Wynurzyła się jak z mgły okryta perłami niebios. Kropelki wody spływały z jej półnagiego ciała. Był tak upalny wieczór, z oddali patrzyłem w niebiańskie stworzenie. Ledwo zauważalne zarysy, jakby ktoś rozmazał obraz. Swe mokre ciało otuliła miękkim ręcznikiem; wycierała je tak czule, delikatnie, wolno, jakby pieściła najczulszego kochanka. W zakątki myśli wdzierało się pragnienie. Wabiła przejrzystym spojrzeniem rozgorzało we mnie uczucie. Nieśmiało i wolno szedłem coraz bliżej. Patrzyła na mnie nie wypowiadając przy tym ani słowa. Zbliżałem się jak zaklęty. Co począć?

Gdy spotkały się nasze oczy, stałem zasypany nieskalanym widokiem. Sekunda wydawała się wiecznością. Nie mogłem wydobyć słowa. Jakie będzie odpowiednie, jak je wymówić by nie urazić nie zaprzepaścić chwili? A ona delikatnie z wdziękiem uśmiechnęła się do mnie, serce mi zatrzepotało. Lekkim gestem, jakby w zwolnionym tempie uniosła dłoń i położyła na mym ramieniu. Spoglądając mi w oczy otworzyła delikatnie usta i wyszeptała:

- Witaj - odpowiedziałem drżącym głosem:

- Witaj.

Milczeliśmy spoglądając na siebie. Była jak anioł zstępujący z błękitu. Przemawiała najmniejszą cząstką swego ciała. Każdym gestem, spojrzeniem rozpalała me myśli. Gdy nagle odezwała się słowami, które powodowały u mnie jakby otępienie, w jej oczach odbijała się toń jeziora, rozczesywała palcami jeszcze pozlepiane włosy, robiła to z takim wdziękiem, przechylając do tylu głowę tak mocno, jakby miała zaraz upaść. Stałem obok myśląc: "gdyby miała upaść to ją podtrzymam", gdy nagle potknęła się i już miała upaść, wtedy złapałem ją mocno. Ona wtuliła się we mnie, oplotła mocno rękami nie mówiąc nic, musnęła delikatnie me usta. Drżąc raczej z uniesienia niż strachu. Coraz mocniej tuląc się do mnie wyszeptała:

- Dziękuję.

Przyciągając ją mocno do siebie spytałem:

- Jak masz na imię? - odpowiedziała po dłuższym zastanowieniu:

- Monika.

Gdy tylko wypowiedziała swe imię, jakby niebo się roztańczyło, odpowiedziałem:

- Moje imię Patryk - Zapytałem - dlaczego odpowiedziałaś po chwili zastanowienia? - Na to powiedziała cichutkim szeptem:

- Bałam się, nie znam cię wcale, lecz gdy patrzyłeś tak na mnie z oddali, to czułam dreszcz podniecenia, lecz także strach, kim jesteś, myślałam czy dobrem, czy złem chwila zostanie, lecz gdy już byłeś blisko mnie i spoglądaliśmy sobie w oczy, coś się we mnie obudziło spłynął na mnie jakiś błogi spokój - wypowiadając te słowa znowu musnęła me usta, lecz mocniej bardziej namiętnie; potem jeszcze raz, już coraz dłużej zatapiając w nich swój język.

Trwając tak, pocałunkom nie było końca, delikatnie opuszkami palców pieściła me plecy, ja położyłem delikatnie dłoń na Jej piersi, dotykając delikatnie jej sutków drżała coraz bardziej. W tym szaleńczym uniesieniu nasze ciała jakby tańczyły, przesunęła dłonie na me pośladki mocno przyciągnęła mnie do siebie. Poczułem jak cała płonie, gdy nagle oboje osunęliśmy się na zroszoną trawę. Pocałunkom nie było końca, kąsając jej szyje wiła się, oddychając coraz szybciej.

Rozpiąłem jej stanik wyłuskując cudowne piersi o ogromnych sutkach, twardych jak skała. Dotykając je ustami jęczała z rozkoszy, wolno schodziłem coraz niżej, wodziłem palcami bardzo delikatnie po jej brzuchu, aż poruszała biodrami w górę i dół, zębami złapałem za koniuszek majtek ciągnąc je w dół. Poczułem jak połaskotały mnie włosy na jej wzgórku, były tak gęste, takie pachnące po wieczornej kąpieli w jeziorze. Zmysły zaczynały szaleć, poczułem jak twardnieje ma męskość, i Monika zaczęła pieścić mnie delikatnie rozpalając do białości, mówiąc po chwili:

- Połóż się na plecach - usidla na mnie delikatnie, biorąc moją męskość do ręki. Zaczęła wolno wsuwać do swej muszelki, wydając przy tym cichy jęk. Poruszała się rytmicznie wolniutko w górę i w dół, co chwila zatrzymując się, jakby chciała zatrzymać czas. Następnie coraz szybciej nie przerywając szaleńczego galopu. Ciała nasze falowały, oboje krzyczeliśmy z rozkoszy.

Nagle przestała, zsunęła się wolno i położyła na plecach, jednocześnie przyciągając mnie do siebie. Uniosła wysoko nogi, położyła je na moich ramionach i wsunęła sobie moją męskość - wpierw wolno poruszając się jak w tańcu w górę, w dół, na boki. Złapała mnie za pośladki i mocno przycisnęła do siebie, wydając w tym czasie głośne jęki. Zaczęliśmy oboje coraz bardziej drżeć, aż równocześnie szczytowaliśmy, prawie bez oddechu oboje opadliśmy na siebie, tuląc się, całując, a jednocześnie dalej pieszcząc się, jakby w amoku. Nie myśleliśmy o niczym, tylko nasze ciała i żądze rozbiegane w uniesieniu.

Nastał świt, noc oddala się porankowi, nasze ciała od potu i porannej rosy parowały w pierwszych promieniach słońca, spoglądaliśmy na siebie w ciszy, tylko śpiew ptaków - szum toni leśnego jeziora - i my, zasypiający szczęśliwi.