• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl

    Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.

Kopciuszek wersja współczesna

Kobieta

ZakochanaNimfa

Cichy Podglądacz
Nigdy nie lubiłam głośnych miejsc, dlatego co chwilę urywałam się z parkietu, by moje uszy mogły odpocząć.
-Cholera.- zaklęłam pod nosem, kiedy po raz piąty, a może dziesiąty straciłam równowagę na cholernych szpilkach. - kto by to liczył?
Ludzie kręcili się przed wejściem do klubu, z którego dudniło głośną muzyką, a kolorowe światła rzucały dziwne cienie na pustą ulice. Jeśli się nie mylę, było około 1 w nocy, wyjątkowo ciepła noc i wyjątkowo ciemne niebo. To było to, za co najbardziej kochałam lato.
Usiadłam na murku kawałek od wejścia, ściągnęłam czarne szpilki by ocenić w jakim stanie są moje stopy. A buty położyłam obok siebie, zaklinając w myślach by zamieniły się w trampki. Ewentualnie kapcie.
Moja zdecydowanie zbyt obcisła, czarna sukienka podjechała do góry odsłaniając prawie całe uda. Nie jest to krój na moją figurę, coś takiego powinny nosić panny szczuplejsze niż ja. Jednak było to życzenie mojej koleżanki, więc nie miałam jak odmówić i tym trafem jestem tutaj.
Sięgnęłam do torebeczki przewieszonej przed moje ramię, rozmiaru tak mikro że nie mogłam wyciągnąć paczki papierosów. Kiedy szarpnęłam, impetem strąciłam jedną szpilkę na ziemie, która pokulała się dalej.
Przewróciłam oczami i zapaliłam papierosa. Nie zdążyłam się zaciągnąć, a przede mną stanąłeś ty.
Twój wzrok sprawił, że mój żołądek fiknął koziołka.
-Masz kopciuszku, możesz wracać na bal.- powiedziałeś i podałeś mi, mój chwilę temu uciekający but.
Zamrugałam szybko.
-Dzięki.-rzuciłam lekko (mam nadzieję)- Ale kopciuszek na bal nie wraca.- odłożyłam szpilkę obok siebie.
-Ktoś cię wystawił, czy może wręcz przeciwnie? Zbyt obłapiał?- Twój uśmiech wywołał u mnie to dziwne uczucie, które pamiętałam z czasów gimnazjum.
-To po prostu hm... nie mój klimat.- obejrzałam się na wejście i wzruszyłam ramionami, biorąc kolejnego bucha.- Ale tobie życzę dobrej zabawy.
-Tak się składa, że też znam sposoby na lepsze spędzenie nocy.- puściłeś mi oczko, mój żołądek tym razem zrobił salto. Mimowolnie przeniosłam wzrok na twoje ramiona, które opinały się pod dobrze dopasowaną koszulką.
Kiedy wzrokiem wróciłam do twoich oczu, zauważyłam że spoglądasz na moje uda.
Zawstydziłam się i poprawiłam sukienkę, by zasłonić co nieco.
-Zimno ci?-zapytałeś widząc jak naciągam i tak za krótką sukienkę.
-Tak.- rzuciłam, po czym mentalne puknęłam się w czoło. Noc w dużym mieście, w samym środku lata, kiedy w dzień padł rekord wysokiej temperatury.
Zdziwiłeś się, ale nie bardzo. Prawie niespostrzeżenie, nie zauważyłabym gdyby nie lekkie drgnięcie kącika ust.
-Widziałem cię.
-Gdzie?
-Na parkiecie.- wsadziłeś ręce w kieszenie spodni.-Byłaś z koleżankami, które bardzo chciały zaciągnąć cię do tańca.
-Zgadza się.- przekrzywiłam głowę, a jeden kosmyk długich włosów, uwolnił się z upięcia i opadł mi na twarz.
Siedzieliśmy tak chyba z godzinę, śmiałeś się bardzo kiedy rzuciłeś że jestem z koleżankami na wieczorze panieńskim, a ja poprawiłam że to impreza rozwodowa.
Ja śmiałam się bardzo, kiedy się okazało że zgubiłeś kolegów na swoich, własnych urodzinach. Rozmawiało się nam tak dobrze, że zaproponowałam tobie opicie urodzin u mnie w mieszkaniu. Zgodziłeś się, bo mówiłeś że te drinki w klubie to siki, chlor i trutka na szczury. Nie wnikałam skąd pomysł na tę mieszankę.
Chwilę po 2 drugiej w moim małym mieszkaniu otwarły się drzwi, w których mnie przepuściłeś.
Nigdy nie byłam perfekcyjną panią domu i nigdy nie planowałam żeby tak było. Na oparciu kanapy leżał ręcznik, para stringów i dżinsy. Na stole między kanapą, a telewizorem, stały kwiaty, dwa kubki po herbacie i kilka kosmetyków. Rzuciłam szpilki w kąt zaraz przy wejściu, które odbił się od ściany i opadły bezwładnie. Zgarnęłam kubki, nalałam wina i otwarłam drzwi balkonowe, byśmy mogli oddychać świeżym powietrzem.
Kiedy siedzieliśmy na kanapie, pochłonięci zerkaniem na siebie ciepły, nocny wiatr owiewał twoje plecy, a moją twarz. Twój uśmiech sprawiał że miałam motyle w brzuchu i chwilową gorączkę. Kiedy dotknąłeś mojego kolana, poczułam ciężkie, ale przyjemne ciepło w dole brzucha. Zaczęłam spoglądać na twoje usta, a ty na moje.
Nie wiem, kiedy zdążyliśmy odłożyć kieliszki. Usiadłam okrakiem na twoje kolana, wpiłeś się w moje usta, rozpinając sukienkę na plecach. Wplotłam dłoń w twoje włosy i z głośnym oddechem przyciągnęłam bliżej.
W tym momencie, nie istniał dla mnie świat, byłeś tylko ty i ja. Tylko to co między nami. Miałam wrażenie że moje ciało idealnie wpisuje się w twoje. Nie miałam nic przeciwko, kiedy ściągnąłeś ze mnie sukienkę. Ja ściągnęłam twoją koszulkę. Delikatnie, ale zdecydowanie przeciągnęłam dłonie po twoich plecach, zagłębiając się w zakamarki jakie rysowało twoje ciało.
Położyłeś mnie na kanapie, kiedy rozpinałeś pasek, ja ściągnęłam majtki. Przypadłeś do mnie i mocno pocałowałeś. Twoje usta były wszędzie, na mojej szyi, piersiach, ramionach, mostku i brzuchu.
Podniecenie i chęć bliskości rozpaliła mnie do granic wytrzymałości. Po chwili byłeś już we mnie. Cicho stęknęłam i wbiłam paznokcie w twoje ramiona.
Nie liczyłam czasu, cieszyłam się chwilą pełną namiętności, pożądania i bliskości. Kiedy to ja usiadłam na Tobie, rozplotłam włosy, chwyciłam twoją brodę i pocałowałam. Po chwili moja przyjemność osiągnęła szczyt, odchyliłam się do tył. Położyłeś dłoń na mojej piersi i pieściłeś, kiedy sam osiągnąłeś szczyt.
Chwile później zasnęłam. Kiedy się obudziłam, po najlepszym seksie w swoim życiu. Ciebie już nie było, słońce wisiało już kawałek od horyzontu, a na ulicy robiło się gwarno.
Westchnęłam ciężko, kiedy narzuciłam na siebie rozciągniętą koszulkę, ledwo zakrywającą moją pupę.
Wyszłam na balkon, oparłam się o barierkę i zapaliłam papierosa. Czułam się dziwnie, miałam mieszane uczucia. Nie żałowałam ani jednej chwili z całej tej nocy, oprócz momentu kiedy wyszedłeś.
Odwróciłam się od ulicy, opierając łopatki o barierkę i przeciągając się. Rzuciłam okiem na środek mieszkania. W kącie gdzie kilka godzin wcześniej wrzuciłam swoją, cholerną parę szpilek, była tylko jedna.
W tym momencie uśmiechnęłam się sama do siebie, bo miałam jakieś dziwne przeczucie, że jeszcze się spotkamy
 
Kobieta

ZakochanaNimfa

Cichy Podglądacz
Weselny kopciuszek.



-Nie do wiary, że nie wzięłaś sobie nikogo do tańców.- pokiwała głową z dezaprobatą moja mama.- Co ty zamierzasz robić na tym weselu?
-Chlać.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wygładziłam fioletową, rozkloszowaną sukienkę na udzie.
Kogo niby miałam zaprosić do cholery? Nie mam chłopaka i nie mam parcia by go mieć. Kolegę? Ta... żeby matka mi grała marsz weselny podczas całej kolacji. Wolę już iść sama, przez pierwszą chwilę nasłuchać się o tym, jak to nie wypada by w tym wieku być singlem, a potem wódka załatwi sprawę.
Wysiedliśmy z samochodu, pod gospodarstwem na jakimś końcu świata. Moja kuzynka i panna młoda, lubiła takie klimaty. Wieś, dużo przestrzeni, lasy i pola dookoła. Miało to swój urok, powietrze było czyste i było gdzie uciec od tłumu.
Na całą imprezę zjawiło się chyba 200 osób. Praktycznie nikogo nie znałam. Zanim cała impreza oficjalnie się zaczęła, poszłam zanieść swoją torbę do pokoju w którym miałam spać. Nic specjalnego, duże łóżko, mała łazienka, szafka i lampka między łóżkiem, a oknem naprzeciwko wejścia. Klimat totalnej wsi, dużo drewna i namalowanych kwiatów. Łazienka elegancka, nowoczesna z dużą kabiną prysznicową.
Rozmarzyłam się myśląc o gorącym prysznicu, po całonocnej popijawie.
Kiedy wesele ruszyło, okazało się ze para młoda postanowiła podzielić gości na kilka stołów. Mi trafiło się miejsce, wśród przyjaciół młodych. Dzięki temu miałam z kim rozmawiać. Bardzo szybko przeszliśmy do wznoszenia toastów.
Na papierosa wyszłam chyba 7 razy, kiedy zaczęło się już ściemniać. Musiało być już po 21.
Usiadłam na bujanej ławce między drzewami, nie wiele osób wyhaczyło to miejsce, bo byłam tutaj totalnie sama.
Pod ławką było tyle wydeptanej ziemi, ze nawet z moim wzrostem bujałam nóżkami jak dziecko. A moje baleriny obsunęły się z pięt i wesoło zwisały na samych palcach stóp.
Kiedy zaciągałam się papierosem, wspomniałam nasze pierwsze i ostatnie spotkanie pod klubem. Twój niesamowity uśmiech i jeszcze lepszy seks.
Przyjemne ciepło z ciarkami zalało moje ciało. Spojrzałam na ciemniejące niebo, biorąc kolejnego bucha.
Przez przypadek rozbujałam się o wiele za bardzo, jak na tę skromną ławeczkę, a jeden z moich butów poleciał z impetem w stronę krzaków.
-Cholera.-usłyszałam z miejsca gdzie przed chwilą wylądował mój but.
Z cienia wyszedłeś ty. Z wrażenia o mało nie spadłam z ławki, w rękach trzymałeś mój but. Byłeś ubrany niesamowicie elegancko, w dobrej jakości, drogi garnitur. Marynarkę niedbale przerzuciłeś przez ramię.
-Może pani nie rzucać butami...-tutaj nasz wzrok się spotkał.- To ty.
-Musimy przestać się tak spotykać.- zaśmiałam się, kiedy stanąłeś naprzeciwko mnie.
-Musisz przestać rzucać we mnie butami.
-Nie wiem, czy będę potrafiła.- zarumieniłam się, chowając twarz między ramieniem, a rozpuszczonymi włosami.
Wtedy ty klęknąłeś naprzeciw mnie, delikatnie ująłeś moją stopę i nasunąłeś zaginionego buta. Spojrzałeś w moje oczy, po chwili znowu na stopę i złożyłeś mokry pocałunek na mojej kostce.
Moje trzewia wyskoczyły w kosmos, miałam wrażenie że stanę w żywym ogniu.
Usiałeś koło mnie na ławce.
-Wiec... Jak to się stało, że oboje znaleźliśmy się na tym samym weselu?
-Jak to się stało, że nadal nie oddałeś mi szpilki, którą ostatnio sobie pożyczyłeś?
-Moje życie nie jest tak proste, czy oczywiste.- puściłeś mi oczko.
-A co? Jesteś tajnym agentem? Czy może masz żonę, szóstkę dzieci i kredyt na 30 lat?- zażartowałam, a ty ewidentnie się zmieszałeś. Przetarłeś dłonią swoje czoło.
-Wiesz... muszę coś Tobie wyjaśnić, ze względu na naszą ostatnią noc i...
-Tutaj jesteś!- rozmowę przerwała nam długa, smukła, piękna kobieta. Obdarzona w spory biust, długie, blond włosy luźno puszczone po plecach.- A co ty tutaj robisz?
Zawiesiła wzrok na mnie, ale nie ja byłam odbiorcą pytania. Kobieta zakołysała szczupłymi biodrami pod czerwoną, długą i dobrze przylegającą sukienką.
Ja w porównaniu do niej, wyglądałam jak dziecko z komunii. Moja fioletowa sukienka do kolan, bez ramiączek z sporym dekoltem była jak z lumpeksu, gdzie ona wyglądała jakby właśnie zeszła z pokazu mody.
-A widzisz... zapoznaje się z rodziną od...
-Panny młodej.-dodałam uprzejmie, uśmiechając się.
-A kochanie, ale ty jesteś tylko kolegą pana młodego, to nie twoja rodzina.- dodała blond bogini i chwyciła ciebie za dłoń ciągnąc- Musimy zatańczyć.
Obejrzałeś się na mnie kilka razy, kiedy ona ciągnęła cię do środka.
Zimne poty oblały mnie, a dreszcze nie były już tak przyjemne, jak chwilę temu kiedy całowałeś moją nogę.
Z podkulonym ogonem wróciłam na sale, zajęłam swoje miejsce i obserwowałam parkiet kiedy blond-suka obracała cię w rytmach weselnych piosenek. Co chwilę nasz wzrok się spotykał. Za każdym razem kiedy widziałam twoją doń na jej plecach, biodrze czy pośladku, czułam jak zazdrość rozrywa mnie od środa. Przypomniały mi się sceny, kiedy miesiąc temu te same dłonie muskały moje ciało. Kiedy śmiałeś się z jej żartu, przypominały mi się wszystkie nasze żarty sprzed miesiąca, a kiedy ją pocałowałeś.. przypomniało mi się, jak całowałeś mnie.
Z chłopakami z stołu wzniosłam 3 szybkie toasty, jeden z nich poprosił mnie do tańca. A ja będąca na parkiecie, to ja będąca bliżej ciebie. Więc zgodziłam się natychmiast.
Kiedyś uczyłam się tańczyć, więc by ruszyć nogami i biodrami, nie było dla mnie problemem. Kolega obrócił mnie trzy razy, przyciągnął i przytrzymał blisko. Muszę przyznać że brzydki nie był i pachniał pysznie, ale wzrok miałam skupiony cały czas na tobie.
Ty nie byłeś dłużny i miedzy innymi parami twój wzrok nadal szukał mnie. Poczułam że mam pewną przewagę i kiedy byłam pewna że mnie obserwujesz pocałowałam mojego partnera tańca, mocno i namiętnie.
Kiedy skończyłam pocałunek, ty zostawiłeś swoją partnerkę i wyszedłeś.
-Może to powtórzymy?- zapytał mój partner
-Nie.-rzuciłam i wróciłam do stołu.
Było około 4 rano, miałam dość już całej imprezy, dramatów i tym bardziej tańców.
Blond-suka kręciła się dookoła stołu numer 4 i rozmawiała z innymi, sądziłam że ty musisz być gdzieś blisko.
Wyszłam z sali i zaczęłam zmierzać do swojego pokoju. Do przejścia miałam kawałek między krzewami. Zapaliłam papierosa, wzięłam bucha i nagle poczułam mocny uścisk na swoim ramieniu.
-Co ty sobie wyobrażasz?!- wysyczałeś przez zęby patrząc mi prosto w oczy.
-Bawię się, a co?- odczułam straszną satysfakcję z twoje stanu.
-Musisz się tak odnosić? Wchodzić językiem komuś do gardła?
-Aha!- wyrwałam się z uścisku i ruszyłam swoją drogą dalej.-O to ci chodzi.- pociągnęłam bucha.- Tak się składa, że tobie akurat jestem gówno winna tłumaczenia. Jestem singielkom i mogę sobie lizać kogo mi się podoba!
Włożyłam klucz do drzwi swojego pokoju i przekręciłam go w zamku. Odwróciłam się w twoim kierunku. Dogoniłeś mnie i stanąłeś na przeciwko, bardzo mocno oddychałeś.
Miałam nadzieje że ludzie z pokoi obok nie będą nas słyszeć. Staliśmy tak w mroku, na świeżym powietrzu, w obcym miejscu. Czując do siebie ogromne pociąganie, ale wiedząc (już oboje) że nie wypada nam.
Chwyciłeś mnie za gardło i przyparłeś do drzwi. Nie bałam się, ufałam ci. Spojrzałam w oczy, na mikro sekundę, bo chwilę później mnie całowałeś.
Tak mocno, że brakowało mi wdechu. Twoje usta były mokre, ciepłe i pełne pożądania. A tym pożądaniem byłam ja.
Lewą ręką nacisnęłam klamkę i wpadliśmy do mojego pokoju.
Nie odrywając się od siebie, zaczęliśmy rozbierać. Kopnąłeś drzwi, które zamknęły się z hukiem. Moja sukienka upadła na ziemie, podniosłeś mnie i oparłeś ścianę. Zacząłeś namiętnie pieścić moje piersi, jęknęłam głośno. Nie przeszkadzało to tobie.
Kiedy ściągałeś swoje spodnie, ja zrzuciłam stringi niedbale na ziemie, po czym ściągnęłam twoje bokserki i rzuciłam cię na łóżko. Opadłeś dając mi przyzwolenie na moje pomysły. Usiadłam na ciebie okrakiem, ocierając się moją kobiecością, a o twoją męskość.
Całowałam twój tors i schodziłam co raz niżej.
Kiedy dotarłam do twojego penisa i włożyłam go do ust, nie czekałeś długo. Podniosłeś mnie, położyłeś na łóżku, rozszerzyłeś moje nogi i zapakowałeś się do środka.
Jęknęłam, znowu głośno, znowu ci to nie przeszkadzało. Chwyciłam się mocno twojego karku, chyba wbiłam ci paznokcie bo cicho stęknąłeś. Teraz poczułam jak bardzo za tym tęskniłam, jak bardzo czekałam. Teraz już wiem, dlaczego masturbowałam się o wiele częściej i dlaczego zawsze do twojego obrazu.
Moje nogi położyłeś sobie na ramionach, dzięki temu mogłeś wchodzić głębiej i mocniej. Zagryzłam swoją dłoń, by nie krzyczeć z rozkoszy jak mnie przepełniała.
Twoje ruchy były co raz bardziej intensywne, mocniejsze i gwałtowniejsze. Aż znieruchomiałeś, poczułam pulsujące ruchy w sobie. I opadłeś na łóżko obok mnie. Oboje dyszeliśmy, leżąc nadzy w ciemności, patrząc w swoje oczy.
-Chciałbym zostać, ale nie mogę.-wydyszałeś.
-Wiem.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.- Cieszę się, że znowu się spotkaliśmy.
-Nawet nie wiesz ile o tobie myślałem.- usiadłeś wciągając spodnie.
-Nie wiem.-przyznałam rację, podpierając się na łokciu. Moje nagie piersi zakołysały.
Obróciłeś się w moim kierunku, patrzyłeś na mojego nagie ciało.
-Nawet nie wiesz, ile rzeczy chciałbym z tobą jeszcze zrobić.- pochyliłeś się o pocałowałeś moje biodro.
-Nie wiem.-przyznałam rację. Obróciłam się na plecy, przycisnęłam twoją głowę do mojej wulwy.-Pokaż mi.
Złożyłeś długi, namiętny pocałunek na mojej łechtaczce, po czym ubrałeś się, obiecałeś że jeszcze się zobaczymy i wyszedłeś.
Wtedy już było prawie jasno, poszłam wziąć długi, gorący prysznic. Wiedziałam że tej nocy, to nie ja byłam sama.
 
Kobieta

ZakochanaNimfa

Cichy Podglądacz
Kopciuszek w burzy.


Przez następne dwa tygodnie, po naszym weselnym spotkaniu w moim życiu nie działo się nic specjalnego.
Siedziałam w pracy, z nogami opartymi o biurko , patrząc na korony drzew za oknem i przygryzłam ołówek. Był koniec lipa i mimo pięknego słońca wiedziałam że będzie burza. Nie było to podyktowane moim instynktem, a raczej pracą.
Kiedy w gimnazjum oświadczyłam że zostanę meteorologiem, rodzice byli bardzo dumni, a koledzy z klasy nie wiedzieli co to w ogóle jest. A teraz 15 lat później siedzę, sprawdzam modele i wszelkie inne dane, wydając ostrzeżenia. Sezon burzowy w Polsce zaczynał się 1 marca i trwał do 30 września, chociaż swoje apogeum osiągał zazwyczaj w sierpniu.
Ten rok nie wydawał się odbiegać od normy, która od kilku lat i tak została mocno zawyżona. Ostre i gwałtowne zjawiska pojawiały się co raz częściej i trwały co raz dłużej, niosąc za sobą opłakane skutki. To moja praca miała dać jakąś szanse ludziom na to, by mogli się jakoś przygotować. Pytanie brzmi tylko, czy człowiek jest w stanie przygotować się na całkowite zniszczenie swojego życia w przeciągu minuty?
Poczułam ukłucie w żołądku, co prawda to nie moje życie uległo zniszczeniu dwa tygodnie temu, ale uczucie były podyktowane mocną zazdrością.
Dlaczego to ona mogła cię mieć, a nie ja?
Dlaczego tamtą noc wolałeś spędzić ze mną, a nie z nią?
Dlaczego nadal nie oddałeś mi buta?
-A co ty tu nadal robisz?- głos koleżanki wyrwał mnie z zadumy.
-He?-odparłam ściągając nogi z biurka.- Pracuje? Tak myślę.
Obejrzałam się na dziewczynę stojącą za mną, która właśnie poprawiła dużą, różową torebkę na ramieniu. Ściągnęła białą, obcisłą sukienkę prostując ją na udach.
-Jest już po 15, nie mów że zostałaś pracoholikiem.- zaśmiała się, po czym odgarnęła ciemne blond włosy na ramię.
-Już ta godzina.- powiedziałam bardziej do siebie niż do niej. - Wybacz, zamyśliłam się.
-Dobra, dobra.-machnęła dłonią.- Już ja wiem, że o jakimś przystojniaku myślisz.
Przewróciłam oczyma, po czym wzięłam swój ściągany na sznurki pleckach i spakowałam do niego ostanie wydrukowane zdjęcia satelitarne. Zawsze lubiłam mieć zdjęcia do porównania kiedy podglądałam burze dalej w domu.
Kiedy weszłam do nowoczesnej windy, przejrzałam się w lustrze. Dlaczego nie umiem ubierać się jak reszta kobiet w moim wieku? Zamiast miniówek noszę długie, dżinsy, dzwony. Zamiast dużego dekoltu luźną, ale którą bluzkę, która ledwo zbiegała się z spodniami odsłaniając skórę z brzucha. Zamiast markowych torebek, to pojemne plecaki. Ale taki już miałam styl, taka właśnie byłam.
Rozwiązałam swój wysoki kucyk, dając wytchnięcie włosom i podrapałam się po czubku głowy. w tym momencie moja komórka zawibrowała, dając sygnał jakiegoś powiadomienia. Wyciągnęłam telefon, odblokowałam i zobaczyłam wiadomość z nieznajomego numeru.

Wiadomość:
Od wesela cały czas o tobie myślę, mam nadzieję ze ty o mnie też.

Potknęłam się o próg, wychodząc z windy. Już miałam całować posadzkę, kiedy ktoś przytrzymał moje ramiona i postawił do pionu.
-Uważaj, bo się poobijasz!-usłyszałam męski, roześmiany i niski głos. Moje oczy spotkały się z falą błękitu morskiego bijącego z jego oczu. Uśmiechnięta i nieogolona twarz, mogła liczyć o jakieś 10 lat więcej ode mnie.
-Dziękuję... Ja... zapatrzyłam się.-odpowiedziałam pokazując telefon w ręce.
-No oby ta wiadomość, była warta obitych kolan.-uśmiechnął się i wszedł do windy. Odprowadziłam go wzrokiem, jakoś dziwnie starając się zapamiętać jak wygląda.

Po chwili wróciłam do sms, który nadal widniał na ekranie mojego telefonu. Czytałam to jedno zdanie chyba 30 razy i nadal nie dowierzałam. Podejmowałam właśnie setną próbę odpowiedzi, kiedy przepychałam się między ludźmi na chodniku.

Tekst:
Oczywiście że myślę...
Jesteś desperatka, czy jak?-puknęłam się w czoło

Tekst:
Kim jesteś?
Żeby pomyślał że pomylił numer?-przewróciłam oczyma

Tekst:
Może...

SMS:
Może gdzieś wyjdziemy?
Kolejna wiadomość. Najwidoczniej za długo odpisywałam.
10 minut później siedziałam w kawiarni na płycie starego rynku, turyści przemieszczali się grupami, robiąc zdjęcia pomników i starych, pięknych i kolorowych budynków. Usiadłam w kącie, przy czerwonych kwiatach, by mieć widok na ciebie, kiedy będziesz tu iść.
Zdążyłam wyperfumować się 5 razy, tak... na wszelki wypadek i zamówić sobie piwo.
w pewnym momencie zauważyłam długie nogi, w dobrze dobranych dżinsach, białą koszulę i... całkiem smutną, twoją minę. Koło ciebie szła ona... blondsuka. Tak samo zajebista jak dwa tygodnie temu, ale tym razem miała na sobie obcisłe dżinsy, bluzkę bez ramion w kolorze wściekłego różu i puszczone luzem włosy.

No kurwa, bez jaj.-pomyślałam.
Składam reklamacje, pierdole... nie robię.

Zanim zbliżyliście się bardziej, do blondsuki podleciały dwie inne, mega podobne które witały się jak stado mały piesków. Blondsuka nawet na ciebie nie spojrzała, kiedy oddalała się z swoją świtą w przeciwnym kierunku. Nadal słyszałam ich piski, jestem pewna że podchodziły o tony tak wysokie, że słyszały je już tylko delfiny.

Podszedłeś do mnie, od razu wyglądałeś lepiej. Za to moja mina, musiała wyrażać bardzo dużo. O wiele więcej niż bym chciała.
-O cholera...- powiedziałeś cicho stajać nade mną.- Widzę ze humor nie bardzo dopisuje. -dodałeś siadając koło mnie, swoje krzesło przysunąłeś jeszcze bliżej mniej.
-Po jakiego grzyba ciągnąłeś tutaj, tą blond... dziewkę.- ugryzłam się w język i pociągnęłam duży łyk zimnego piwa.
-Aaa...ona.-zmieszałeś się.
-Słuchaj, nie bardzo rozumiem jak to ma wyglądać.-zaczęłam spoglądając na ciebie.- Nie żeby mi zależało na pierścionku i przysiędze małżeńskiej. Ale może fakt tego że lecisz na dwa front, mógłby być mniej oczywisty.
-Tobie mógłbym dać pierścionek.- tym mnie zabiłeś, zamarłam, sparaliżowało mnie. Dopiero kiedy niespodziewanie złożyłeś pocałunek na moich ustach, wrócił do mnie życie.
-Co do chuja!- krzyknęłam bardziej niż bym chciała. Ludzie obejrzeli się na nas, speszyłam się i schowałam twarz w dłoń.
-Myślałem że...
-No właśnie, nic nie myślałeś.-powiedziałam już dużo spokojniej.-Przecież to nie może być tak, że idąc spotkać się ze mną prowadzasz swoją dziewczynę obok.- miałam wrażenie że serce zaraz pęknie mi z żalu. Nie chciałam mówić "swoja dziewczynę", to ja chciałam być jego dziewczyną.
-Ale to totalnie nie tak.
Dość, mam dość. Więcej nie wytrzymam, nigdy nie chciałam być tą drugą... chociaż wcześniej mi nie przeszkadzało. Nie chciałam być JEGO drugą. Chciała być pierwszą i jedyną. A on byłby moim jedynym. Nigdy z nikim nie miałam, tak dobrego porozumienia.
Wstałam i zaczęłam iść energicznym krokiem w kierunku domu.
-Czekaj!-słyszałam twój głos za tobą. Ale za długo dawałam z siebie robić już kretynkę.
Zdążyło się już solidnie zachmurzyć, a ulice opustoszały. Kiedy szłam wściekłym i rozżalonym krokiem, próbowałam odpalić papierosa. Zaczęło padać, to sobie zapalę...
Chwilę później już grzmiało i lało. Przemokłam totalnie cała, kiedy próbowałam trzęsącymi rękami wpisać kod do bramy. Udało się gdzieś za szóstym razem, weszłam do starej kamienicy, zaczęłam się wspinać po skrzypiących, drewnianych schodach.
-Poczekaj...-usłyszałam twój głos z dołu. Odwróciłam się, byłeś mokry tak samo jak ja, tylko wyglądałeś lepiej. Twoje ciało pięknie opinało się na mokrej koszuli.- Daj mi wytłumaczyć.
Zagryzłam wargi i znowu zaczęłam się trzęść.
-Nie chce cię słuchać, ale dam ci się wysuszyć.- zaprosiłam go ruchem głowy do góry.

Kiedy weszliśmy do mieszkania, od strony balkonu wiał chłodny, wilgotny wiatr, który roznosił zasłony po połowie pokoju. Zrzuciłam mokre buty i plecak przy wejściu i poszłam zamknąć okna. Deszcz nadal lał i nie zapowiadało się na to, by miało szybko minąć. Czyli moja prognoza sprawdzała się w 100%
-W łazience, na pralce są świeże ręczniki. Nie krępuj się.- rzuciłam nie patrząc na ciebie.
-Dzięki.-odpowiedziałeś wchodząc do środka z miną zbitego psa.
Kiedy brałeś prysznic, ściągnęłam mokre ubrania... czyli dosłownie wszystko. Zawinęłam się ręcznikiem i wstawiłam wodę na herbatę.
Jestem zła, nie wiem co myśleć i czuje się zraniona... ale chamem nie jestem i herbatę zrobię.
Wyszedłeś z łazienki przewinięty ręcznikiem w pasie, mimowolnie spojrzałam na twój tors i poczułam jak moje sutki stają się twarde z podniecenia.
-Robię ci herbatę.-poinformowałam, kiedy postawiłam dwa kubki na wyspę przed tobą.
-Dziękuje, nie trzeba.
-Zwariowałeś, zmokliśmy jak cholera.- pomyślałam o tym, jak śmiesznie musiało to wyglądać z boku. Ja biegnąca do domu z wielkim fochem i on, biegnąć za mną, proszący bym się zatrzymała.
Roześmialiśmy się, jakbyśmy myśleli o tym samym.
-Słuchaj, to na prawdę nie tak... jak się wydaje.- zacząłeś obracając kubek w dłoniach.
-Przestań... To nie moje życie- chociaż moje uczucia- tylko twoje. A ja nie będę ci mówić co masz robić, jak i dlaczego. To Twoje sprawy.
-Tak, ale...-spojrzałeś mi w oczy, a ja w twoje i totalnie przepadłam.
Nie wiem kiedy znalazłeś się tak blisko mnie i całowałeś moje nagie ramiona. Czułam twój język przesuwający się po moim obojczyku. Zaraz potem pocałowałam cię mocno, zakładając ręce na twój kark, jakbyś czytał mi w myślach posadziłeś mnie na blacie przed sobą.
-Chcesz tego?-zapytałeś miedzy pocałunkami.
-Chcę.-wysapałam kiedy, postanowiłeś pocałować moją szyję.
-Bardzo?
-Bardzo.- zrzuciłeś ze mnie ręcznik.
Schodziłeś z pocałunkami co raz niżej, nie zapomniałeś po piersiach. Zassałeś moje sutki mocno i namiętnie, kiedy rozszerzyłeś moje nogi. W myślach błagam o to byś podrażnił moją łechtaczkę. Położyłam się na wyspie kuchennej strącając kubek z herbatą, który się rozbił. Chyba go lubiłam, ale teraz to chuj z tym.
Całowałeś moją wewnętrzną stronę ud, kiedy bardzo mocno zagrzmiało. Przez to trochę się spięłam i spojrzałam w stronę okna.
-Boisz się?-zapytałeś, kiedy twój język ślizgał się po mojej skórze.
-Nigdy-odpowiedziałam i akurat w tym momencie, zdecydowałeś wślizgnąć się głębiej we mnie. Poczułam, twój mokry, ciepły język na łechtaczce. Wzięłam głęboki oddech, głośno jęknęłam. Chciałam przyłożyć swoją dłoń do ust, by nie być taką głośną. Ale ty chwyciłeś mnie za dłoń i przyparłeś ją do blatu.
Twój język robił cudowne rzeczy ze mną, ciężko było mi uleżeć, kiedy doszłam oderwałeś się na chwile, po czym namiętnymi i mokrymi pocałunkami wróciłeś to moich ust. Przywarłeś do mnie, tak mocno że z trudem mi się oddychało.
Podłożyłeś dłoń pod moje plecy i podniosłeś mnie do pozycji siedzącej. Zsunęłam się trochę z blatu i poczułam jak wchodzisz we mnie. Zacząłeś szybko się poruszać, odchyliłam głowę i jęknęłam.
Nigdy w życiu nie uprawiałam seksu w swojej kuchni... w żadnej kuchni.
Twoje ruchy były co raz bardziej intensywne, co raz bardziej gwałtowne.
-Poczekaj.-powiedziałam. Zdziwiony zaprzestałeś akcji.
Odwróciłam się tyłem, opierając swoje nagie piersi o zimny blat, przeszedł mnie dreszcz. Nie czekałeś długo i wsunąłeś się we mnie, przy okazji gładząc moją łechtaczkę ręką. Czułam jak kant blatu wbija mi się w brzuch, jak piersi robią się zimne, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Chciałam cię mieć tylko więcej, mocniej i głębiej.
-Mocniej.- wyjąkałam.
-Tak?-zapytałeś i dołożyłeś wszelkich starań bym poczuła się wypełniona. Jeszcze kilka takich mocnych ruchów, które właśnie zrobiłeś i dojdę. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz i fale przyjemności, z twojej strony poczułam to samo. Poczekałam aż skończysz we mnie.
Później piliśmy z jednego kubka, już nie tak ciepła herbatę (ale kto by się tym przejmował, skoro nam było znowu gorąco) , siedząc nago w kuchni. Opowiedziałeś mi o swojej pracy, o tym jak ciężko być programistą. Ja opowiedziałam ci o prognozach i ostrzeżeniach... Więc ogólnie, taaak...Można powiedzieć że odbyliśmy najnudniejszą rozmowę o pogodzie.
Po kilku godzinach wyszedłeś, mówiąc że masz coś do załatwienia. Ja znowu zostałam sama, ale nie samotna.
Nadal nie wiedziałam, co z blondsuką, ale nie musiałam wiedzieć.
 
Mężczyzna

Zimorodek

Cichy Podglądacz
Ale burza ! No świetnie tylko za krótko ! :)
Bardzo ciekawa ta Twoja historia i wciągająca. Czekam z zainteresowaniem na ciąg dalszy 🌹
 
Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry