Siedząc za biurkiem w swoim gabinecie, zastanawiałem się kogo by tu zwolnić z pracy. Jako właściciel firmy i zarazem jej prezes, mogłem każdego. Nie dlatego, aby była taka potrzeba, tylko dlatego, aby pracownicy nie poczuli się zbyt pewnie, bo wtedy mogliby zażądać podwyżek. A po co mam płacić więcej? Hm. Może zaopatrzeniowca? Nieee… jest dobry, a poza tym wie o tych przekrętach z funduszami europejskimi. Dzięki tym przekrętom firma stanęła na nogi i teraz ma się dobrze. No i to mój brat. Nagle uśmiech zagościł na mojej twarzy. Moja sekretarka. Atrakcyjna babka mimo już swojego wieku. Pracuje za nieduże jak na kwalifikacje pieniądze. Sama powiedziała mi, że bardzo zależy jej na tej pracy. Wychowuje 18-letnią córkę, która niedługo idzie na studia, a tam kasy potrzeba jak lodu. Gdyby straciła pracę… Cóż z pewnością nie ma wyboru, zarechotałem w głębi duszy, zacierając ręce. Wpadłem na iście szatański pomysł. Tak czy inaczej, zaraz przekonamy się, jak bardzo zależy jej na tej pracy.
– Pani Mileno – powiedziałem, naciskając guzik interkomu – proszę do mnie. Podyktuję pani pilne pismo.
– Już idę panie prezesie – zagulgotał głośnik interkomu.
Wkrótce pojawiła się kobieta w eleganckim służbowym stroju. Niebieska marynarka, biała koszula z krótkim krawatem i szara spódnica dokładnie do połowy ud. Zawsze przykładałem dużą wagę do odpowiedniego stroju służbowego, jak również do właściwych manier personelu. W ręku trzymała elektroniczny notatnik.
– Jestem gotowa, słucham panie prezesie – odrzekła ze służbowym uśmiechem.
– Taaak… – powiedziałem – proszę najpierw zamknąć drzwi od gabinetu. To małe pokrętło.
– Dobrze, panie prezesie. – Na jej twarzy odmalowało się lekkie zdziwienie, ale wykonała polecenie.

Gdy wróciła na środek gabinetu, wstałem zza biurka i podszedłem do niej. Bezceremonialnie, szybkim ruchem włożyłem rękę pod spódnicę, łapiąc ją za majtki.
– Ależ panie prezesie, co pan wyprawia! – zapiszczała przestraszona, usiłując się wycofać w kierunku regału z ułożonymi w równe rzędy kolorowymi segregatorami.
Wykorzystałem to, dociskając sekretarkę regału, aż segregatory niebezpiecznie zafalowały, aby nie mogła się ruszyć, po czym silnym szarpnięciem zerwałem z niej majtki.
– Ależ panie prezesie – zawołała piskliwie, bezgranicznie przestraszona – co pan robi. Ja mam męża!
– Przecież nie musisz mu nic mówić – odrzekłem cynicznie, wprost do ucha spanikowanej kobiety.
Przesunąłem powoli językiem po jej policzku. Zaraz potem spróbowałem wedrzeć się do jej ust. Przez chwilę opierała się, nie pozwalając na to, ale byłem silniejszy i musiała ustąpić. Gdy nasyciłem się tym zwycięstwem, ponownie załapałem ją po chamsku, bo przecież w ogóle nie musiałem się z nią liczyć, tym razem za gołą cipę, aż jeden palec lekko zagłębił się w szparce. Zresztą fiut już tak mocno uwierał mnie w spodniach, że musiałem coś zrobić.
– Och! Och! Panie prezesie, to takie poniżające, proszę mi tego oszczędzić! – zajęczała błagalnie.
– Przecież tego chcesz! Czuję, że jesteś mokra! – byłem już rozeźlony.
– Nie mogę, proszę, ja nigdy nie zdradziłam męża, nie mogę...
– Patrz! – warknąłem wściekły, że mi się opiera. Złapałem ją za włosy, tak aby musiała spojrzeć na moje biurko. – Tam leży twoje wymówienie umowy o pracę. Brakuje tylko mojego podpisu. Jeśli podpiszę, to co zrobisz? Za co wykształcisz córkę? Hę? No za co?!
– Zgoda panie prezesie, zrobię, co pan każe, ale to takie straszne… mój mąż z pewnością się dowie, moja biedna córka, ja biedna, och, och, oho – zapłakała.
Miałem gdzieś jej żale. Złapałem za ramię i popchnąłem w stronę biurka. Wpadła na nie, opierając się dłońmi o blat, aby nie stracić równowagi. Dopadłem jej wypiętego tyłka i zadarłem spódnicę. Szybko rozpiąłem spodnie, uwalniając swojego ogiera, który zaraz wszedł jak w masło w cipę sekretarki. Byłem nakręcony na maksa. Posuwałem ją jak oszalały, a sekretarka zaczęła coraz głośniej na przemian to pokrzykiwać to popiskiwać. Dobrze, że drzwi do mojego gabinetu były wyciszone, bo pewnie cała firma słyszałaby jej nieprzyzwoite wrzaski. Wreszcie zacharczałem z obezwładniającego orgazmu. Tak, to było to, wytrysnąć w dziurze tej kobiety, wypełnić ją swoim nasieniem. Co za satysfakcja, uczynić z tej uczciwej mężatki, kobietę upadłą!

Zapiąłem spodnie. Kobieta dopiero po dłuższej chwili odwróciła się przodem do mnie, ściągając i wygładzając podwiniętą wcześniej przeze mnie spódnicę.
– Jak pan mógł, prezesie, ja tak starałam się dobrze dla pana pracować, a pan tak mnie… splugawił – odezwała się z wyrzutem, ocierając łzę z oka.
Zrobiło mi się trochę głupio. Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Otworzyłem go i wyjąłem banknot stuzłotowy.
– To za straty moralne – powiedziałem, wciskając zwinięty banknot za biustonosz kobiety. – A teraz wracaj do pracy. Szybciutko, czas ucieka.


*


Wróciłem do domu niesamowicie zadowolony z siebie. To był wyjątkowo udany dzień w pracy. Tak połączyć przyjemne z pożytecznym… bomba! Przez szybę drzwi pokoju córki zauważyłem jakiś ruch. Oho! — pomyślałem, moja mała dziewczynka jest już w domu. Zapukałem.
– Wejdź tato – zza drzwi dobiegł mnie dziewczęcy głos.
– Cześć skarbie – powiedziałem, dając córce buziaka.
– Hej tato – odpowiedziała, jak zwykle uroczo się uśmiechając i odwzajemniając buziaka. – To mój nowy chłopak, jak sądzę, Grzesiek – przedstawiła siedzącego na łóżku chłopaka, który zaraz po tych słowach poderwał się, podając mi rękę.
– Grzegorz – przedstawił się.
– Jak sądzę? – powtórzyłem ze zdziwieniem słowa córki, spoglądając na nią.
– No tak, tato, jeszcze zostało parę szczegółów do uzgodnienia.
Chciałem wypytać o te szczegóły, ale niespodziewanie odezwał się dzwonek przy drzwiach.
– To uzgadniajcie sobie, nie przeszkadzam – rzuciłem tylko krótko i poszedłem, zobaczyć kto się dobija do nas o tej porze.
– Przesyłka do pana. – W drzwiach stał kurier z paczką, a właściwie kurierka w wyjątkowo schludnie skrojonym i seksownym mundurze służbowym.
– Proszę wejść – rzuciłem, zaraz zamykając drzwi na klucz za kurierką.

Nie mogłem się powstrzymać… to seksowne ciało w tym niesamowitym mundurku. Jednym szybkim ruchem przycisnąłem ją do drzwi, łapiąc za cycek i miętosząc energicznie, równocześnie przywierając ustami do jej ust. Kobieta wypuściła z ręki paczkę, która upadła na podłogę. Była tak zaskoczona, że dopiero po dłuższym czasie zaczęła się bronić. W końcu udało się jej mnie odepchnąć.
– Ależ proszę pana! To jest molestowanie seksualne! – zawołała.
Zatkałem dłonią jej usta.
– Ciii – syknąłem – córka jest w domu ze swoim nowym chłopakiem.
– Proszę pana, poskarżę się! Odpowie pan za to molestowanie! – już cicho zawołała oburzona.
– Molestowanie, to teraz twoje najmniejsze zmartwienie powiedziałem z lubieżnym wyrazem twarzy, po czym szybkim ruchem złapałem kurierkę za krocze.
– Co pan chce zrobić, chce mnie pan zgwałcić? – szepnęła, robiąc wielkie oczy z przerażenia. Mój lubieżny uśmiech i ręka operująca w miejscu jej narządów płciowych nie pozostawiała wątpliwości. Wreszcie to do niej dotarło, pomyślałem zadowolony. – Proszę nie robić mi krzywdy – zapiszczała cichutko – ja tylko żartowałam. Naprawdę nikomu nic nie powiem… proszę… mnie jeszcze nigdy nikt nie zgwałcił – zaskomlała.
– Kiedyś musi być ten pierwszy raz – odrzekłem cynicznie.
Złapałem za ramię i opierającą się zaciągnąłem do sypialni. Byłem od niej znacznie silniejszy. Niewiele mogła zrobić. Prawdę rzekłszy — nic. Pchnąłem ją na łóżko. Padła na plecy, patrząc z przerażeniem.
– Proszę pana – powiedziała cicho – poproszę nie robić mi krzywdy. Naprawdę nikomu nie powiem. Ja… ja mam męża i osiemnastoletnią córkę, która niedługo idzie na studia prawnicze, a to kosztuje. Jak mąż dowie się, że zostałam pohańbiona, wyrzuci mnie z domu… co ja biedna wtedy zrobię… za co opłacę studia córeczce. Błagam… litości…
– Chcesz litości? – warknąłem – To zobaczysz litość! – Szybkim ruchem rozpiąłem spodnie i zdjąłem je razem z majtkami, uwalniając swojego gotowego do galopu ogiera.
– Och! Jaki wielki! – zawołała przerażona kobieta – Rozerwie mnie pan na strzępy! Proszę tego nie robić, bardzo proszę, błagam – zajęczała.
Nachyliłem się nad nią i powiedziałem:
– Przymknij się mała. Zerżnę cię, czy tego chcesz, czy nie. I nic na to nie poradzisz.
– Och – jęknęła tylko przerażona kurierka, zamykając oczy.

Szybkim ruchem rozpiąłem spodnie jej uniformu, zaraz zdejmując, a w chwilę później to samo uczyniłem z majtkami. Usiadłem na niej okrakiem i kolejnym szybkim ruchem, wyrywając guziki, pozbyłem się góry uniformu, a potem stanika. Naga już nie przypominała kurierki, a zwykłą pogodzoną z losem, bo niestawiającą oporu kobietę. Położyłem się na niej i wprowadziłem swojego ogiera na właściwą ścieżkę, rozpoczynając galop przy akompaniamencie niezwykle nieprzyzwoitych jęków kurierki. Trwało to dopóty, dopóki nie wytrysnąłem w jej pochwie. Niedługo potem, dysząc, położyłem się obok.
– Teraz już jesteś moja – rzuciłem od niechcenia. – Naznaczyłem cię swoją spermą – zarechotałem zadowolony.
Kobieta usiadła przerażona z otwartą buzią. Przesunęła palcem po szparce i obejrzała go.
– To straszne – zapłakała, patrząc na mnie chyba jeszcze bardziej przerażona – zgwałcił mnie pan bez zabezpieczenia… mogłam zajść w ciążę… co ja teraz zrobię, co zrobię. O ja biedna tak brutalnie pohańbiona i może jeszcze w ciąży…
– A co mnie to obchodzi. – odezwałem się poirytowanym głosem. – Nie psuj mi humoru tym narzekaniem. Miałem dziś super dzień. W pracy, wykorzystując zależność służbową i to, że bardzo zależało jej na pracy, zgwałciłem sekretarkę. Nie do wiary, jakie to było cudowne! Co za orgazm! – rozmarzyłem się, przypominając sobie poranne zdarzenie w moim służbowym gabinecie. – Wiesz co – powiedziałem, klepiąc ją ugodowo po brzuszku – jeśli zaszłaś w ciążę, to zwal to na męża.

Kobieta nie wytrzymała i roześmiała się w głos.
– Tylko nie musiałeś mi rozrywać majtek – powiedziała przez śmiech.
– Przecież dałem ci stówkę – odparowałem.
– Prawda – kobieta ponownie się roześmiała. – To był niesamowity seks. Przyznam się, że kompletnie mnie zaskoczyłeś w firmie. Przeżyłam potężny orgazm!
– A teraz?
– Teraz też było bosko, ale jak przyszłam jako strażniczka miejska, to dwa razy mnie zgwałciłeś, ha, ha.
– Chciałaś wlepić mi mandat za nieprawidłowe parkowanie na podjeździe, ha, ha, a potem zażądałaś wysokiej łapówki za odstąpienie od czynności służbowych, ha, ha, to co miałem robić? Ha, ha.
– No, a jak przebrałam się za pokojówkę, to ty świntuchu wsadziłeś rękę mi pod fartuszek przy naszej córce.
– Oj tam, jest już dorosła. Ha, ha, aleś wtedy pisnęła…
– Bo o mało co zupy nie wylałam…
– Już ja tam wiem, dlaczego pisnęłaś… poza tym nie moja wina, że założyłaś taki króciutki fartuszek. Nie mogłem zostawić takiej niewinnej pokojóweczki nieruszanej…
– No starczy tego – zaśmiała się – czas się ubrać.
Wstała z zamiarem podejścia do szafy, gdy ja gwałtownie wychyliłem się znad łóżka i dałem siarczystego klapsa w goły tyłek żony, skwitowany przez nią głośnym piśnięciem.
– Możesz chodzić nago – rzuciłem w ślad za klapsem – wyglądasz bosko.
Żona zawróciła i z uśmiechem zadowolenia złożyła na moich ustach gorący pocałunek, głaszcząc ręką po policzku.
– Mówiłeś, że do córci przyszedł chłopak. Chyba nie chcesz, aby zobaczył mnie w takim stroju?
– Czemu nie – odpowiedziałem zaczepnie.
– Kochanie, wiesz, jak to jest z młodymi ogierami. Na taki widok mógłby dostać erekcji, a nawet wytrysku. Córcia mogłaby mieć nam za złe, że to nie z jej powodu wytrysnął.
– Masz rację kochanie. Też się ubiorę i zajrzę do córci, wszak to nowy chłopak, ciekawe czy już doszli do porozumienia.
– Tylko ostrożnie, nie przestrasz chłopaka, jak ostatnim razem, bo znowu nasza córcia będzie się na ciebie dąsać.
– Bez obaw. Zrobię to dyskretnie.

Kilka minut później zajrzałem do pokoju naszej dziewczynki, ostrożnie uchylając drzwi, akurat w momencie, gdy osiemnastolatka szybkim, zdecydowanym rzutem powaliła chłopaka na dywan, stawiając mu na piersi nóżkę obutą w markowy pantofelek z długą cienką szpilą.
– Mylisz się. Nie ja będę twoją dziewczyną, tylko ty będziesz moim chłopakiem! – wypowiedziała tę kwestię zdecydowanym, nieprzyjmującym sprzeciwu głosem, zaraz po efektownej pauzie dodając, zwieńczając tym swoją wypowiedź: – Czy to jest dla ciebie jasne?! – Po czym mocniej docisnęła szpileczkę do piersi chłopaka.

Byłem zbudowany jej postawą. Lekcje dżudo nie okazały się zmarnowaną inwestycją. Wprost rozpierała mnie duma z córki. Dobrze ją z żoną wychowaliśmy. Z pewnością poradzi sobie we współczesnym świecie. Nasza przyszła pani prawnik, nasza ukochana Magdalenka…