Seksualne trofeum?

Ostatnio pisałam z pewnym facetem i wspomniałam tylko, że kręci mnie odrobina odwagi i takie wychodzenie poza własną strefę komfortu. Niczego mu nie proponowałam ani do niczego nie namawiałam. A on… poszedł sobie na jakieś dwie godziny na spacer po okolicy w stroju Adama.

Do dziś nie wiem, czy bardziej podobało mi się to, że zrobił coś takiego z własnej inicjatywy, czy świadomość, że wystarczyło jedno niewinne zdanie, żeby facet potraktował je jak wyzwanie.

Nie wiem, czy można go nazwać moim seksualnym trofeum, ale przyznam, że przez chwilę poczułam się całkiem skuteczna.
