– Dzień dobry, pani Paulino – powiedział Konrad wchodząc do sali.

– Dzień dobry – odpowiedziałam – siadaj. Musimy porozmawiać.

Chłopak przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko mojego biurka.

– Jesteś już w trzeciej klasie w tym liceum ale ani razu nie byłeś na w–fie. Jak wyobrażasz sobie zaliczenie tego przedmiotu?

– Przecież co semestr przynoszę zwolnienie lekarskie. Tam jest wyraźnie napisane, że mam astmę i nie mogę ćwiczyć – zaczął się nerwowo tłumaczyć.

– Nie opowiadaj bajek. Widziałam nieraz jak biegasz po korytarzu i uganiasz się za dziewczynami. Ponadto na przerwach grasz w koszykówkę. Nie wyglądasz wtedy na ciężko chorego. Konrad opuścił oczy i zaczął nerwowo przygryzać wargi. Zmarszczył brwi. Wydawało mi się, że szuka jakiejś sensownej wymówki.

– Trochę sportu nikomu nie zaszkodzi. Ale tylko trochę. Jak rzucę kilka razy piłką to nic mi się nie stanie tak od razu.

– Znowu coś kręcisz.. Przestań kłamać i bądź ze mną szczery. W przeciwnym razie pan Kowalski obleje cię z w–fu. Przecież to wstyd dla młodego zdrowego chłopaka, takiego jak ty.

I rzeczywiście, Konrad wcale nie wyglądał na zmęczonego jakąkolwiek aktywnością astmatyka. Był wysokim, szczupłym, młodym chłopcem, który prędzej mógłby przypominać sportowca niż chorowitego biedaka.

– Przez trzy lata starałam się na wszystkie sposoby przekonać pana od w–fu do tego, żeby zaliczył tobie ten przedmiot. Należy mi się za to trochę szczerości z twojej strony, nie sądzisz? – zapytałam stanowczo.

– Ale..., to trudna sprawa, pani Paulino.

– Czyli to nie astma jest powodem twoich problemów z w–fem?

– No..., nie. Raczej nie.

– To dlaczego w takim razie nie chcesz tak jak wszyscy chłopcy pograć trochę w piłkę albo pobiegać na zajęciach? Nie lubisz sportu, czy co? Nie wyglądasz na łamagę.

– Wiem. Ja bardzo lubię sport. Ćwiczę w domu regularnie.

– To o co chodzi w takim razie?

– No, nie lubię przebierać się w stroje sportowe... Ta odpowiedź wydała mi się wyjątkowo absurdalna.

– Że co? Dlaczego nie?

– Bo boję się, że będą się ze mnie wszyscy śmiali.

– Dlaczego?

– No bo ja mam trochę dużego..., no wie pani.

To, co usłyszałam odebrało mi na chwilę głos w gardle. Spodziewałam się każdej odpowiedzi, ale nie czegoś takiego. Nie zapanowałam nad sobą i poczułam jak na mojej twarzy pojawia się rumieniec zawstydzenia. Nie byłam jedyną zawstydzoną osobą w tej klasie. Konrad zrobił się równie szybko różowy na policzkach.

– Co powiedziałeś? Nie dosłyszałam – zapytałam przewrotnie.

– Że mam dużego. Jak zakładam krótkie spodenki wygląda to nienormalnie. Po prostu się wstydzę. Cóż, argument Konrada brzmiał całkiem przekonująco, a chłopak wyglądał wiarygodnie. Już zaczęłam mu wierzyć kiedy przypomniała sobie, że ten małolat zawsze kręcił i rzadko mówił prawdę.

– I ja niby mam w to uwierzyć... No niezłą historyjkę wymyśliłeś. Nie nabiorę się.

– Ale ja mówię prawdę – zarzekał się chłopiec. Musi mi pani uwierzyć. To prawda.

Szczerze powiedziawszy, byłam gotowa mu uwierzyć. Zastanawiałam się tylko, jak duży musi być penis tego młodzieńca. W jego wieku wydaje mi się, że 17 cm może oznaczać dużego ptaszka. No, 20 cm max. Nawet nie każdy dorosły mężczyzna dysponuje takim sprzętem, a co dopiero licealista.

– To w takim razie jak dużego masz członka, Konrad? – zdobyłam się na pytanie.

– Mierzyłem go kilka razy. Robił to nawet lekarz.

– No więc ile? – ponawiałam niecierpliwie pytanie.

– 22 cm, proszę pani – wreszcie odpowiedział chłopiec.

No, no – pomyślałam. Nieźle jak na siedemnastolatka. Kto by pomyślał, że do mojej klasy przez trzy lata chodził trójnóg. Nic dziwnego, że wciąż chodzi w szerokich spodniach na biodrach. Gdzieś musi ukryć swojego wielkiego kutasa.

– Tak jak powiedziałem, 22 cm jak nie stoi.

– Co?! – wykrztusiłam odruchowo szeroko otwierając oczy z niedowierzania.

– Co powiedziałeś chłopcze? – zapytałam wątpiąc swoim zmysłom.

– No 22 cm. Chodzę w bokserkach bo nigdy mi się cały nie mieści w majtkach. A co dopiero w krótkich spodenkach. To było niewiarygodne. Widziałam wprawdzie w swoim życiu raz 23 centymetrowego drąga, ale w stanie erekcji. Nagle ogarnęła mnie fala gorąca. Wiedziałam, co oznacza taki monstrualny rozmiar prącia dla kobiety – czystą rozkosz. Bez namysłu wstałam od biurka i podeszłam do drzwi. Na korytarzu słychać było wrzaski rozbrykanej młodzieży – trwała długa przerwa. Przekręciłam klucz w zamku. Teraz nikt nieproszony nie będzie przeszkadzał.

– Jakoś wciąż ci nie wierzę. Musisz mi go pokazać. Chłopak wstał i nieśmiało zaczął rozpinać spodnie. Rozpiął pasek i pozwolił, aby szerokie dżinsy opadły na kostki. Moim oczom ukazał się niespotykany wcześniej widok. Z lewej nogawki boxerek wystawała duża główka okryta żylastą skórką. Na materiale odznaczał się smukły kształt wielkiego ptaka. Ponieważ chłopak niechętnie zdejmował bieliznę, podeszłam do niego. Kucnęłam przed nim i jednym sprawnym ruchem pozbyłam się zbędnego kawałka materiału. To, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Spod jasnych włosków zwisał ogromny kutas sięgający grubo ponad połowę uda chłopca. Opleciony był siecią dużych różowych żył. Wielka główka ewidentnie odznaczała się na czubku tej maczugi. Na moje oko wielki kutas małolata był rozmiarów mojego przedramienia.

– No no, czegoś takiego jeszcze nie widziałam.

– Teraz pani widzi. To wcale nie takie fajne.

– Zaraz sprawdzimy, czy rzeczywiście jest tak źle... – mówiąc to złapałam Konrada za jego wielką maczugę i zaczęłam ją badać.

– Co pani robi? – krzyknął Konrad cofając się.

– Mówiłeś, że to wcale nie jest takie fajne. Zaraz to sprawdzimy. Może zdejmiesz spodnie i oprzesz się o ławkę, co?

Młodzieniec nie protestował. Widziałam, że chyba zaczyna mu się podobać moja zabawa. Zwinnie uwolnił nogi z dżinsów. – Bokserki też? – zapytał niewinnie.

– Tak, bokserki nie będą już potrzebne – ależ ten dzieciak był słodki! – Stań przy biurku i oprzyj się. Rozstaw nogi, muszę cię dokładnie obejrzeć. Chłopak w samej koszuli przeszedł do nauczycielskiego biurka. Widziałam, jak jego wielki kutas odbija się od ud z każdym krokiem. Taki wielki kutas rzeczywiście utrudnia chodzenie – pomyślałam. Gdy Konrad wygodnie zajął swoje miejsce podeszłam do niego i uklękłam. Zdjęłam żakiet, podciągnęłam spódniczkę i poluzowałam pod szyją guziki bluzeczki. Mimo młodego jeszcze wieku (31 lat) zawsze starałam ubierać się klasycznie. Zauważyłam, że na ten widok wielki pyton mojego pupilka zareagował. Pod palcami poczułam pierwszą falę krwi. Żyły z sekundy na sekundę zaczęły nabrzmiewać. Nie mogłam się powstrzymać, dlatego chwyciłam konika w obie dłonie i zaczęłam go ugniatać. Nie udało mi się objąć go całego. Robił się niezmiernie gruby. Zaczęłam delikatnie posuwać dłońmi w górę i w dół. Wiedziałam, że sprawiam mu przyjemność, ponieważ rumieńce wystąpiły na twarz właściciela wielkiego skarbu. Wyginałam go na wszystkie strony i z niedowierzaniem podziwiałam przybierające rozmiary pały.

– Ooo, jajeczka też masz całkiem spore. Widziałam, że po tym, jak wzięłam je do ręki, chłopak nie wytrzymał. Jego prącie błyskawicznie nabierało rozmiarów. Pieszcząc jądra chłopaka przyglądałam się rosnącej pałce. Gdy powiedział "już" wiedziałam, że większy nie będzie. Mimo wszystko widok był niewiarygodny. Olbrzym sięgał kilka centymetrów za pępek. Według mnie lanca miała prawie ze trzydzieści centymetrów. Potężny wzwód ukazał błyszczącą czerwoną główkę. Pała pulsowała rytmicznie gotowa do dalszej akcji.

– I co? Wierzy mi pani teraz? – zapytał chłopak uśmiechając się pod wąsem.

– Masz największą dzidę jaką kiedykolwiek widziałam.

– Moja dziewczyna też tak powiedziała.

– Pewnie dobrze się z tobą bawiła, co? Złapałam za drąga i wykrzywiłam w swoim kierunku. Tuż przed oczami miałam schowany pod napletkiem łepek olbrzyma. Powoli, masując drugą ręką długi trzonek, ściągałam skórkę z czubka. Widok był znów imponujący. Rozłożysty żołądź błyszczał mokry już od śluzu. Rozmiar znów powalał na kolana.

– Taki olbrzym... przecież nie zmieści się nawet do buzi – powiedziałam cicho do siebie.

– No właśnie. Moja dziewczyna lizała go tylko całego i ssała koniuszek. A może pani dałaby radę wziąć chociaż końcówkę do ust?

– Chcesz, żebym spróbowała?

– Pewnie – krzyknął ochoczo młody ogier. Był już całkiem śliski na końcu. Kilka razy ściągnęłam i naciągnęłam skórkę na żołądź. Spojrzałam chłopakowi prosto w oczy i na początek dałam mu soczystego całusa w sam czubeczek. Czułam ciepło na ustach. Skleiłam się trochę z drągalem ciągnąc cieniutkie niteczki śluzu. Drugie natarcie było konkretne. Otworzyłam szeroko, najszerzej jak potrafię usta i zaczęłam połykać. Z wielkim trudem, ale udało mi się. Cały był już w moich ustach. Musiało wyglądać to komicznie: kutas ujęty w obie dłonie i przyssana jedynie do żołędzia kobieta. Wyjęłam go i spojrzałam na Konrada.

– Wow! Super. Jeszcze raz. Nie musiał mnie długo namawiać. Tym razem postanowiłam popieścić go trochę dłużej. Ciasno objęłam ustami wyprężoną pałę. Teraz uruchomiłam język. Starałam się zrobić to jak najlepiej mimo,że usta miałam wypełnione po brzegi. Jednocześnie waliłam wielkiego konia. Nie miałam zbyt wiele pola do manewru, także klęczałam prawie nieruchomo przyssana do wielkiej pały. Oczywiście nieustannie pracowałam rękami ściskając i przesuwając palcami po całej długości. Chłopak musiał być bardzo podniecony, ponieważ czułam, jak po mojej brodzie kapią stróżki młodzieńczego śluzu zmieszanego ze śliną. Wtem poczułam jak nachyla się nade mną i obejmuje moje piersi. Nie wypuszczając go z ust rozpięłam białą bluzeczkę i ją zdjęłam. Energicznym ruchem odrzuciłam ją w nieznanym kierunku znów łapiąc w dłonie pulsującą pałę.

– Pani też ma coś wielkiego, hehehe – usłyszałam. Takie piersi widziałem tylko w pornosach, a teraz... Konrad szybko uporał się ze staniczkiem. Już po chwili odsłonił moje sterczące dydki. Delikatnie zaczął masować sterczące sutki. Unosił je i ugniatał. Masował z wielką wprawą. Wypuściłam z ust mokrego konia.

– Zawsze chciałem tak zrobić – stwierdził małolat pocierając moje piersi mokrym kutasem. – Ale przyjemnie. Ma pani taką gładką skórę – mówiąc to celował po kolei w oba sutki. Sytuacja udzieliła mi się również. Korzystając z chwili sięgnęłam do mokrych majtek. Wygolona ***** wręcz kapała. Odsunęłam na bok figi i pocierałam nabrzmiałą łechtaczkę.

– To może teraz pani mi pokaże?

– Dobrze – odparłam wstając z podłogi. Podwinięta spódniczka odsłaniała pośladki oraz białą bieliznę.

– Jest pani śliczna. Chyba nie wytrzymam – sapnął uczeń pocierając swoją lancę. Z daleka wyglądała równie okazale. Nachyliłam się i powoli zdjęłam majteczki. Lekko oparłam się o ławkę rozchylając paluszkami płatki wilgotnej myszki. Małolata nie trzeba było długo namawiać. W mgnieniu oka doskoczył do mojego tyłeczka. Włożył dłoń między moje pośladki. Sprawiał mi wyjątkową rozkosz. Każde muśnięcie warg wprawiało mnie o drżenie. Nagle poczułam, jak ociera się o mnie swoim żołędziem.

– Konrad, wystarczy – powiedziałam z wahaniem – jak chcesz to wezmę tobie do buzi jeszcze raz i dokończę cię.

– Nie chcę tak – wysapał małolat chwytając mnie mocno w talii – niech się pani wypnie.

– Nie, Konrad, nie chcę... – zaczęłam się szarpać. Nie spodziewałam się, że ten nastolatek zechce mnie przelecieć.

– Jest pani taka mokra. A ja nie miałem dziewczyny od wakacji.

– Puść mnie proszę, jesteś za duży... nie wejdziesz cały – szamotałam się.

Wielkość tego prącia autentycznie mnie przerażała, chociaż jednocześnie podniecała niezmiernie.

– Niech pani rozstawi nogi i wypnie tyłeczek... W tym samym momencie młodzieńcza chuć wzięła górę. Zdążyłam tylko pochylić się i oprzeć łokciami o szkolne biurko. Odwróciłam się na moment i zobaczyłam jak małolat trzymając w dłoni swoją wielką lance nakierowuje wielki żołądź na moją dziurkę.

– Powoli... – błagałam. Jedno energiczne pchnięcie i poczułam wielką główkę rozpychającą mój ciasny otworek. Fala rozkoszy wyrwała mi z gardła krótkie jęknięcie. Jednak na tym małolat nie chciał poprzestać. Silne dłonie objęły moje biodra. Teraz spodziewałam się tylko jednego. Wciągnęłam głęboko powietrze. Poczułam potężne pchnięcie. Ścianki różyczki prawie eksplodowały. Napięte do granic możliwości opinały szczelnie wielkiego najeźdźcę. Starałam się rozluźnić mięśnie, ponieważ małolat wciąż napierał.

– Już głębiej nie wejdziesz. Nie zmieścisz się... proszę. Już nie głębiej.

Młoda krew nie reagowała. Gdy tylko poczułam, że wycofuje swojego drąga z mojej gorącej cipki wiedziałam, że nie skończy tak prędko. Kolejne sztosy miarowo penetrowały napiętą pochwę. Rzeczywiście, Konradowi nie udało wepchnąć całego drąga. Mimo to nadziewał mnie wciąż na swojego naganiacza. Brakowało mi oddechu na powiedzenie czegokolwiek. Jęczałam cicho wypinając jak najbardziej tyłeczek aby przyjąć chociaż jeden dodatkowy centymetr rozkoszy. Wtem nastolatek sapnął i wszedł głęboko. Wiedziałam co to oznacza. Potężna fala gorąca uderzyła w dno pochwy. Chłopak ani myślał wychodzić. Położył się na mnie i drgał w spazmach orgazmu. Wciąż poruszał się w moim środku. Leżeliśmy tak przez parę minut. Gdy jego lanca zmiękła, wyszedł ze mnie. Byliśmy oboje spoceni i mokrzy. Usiadłam na ławce i przyciągnęłam go do siebie. Objęłam w pasie nogami i soczyście pocałowałam w usta. Nasze języki splotły się w namiętnym pocałunku.

– Nawet jesteś niezły – powiedziałam wzdychając głęboko.

– Pani też.

Ubraliśmy się. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Tylko no nie był koniec przerwy, lecz początek następnej.