Biegałem po lesie już od godziny. Żar lał się z nieba. Poprzedniego dnia wypiłem sporo i teraz zamierzałem wypocić alkohol. Byłem w tym szczególnym stanie pobudzenia, kiedy w środku jest się gorącym, a jednocześnie jakby przewrażliwionym i wszelkie bodźce zmysłowe odbiera się bardzo wyraziście.
W pewnym momencie wyprzedziła mnie rowerzystka. To była prawdziwa nimfa. Jej widok uderzył mnie tak, jak gdyby ktoś nagle polał moje trzewia gorącą wodą. Długie blond włosy były skręcone i spięte z tyłu głowy, a na jej doskonale zbyt grubych udach i pośladkach opinały się ciasno jasnoszare miękkie spodenki. Widziałem pełne, soczyste ramiona i ściśnięte szarą bluzką piersi... Jej dojrzałość podkreślała też wspaniała talia, która układała się w dwie piękne fale, ustępujące przed wzbierającą szybko krągłością szerokich bioder.
Z żalem obserwowałem jak ta cudowna istota znika za leśnym zakrętem. Marzyłem o niej przez jakiś czas, penetrując zacienione leśne ścieżki i słoneczne polany.
Zbliżając się do jednej z takich małych polan, ukrytej w młodym sosnowym lasku, ujrzałem nagle znów moją nimfę. Jej skóra lśniła od potu, a włosy na skroniach lepiły się do czoła. Oddychała szybko. W najgorętszych miejscach ciała jej szary kostium pociemniał od wilgoci. Pod nim, musiała być cała mokra.
W pewnym momencie rozejrzała się wokół i nie znajdujac niczego niepokojącego, wciąż siedząc na rowerze, dotknęła swoich mokrych od potu piersi. Po chwili odsłoniła je unosząc bluzkę, co wywołało w moim mózgu serię gwałtownych wyładowań elektrycznych.
Czekałem. Czułem się jak dzieciak podglądający kąpiącą się ciotkę. Wyobrażałem sobie jak ona sama przed sobą krępuje się tego co robi. Jak szuka w sobie zawstydzenia i jak podoba jej się to co znajduje. Chciałaby czuć się poniżona i przymuszona - to by usprawiedliwiało jej pragnienia i pozwalało na ich długo wyczekiwaną realizację.
Oddana wyłącznie zmysłom, byłaby wolna.
Kiedy o tym myślałem ciepłe, sprośne pragnienie oblało ją jeszcze mocniej i kazało opuścić spodenki. A potem majtki.
Na moich oczach spod osuwających się majtek wynurzyła się wygolona zupełnie *****. Naga i mokra lśniła od potu. Wilgotne spodenki, wraz z majtkami dotarły do kolan. Teraz widziałem w całej okazałości jej pękate uda. Tak, musiała się ich wstydzić... Moim zdaniem, oczywiście, niesłusznie. Były piękne - lekko pokryte cellulitem, ale silne i pełne.
Nie mogłem stracić takiej okazji. Wyjąłem kutasa, i zacząłem go masować.
Rower leżał, a ona stała w lekkim rozkroku, i patrząc w dół dotykała się. Było w tym widoku coś jakby nie na miejscu, jakaś sprzeczność nie dająca się jasno określić, ale kojarząca się z dzieciństwem, z jakimś odległym wspomnieniem.
Nagle, zauważyła mnie. W takiej sytuacji spodziewałbym się po niej raczej zażenowania, albo nawet lęku. Jej reakcja mnie zaskoczyła.
- Ty! Wyłaź stamtąd! - Coś nagle jakby mnie sparaliżowało i czułem, że nie jestem w stanie sprzeciwić się jej woli.
Wyszedłem z zarośli.
- Zdziwiony? Tak, nie jestem zwykłą kobietą, za którą mnie wziąłeś zboczeńcu! Od tej pory nie zrobisz nic, na co ci nie pozwolę.
Nie byłem pewien czy to co mówi jest prawdą, ale pozwoliłem sobie sprawdzić...
- Opuść spodnie.- Rozkazała, a ja rozkaz wykonałem. Stałem przed nią goły od pasa w dół .
A ona patrzyła.
- A teraz rozbieraj się. Ubranie ułóż na trawie tak, żeby było jak posłanie. Tak, właśnie tak... Połóż się na tym grzecznie, chłopcze. I nie przestawaj sobie dogadzać! Chcę widzieć jak się starasz.
Kiedy to mówiła poczułem błogość. Byłem już jej poddanym. Całkowicie nademną panowała.
Czułem się obnażony i muszę przyznać, że podobało mi się to. Ujrzałem jak moja władczyni również się rozbiera. Zostawiła na sobie tylko jakiś naszyjnik. A potem stanęła w rozkroku nad moją głową. Ten widok sprawił, że zapomniałem gdzie jestem. To było niemożliwe...
Kucnęła nad moją twarzą. Poczułem słony, korzenny zapach potu zza którego dawało się wyczuć także woń moczu.
Nagle usiadła cipką na mojej twarzy. Próbowałem lizać i ssać ją, ale wychodziło to dosyć niezgrabnie. Mimo utrudnień starałem się jednak wpychać w nią język. A ona ślizgała się, płynnie rozprowadzając zmieszany ze śliną śluz po mojej twarzy. Ciekło z niej bardzo i wkrótce miałem kompletnie mokrą twarz i włosy. Jednocześnie cały czas waliłem konia.
W pewnej chwili zakazała mi tego i ułożyła się na mnie, podtykając mi pod nos cipkę. Sama zaś zanurzyła w swoich ustach mojego ptaka. Całego.
Czując jak to robi, krok po kroku, odleciałem.
Uświadomiłem sobie nagle swoją sytuację. Ale nie było już mnie. Oboje stanowiliśmy wehikuł przemierzający kosmos. Przekroczyliśmy właśnie barierę jednostkowości . Podróżowaliśmyw poprzek osi czasu.
Trwaliśmy tak przez eony, nigdzie się nie spiesząc. Cały czas zniknął. Zniknęły także wszelkie dążenia. Doskonałość była tutaj i płynęła strumieniami soków w zamkniętym układzie ciał, tak, że świat zewnętrzny stracił rację bytu.
I wtedy ona podniosła się i nasikała na mnie.
Poderwałem się na nogi i chwyciłem ją za włosy. Krzyknęła. Uderzyłem w policzek otwartą dłonią. I kiedy ugięły się pod nią nogi podałem jej do ust siusiaka. Pokonałem opór gardła i ukochałem ją w ten sposób. A potem jeszcze raz i jeszcze... Trochę się wyrywała, lecz byłem silniejszy i chyba uznała, że musi sie poddać. Uległa, i za chwilę słyszałem tylko przyjemne chlupotanie. Wbijając się w jej gardło obserwowałem z satysfakcją potoki gęstej śliny wylewające się z jej ust wprost na piersi i brzuch. Teraz pociła się jeszcze bardziej. Musiała być dosyć zmęczona, bo pot spływał po całym jej ciele. Widać było jednak, że libido całkowicie nią owładnęło i nie dbała już o siebie zupełnie.
Poczułem potrzebę wynagrodzenia jej trudu, więc oddaliłem jej zaślinione usta i trysnąłem w nie strumieniem moczu.
Oblałem jej twarz tak żeby lśniła w słońcu.
Kiedy skończyłem sikać, odwróciłem ją i wbiłem się w jej tyłek. Krzyknęła zaskoczona, więc musiałem użyć knebla zrobionego z majtek. Dla zwiększenia komfortu spętałem także jej ręce. Teraz trwała wypięta do mnie tyłem, opierając się obojczykiem o ziemię. Nie była to zapewnwne zbyt wygodna pozycja, ale przynajmniej nie musiała już pracować gardłem.
Jej pupa była ciasna i mięsista. Na początku stawiała spory opór, ale po pewnym czasie zrobiła się wilgotna i śliska. Spod knebla słyszałem tylko stękanie, jednak niebawem poczęło się ono przeradzać w coś na kształt zduszonego brzusznego krzyku, lub pomruku. Zapewne moje pieszczoty sprawiały jej trochę bólu, jednak czułem, że jest to dla niej dobre. Wiedziałem, że pragnie pozwolić sobie na wszystko.
Kiedy jej zwieracz rozluźnił się i bardzo rozciągnął wpadłem na pewien pomysł.
Aby nie dopuścić do ponownego skurczenia,włożyłem jej w dupę bidon od roweru, przywiązując go wokół bioder porwanymi spodenkami, aby się nie wysunął. Potem związałem jeszcze nogi i ukryłem ją w zacienionym miejscu, między młodymi sosenkami. Sam zaś poszedłem do domu po samochód.
Przeniosłem naszą imprezę do piwnicy, gdzie moja nimfa oczekuje mnie teraz z niecierpliwością. To, co dla niej przygotowałem zapewne nieco ją zaskoczy, jednak ostatecznie powinna być zadowolona ze swojego nowego położenia.