Co do rodzinnych przygód.
Jak zaczynałem troszkę głębiej zagłębiać klimat bdsm, a były to lata 90te ( kurde stary jestem

), to zaniosło mnie do pewnej Pani w Katowicach. Kilka spotkań, sporo nauki i mnóstwo... Ale do rzeczy.
Któregoś razu, wychodząc, spotkałem swoją byłą dawno nie widzianą koleżankę. Padalismy,pośmialiśmy się i zaprosiła mnie do siebie. Kiedyś byliśmy w jednej paczce i trochę ciągnęło nas do siebie, ale nigdy się nic nie wydarzyło, bo kolega zawsze ją "obstawiał". Myślę czemu nie.
Śmiałem się, jak weszliśmy do tej samej klatki, z której wyszedłem 30 min wcześniej i już nieco mniej, jak wjechaliśmy windą na to samo piętro
Odetchnalem, jak podeszliśmy do dzwi, na przeciwko mieszkania, z którego wcześniej wychodziłem. Cóż, było miło tego wieczoru, bo nie było jej rodziców
Wychodzac, nadknalem się jednak, na wychodząca z naprzeciwka Panią.
Ten wzrok, ta chwila ciszy i skok ciśnienia, które przerwało beztroskie "cześć ciociu!" z za moich pleców.
Powiedziałem dobry wieczór i wsziaglom z "ciocią" do windy.
W windzie najpierw była cisza, a potem śmiech i komentarz, że może wpadnę na obiad w niedzielę, wyruchać resztę rodziny
