś uwagę jak jeszcze byłaś sama. Wbija kciuk pod majtki, a resztą palców chwyta je z drugiej strony. Wyrywa je boleśnie wysoko, a po chwili zaczyna za nie szarpać chaotycznie we wszystkich kierunkach, aż udaje mu się w końcu dostatecznie rozerwać kabaretki. Odgina materiał na bok. Przeciąga szorstko palcami po Twoich cholernie ślizgich fałdkach.
"Guys! That dirty bitch is so fucking wet for us! Check it!" - krzyczy z ekscytacją, następnie dotyka Cię kolejny z nich.
"Look at her pussy... mmm... she's horny..." - dodaje drugi mężczyzna, szukając pulsującego kłębka nerwów na szczycie ud. Trzeci mężczyzna wkłada w Ciebie dwa palce próbując nimi zmierzyć Twój rozstaw.
"Fuck! She's tight! Gonna be even better when we stretch her out!" - te słowa zawisły w powietrzu jak groźba, która jest dowodem na to, że nie cofną się oni przed niczym. Motylki w brzuchu, które czułaś jeszcze na sali w klubie zostały stracone przez chmarę szerszeni, które odgryzły im skrzydła i zaczęły żądlić Cię od środka.
W ostatniej chwili otwierają się z hukiem drzwi, a do środka wparowuje ochroniarz klubu. Rozstawia mężczyzn po kątach, Ci zaczynają się tłumaczyć, że nic się tutaj nie wydarzyło; następnie wychodzą z łazienki. Daleko Ci do poczucia ulgi, ale zostałaś uratowana. Ochroniarz nie zatrzymał mężczyzn, żeby wezwać policję, ale najważniejsze że jesteś już bezpieczna. Próbujesz się w jakiś sposób ogarnąć, a on nagle chwyta Cię za nadgarstek i prowadzi pośpiesznie do jakiegoś pomieszczenia. Trochę dziwne zachowanie jak na rycerza w lśniącej zbroi, który ratuje księżniczkę z opałów. Historia się w tym momencie kończy. Jeżeli w jakiś sposób Cię uraziłem, wkładając te wszystkie dziwne myśli do Twojej głowy to bardzo Cię przepraszam, ale... ja mówiłem do Mai...
Czarny, lakierowany gorset cupped overbust ściągnięty do granic możliwości, aby idealnie przylegał do Twojej talii. Góra składa się jedynie z cienkich krzyżujących się pasków materiału, które odsłaniają ramiona i połowę Twoich pleców. Na dole zamiast tradycyjnej spódnicy nosisz na biodrach pas do którego przymocowane są cienkie, opadające skórzane frędzle na całym obwodzie, które przy każdym kroku odsłaniają opinające Twoje intymne kształty; i tak już z daleka widoczne - kabaretki oraz bieliznę. Majtki to brazyliany wykonane z cienkiej mikrofibry, jeśli chodzi o bieliznę to wszystko. Całość uzupełniają lateksowe rękawiczki sięgające za łokcie. Ten sam lateks opina Twoje podudzie sięgając nad kolana. Twój całkowicie czarny image obejmujący również kolor włosów, przełamany jest jedynie przez neonowe, jaskrawozielone botki - ciężkie, na niebotycznej platformie. Wokół szyi masz zapiętą szeroką obrożę z połyskującym łańcuszkiem, który służy jako zawieszka na identyfikator na którym widnieje imię "Maja".
Zignorowałaś wszystkie osoby, które odradzały Ci wyjazd za granicę, a była ich znaczna większość. Chęć szybkiego zarobku przekrzywiła nawet trzeźwe spojrzenie na to gdzie będziesz pracować... przecież szukają kogoś tylko do podawania drinków, prawda? Plan był prosty - zarobić w 3 miesiące mnóstwo pieniędzy i wrócić na studia, a może... nie wyglądało to przypadkiem w ten sposób, że po przeczytaniu tego ogłoszenia jakaś cząstka Ciebie przejęła na sekundę całkowitą kontrolę nad Tobą i bez zawahania podjęła te decyzję? Co takiego niezwykłego było w wymogu o "eksponowanie seksownego wyglądu"? Czy gdyby ogłoszenie określało to jako "nienaganną aparycję", też by utkwiło Ci tak w pamięci? Też myślałabyś o tym chwilę przed zaśnięciem, albo czasami na jakimś bardzo nudnym wykładzie? Wszystko składa się w jedną całość, nikt Cię tu nie pozna, nikogo po powrocie do Polski drugi raz nie spotkasz, możesz być więc odważna... Właśnie to zaczęło przyciągać Cię tak, jak mitologiczne syreny biednych żeglarzy?
Ah...
to wcale nie tak?
Jesteś grzeczną dziewczynką, która podjęła zwyczają decyzję o dodatkowej pracy. Wcale się nie śmieję. Pomimo wyglądu modelki, miałaś tylko kilku chłopaków i z żadnym tego nie robiłaś. Czekasz do ślubu. Nie znam grzeczniejszej od Ciebie. Taka okazja na zarobek mogłaby się po prostu drugi raz nie przytrafić... Nieważne. Obudź się lepiej, bo ludzie czekają na drinki.
Na szczęście nikt nie zauważył, że pójście po serwetki trochę się przeciągnęło. Drinki na stolik trzeci już gotowe, zgarniasz je na tacę i wychodzisz. Wnętrze klubu wypełnia ciężki bas i zapach drogich perfum zmieszany z dymem. Balansując na swoich platformach, niesiesz tacę w stronę odpowiedniego stolika. Atmosfera wydaje się całkiem przyjemna, nie licząc trójki mężczyzn. Ślinią się do Ciebie aż nadto.
Zderzenie z rzeczywistością zaczyna weryfikować pewne rzeczy. Ten skandalicznie wyuzdany strój wcale Ci nie przeszkadzał, kiedy go zakładałaś. To przekonanie było na tyle silne; połączone z uczuciem, którego wcześniej nie znałaś, że jedynie brak świadomej akceptacji ratuje Cię przed poczuciem winy. Bo zaprzeczyć temu nie potrafisz.
W Twojej podświadomości zaczyna się wojna. Tego jak chcesz widzieć samą siebie z pokusami, które zaczynają Tobą targać. Wszystko na chwilę przerywa tylko zapamiętywanie numerów stolików i skomplikowanych zamówień na koktajle. Drugą stronę medalu opierasz na tym, że przecież nie robisz nic złego i po kilku miesiącach wrócisz do swojego starego życia. To jednak ostatnie cnotliwe myśli, których kurczowo starasz się trzymać. Wyraźne mrowienie, gdy mijasz loże gapiących się na Ciebie mężczyzn przechyla szalę zwycięstwa na drugą stronę w Twojej walce o siebie samą jaką znasz. Wysokie obcasy sprawiają, że ruchy Twoich bioder podczas roznoszenia drinków są jeszcze bardziej kocie i wyzywające. Delektujesz się poczuciem, że pochylona trochę bardziej niż to konieczne nad niskim stolikiem stawiając szklankę, karmisz głodne spojrzenia mężczyzn każdym centymetrem przesuwających się frędzli przy Twoich biodrach. Mężczyźni patrzą na Twoje pośladki jak na samo układające się do połowy puzzle z Twoją bielizną.
"Nice suit, hot stuff!" - nie sposób jest policzyć ile tekstów tego typu padło już pod Twoim adresem.
Im bardziej czujesz się rozbierana wzrokiem, tym szerzej się uśmiechasz. Mężczyźni uśmiechają się do Ciebie z kurtuazji, a kiedy się odwracasz pożarliby Cię oczami do samej kości. Do pełnego spełnienia brakuje już tylko tyle, żebyś faktycznie stała przed nimi naga... Wystarczy tylko, żeby ktoś zaczął Cię rozbierać...
...
Czerwona lampka ostrzegawcza. Czy to nie zaszło za daleko? Starasz się szybko przykryć tę myśl czymś innym... tak, za zarobione tutaj pieniądze, jak będziesz chciała możesz sobie kupić nowy samochód... i to całkiem niezły... i nie chciałbym przerywać Ci tych moralnych rozterek, ale trzeba podać kolejne zamówienie.
Trójka tych głośnych mężczyzn jest już kompletnie pijana i zaczyna zagadywać coraz śmielej.
"Hey Maya! U're from Poland, don't ya? I love Poland!" - mówi to gość, który jest zawsze najgłośniejszy, więc jest bez wątpienia liderem grupy. Zdawkowo odpowiadasz twierdząco uśmiechając się łagodnie i dochodzisz do stolika stawiając na nim tacę. Mężczyzna nachyla się w Twoim kierunku i kontynuuje:
"How about you come over here and give us a private show, hmm? We'll make it worth your while..." - jak to było... uważaj o czym marzysz, bo to może się spełnić. Niecałe dwie minuty temu fantazja o nagości był na samym szczycie Twojej piramidy Maslowa. Teraz piramida rozpadła się kompletnie po tym jak zachwiał się jej drugi szczebel. Pierwszy raz w życiu czujesz się tak doszczętnie sparaliżowana. Stres. Nadmiar kortyzolu błyskawicznie zatyka Twoje neurony, kiedy próbujesz przypomnieć sobie do kogo należał dany drink. Nie wiedząc jak je porozstawiać, patrzysz się mężczyźnie w oczy i przygryzasz dolną wargę, całkowicie zdradzając to jak jesteś pogubiona. Serio, to jest w tej chwili najważniejsze? Odnieś się lepiej do tego niestosownego pytania, które zadał mężczyzna! Zrób cokolwiek, oburz się, zaprzecz temu... Nie wiem czy Twoje milczenie jest spowodowane barierą językową, w co wątpię, mimo że nie posługujesz się płynnym angielskim... ale i tak jest już za późno. Zdradzę Ci, że dopiero po kilku dniach, analizując tę sytuację na spokojnie zrozumiesz, że wyglądało to jak podręcznikowe przyzwolenie. Będziesz do tego wracać, bo zapamiętasz ten dzień do końca życia, a to dopiero początek.
Mężczyzna analizując Twoją mowę ciała, nie czekał ani chwili dłużej. Przeciągnął w gwałtownym zrywie opuszczoną dłoń, nadając jej takiej mocy, że po klepnięciu Cię w prawy pośladek odskoczyła mu jeszcze wyżej zatrzymując się dopiero na jego ramieniu po przeciwnej stronie. Samo echo uderzenia stłumiło na moment bit muzyki grającej w tle. Wepchnięta w stolik odruchowo odskakujesz do tyłu.
"I included it to the tip, sweetie!" - rzuca piskliwie z uniesionymi brwiami do kolegów, którzy raz po raz wybuchają pijackim śmiechem.
Siła ekscytacji jaka Cię przeszywa na wskroś jest tak wielka i punktowa, że masz wrażenie jakby ktoś wcisnął Ci palec o wiele niżej pod brzuchem. Aż musisz to sprawdzić spuszczając głowę; opuszczasz ją w dół również ze wstydu. Zamiast uciec, stoisz tak jeszcze przez kilka sekund. Z premedytacją. Pozwalając im nasycić wzrok swoim zawstydzeniem. Poczuciem nagłego upokorzenia i strasznie piekącego pośladka.
Zostawiasz ich po chwili za sobą, dobrze bawiących się Twoim kosztem. Odchodzisz od nich jakby klepnięcie Cię w pośladek było tylko tekstem rzuconym na pożegnanie. Znajdujesz schronienie w kabinie toalety, siadasz przygarbiona zakrywając twarz. Nie myślisz kompletnie o niczym. To co się przed chwilą wydarzyło jest jak nieuleczalna choroba. Próbujesz jedynie zahamować jej rozwój pustką w głowie.
Po całkiem długiej chwili dociera do Ciebie, że nie będziesz w stanie od tego uciec. Prostujesz się i uderzasz pięścią w bok kabiny. Skoro wszystko o czym pomyślisz tak szybko się materializuje to wystarczy uznać to wszystko za zły sen. Chcesz, żeby to był tylko zły sen, ale tak na pewno nie jest. Bynajmniej nie musisz szczypać się w skórę, żeby się o tym przekonać. Pożar szalejący podczas zamieci śnieżnej w Twoim ciele; nabrzmiałe piersi, które uciska gorset tak jak resztę Twojego obolałego, zmęczonego ciała, to aż nadto wystarczający dowód na to że nie śnisz. Oczywiście Twój pobolewajacy pośladek też przypomina Ci... nie tylko o tym.
Nie masz ochoty ruszać się z miejsca, ale zmuszasz się żeby wyjść z kabiny i podejść do zlewu. Myślałaś o kontakcie z zimną wodą, zdjęłaś już nawet jedną ze swoich lateksowych rękawiczek, ale wielkie łazienkowe lustro za bardzo Cię przytłacza. Nie masz już jednak siły na zadawanie sobie pytań na temat tego kim jesteś, więc unikasz patrzenia na swoje odbicie.
Skoro uległość jest czymś, co tak bardzo Cię spełnia to... czy najrozsądniejszą decyzją nie wydaje się ulec temu uczuciu? Przesuwasz niewinnie frędzle swojej spódniczki. Po którymś razie śmielej. Kabaretki co chwila napinają się z boku i rozluźniają, kiedy przesuwasz ich oczka po materiale z mikrofibry.
Drzwi do łazienki rozchylają się szerzej. Ktoś pewnie wchodzi skorzystać z toalety - otrząsasz się. Zdejmujesz swoją drugą lateksową rękawiczkę zupełnie tak, jakby nic się wcześniej nie działo. Ta osoba jednak zatrzymuje się za Tobą i dociska Cię do glazurowej zabudowy umywalki. Patrzysz w lustro i doskonale wiesz, kim jest ta postać.
"Such a... nasty... little... whore..." - syczy do Twojego ucha mężczyzna. Dreszcze, które Cię przechodzą natychmiast podnoszą maksymalnie poziom tętna.
Drugi mężczyzna pojawia się znikąd. W jednej chwili obejmuje Twoją głowę ręką unieruchamiając ją; płasko i pewnie przystawiając dłoń do ust. Zgina przy tym łokieć, przyciskając Cię w ten sposób do siebie. Drugą ręką chwyta za Twoją szyję. Nie wciska w nią palców i ustawia dłoń wyżej, żeby nawet najmniejszy jęk nie wydostał się z Twoich ust, a poczucie koszmarnego dyskomfortu w żadnym stopniu nie łączyło się z utratą przytomności.
Patrzysz instynktownie w stronę wyjścia z łazienki próbując się wyrwać, ale nie zdaje się to na wiele. Widzisz tylko trzeciego mężczyznę, który całą swoją masą ciała przyciska drzwi. Mężczyzna z tyłu chwyta Cię za pośladek w który wcześniej Cię uderzył i wbija w niego palce.
"We won't stop at this one time..." - klepie go bezlitośnie jeszcze kilka kolejnych razy, a gdy mu się to w końcu nudzi zaczyna rozpinać Twój gorset. Kiedy jest już w połowie rozumiesz, że uścisk mężczyzny który Cię trzyma jest zbyt silny żeby go rozerwać, więc skupiasz się na utrudnianiu zadania mężczyźnie, który chce Cię rozebrać.
"You love being treated like this... Don't try to deny it." - mówi trzeci mężczyzna, który podchodzi teraz do Ciebie, wykrzywiając Twoje ręce do tyłu i unieruchamiając je.
"That's it... just stand there and take it..." - mówi zadowolonym głosem ich lider, który ma Cię teraz pod kontrolą. Szarpie za gorset, następnie wsuwa szorstko dłonie pod Twoje piersi pozwalając delikatnie wydostać się sutkom.
"Mmmm... Just lookit those tits men! Bet she's a wild ride, eh? I'd love to see her in action..." - mówi śliniąc się na ich widok.
"That's right! You're nothing, but a filthy little slut for use however we want." - mówi mężczyzna trzymający Cię za ręce.
"You like that, don't you? Getting used like a cheap whore's toy... what you really are!" - dodaje ten który trzyma Cię wyżej.
Ma rację – każda cząstka twojego jestestwa krzyczy z pragnienia. Gdybyś nadal uważała się za grzeczną, zostałabyś tylko oszukana przez swoje ciało, które gorliwie reaguje na ich bezpośredni dotyk i wulgarne słownictwo.
Nikt nie zauważa jak do łazienki wchodzi kobieta, która patrząc na to jak jesteś obściskiwana przez trójkę mężczyzn natychmiast wybiega. Jeden mężczyzna puszcza rękę z szyi i zajmuje się obmacywaniem Twoich piersi. Nie jest brutalny - robi to dość ostrożnie, ale na pewno nie jest przy tym delikatny. Drugi mężczyzna zmienia sposób unieruchamiania Twoich rąk na jedną rękę, by móc drugą złapać Cię bestialsko za pośladek - wpraszając się palcami pomiędzy drugi. Ich lider chwyta Cię za obrożę przy szyi i jednym ruchem szarpie w tył. Drugą ręką zmierza w rejony, którym poświęcałaś uwagę jak jeszcze byłaś sama. Wbija kciuk pod majtki, a resztą palców chwyta je z drugiej strony. Wyrywa je boleśnie wysoko, a po chwili zaczyna za nie szarpać chaotycznie we wszystkich kierunkach, aż udaje mu się w końcu dostatecznie rozerwać kabaretki. Odgina materiał na bok. Przeciąga szorstko palcami po Twoich cholernie ślizgich fałdkach.
"Guys! That dirty bitch is so fucking wet for us! Check it!" - krzyczy z ekscytacją, następnie dotyka Cię kolejny z nich.
"Look at her pussy... mmm... she's horny..." - dodaje drugi mężczyzna, szukając pulsującego kłębka nerwów na szczycie ud. Trzeci mężczyzna wkłada w Ciebie dwa palce próbując nimi zmierzyć Twój rozstaw.
"Fuck! She's tight! Gonna be even better when we stretch her out!" - te słowa zawisły w powietrzu jak groźba, która jest dowodem na to, że nie cofną się oni przed niczym. Motylki w brzuchu, które czułaś jeszcze na sali w klubie zostały stracone przez chmarę szerszeni, które odgryzły im skrzydła i zaczęły żądlić Cię od środka.
W ostatniej chwili otwierają się z hukiem drzwi, a do środka wparowuje ochroniarz klubu. Rozstawia mężczyzn po kątach, Ci zaczynają się tłumaczyć, że nic się tutaj nie wydarzyło; następnie wychodzą z łazienki. Daleko Ci do poczucia ulgi, ale zostałaś uratowana. Ochroniarz nie zatrzymał mężczyzn, żeby wezwać policję, ale najważniejsze że jesteś już bezpieczna. Próbujesz się w jakiś sposób ogarnąć, a on nagle chwyta Cię za nadgarstek i prowadzi pośpiesznie do jakiegoś pomieszczenia. Trochę dziwne zachowanie jak na rycerza w lśniącej zbroi, który ratuje księżniczkę z opałów. Historia się w tym momencie kończy. Jeżeli w jakiś sposób Cię uraziłem, wkładając te wszystkie dziwne myśli do Twojej głowy to bardzo Cię przepraszam, ale... ja mówiłem do Mai...

